Reklama

Reklama

Draft NBA - o co w tej zabawie chodzi?

Przed nami już 75. edycja draftu NBA. Wiele osób może mieć jednak z nim styczność po raz pierwszy, ze względu na to, że całkiem ważną rolę w tej zabawie w tym roku będzie odgrywał Polak, Jeremy Sochan. Warto więc przypomnieć o co tak naprawdę taki duży szum.

Draft to system wprowadzony w 1947 roku, jako pewien sposób naboru nowych zawodników do ligi. Do loterii każdy zawodnik mógł zgłosić swoją chęć gry w lidze, by zostać wybranym przez którąś z jej drużyn. Podobny system funkcjonuje w pozostałych zawodowych ligach w Stanach, jest on jednak zdecydowanie bardziej rozległy. Dla porównania - draft NBA obejmuje dwie rundy wyboru zawodników, w NHL tych rund mamy siedem. Każda z 30 drużyn ligi ma dwa wybory. W tym roku wyjątkowo będzie ich 58, bo Chicago Bulls i Miami Heat musiały zrzec się swoich wyborów z drugiej rundy przez złamanie ligowych protokołów.

Reklama

Początkowo system miał stanowić skrócenie drogi do ligi głównie dla najzdolniejszych zawodników z college`u, z czasem jednak zaczęli się do niego zgłaszać zawodnicy z innych krajów, w tym także z Europy. Tak do NBA trafiły jej obecne czołowe postaci jak Giannis Antetokounmpo czy Luka Doncić, tak trafili też Polacy - Maciej Lampe i Szymon Szewczyk (2003), a także Marcin Gortat(2005).

Cały sens draftu polega na utrzymaniu konkurencyjności w lidze, dlatego zawsze prawo pierwszeństwa wyboru mają te zespoły, którym miniony sezon poszedł najsłabiej. Co roku drużyny, które nie dostały się do fazy play-off, przystępują do losowania, mającego wyłonić drużynę z pierwszym wyborem w drafcie.  Jednocześnie poznajemy pierwsze cztery miejsca, pozostałe są ustawiane kolejno na podstawie wyniku z zakończonego sezonu.

W pewnym momencie w drafcie kluczowe role zaczęli odgrywać coraz młodsi zawodnicy. Jako licealiści do NBA trafili chociażby Lebron James, Kobe Bryant, Kevin Garnett czy Dwight Howard. NBA chciała zastopować ten proces, dlatego jeśli chodzi o zawodników ze Stanów, a precyzyjniej przystępujących do draftu jako zawodnicy grający w USA, to od 2006 roku NBA wprowadziła limit polegający na tym, że koszykarz może zostać wybrany najwcześniej rok po skończeniu liceum, a w roku draftu musi mieć kalendarzowo 19 lat.

Zawodnicy, którzy ukończyli college, trafiają do draftu automatycznie, ci w trakcie muszą zadeklarować chęć uczestnictwa, rezygnując jednocześnie ze studiów. Dla zawodników zagranicznych ten proces jest nieco prostszy. Jeśli zawodnik ma skończone 22 lata, to automatycznie dołącza do naboru, jeśli jest młodszy, to musi ten udział oficjalnie potwierdzić.

Draft NBA momentem zwrotnym w lidze

Draft okazał się znakomitym sposobem do podtrzymywania atrakcyjności ligi, bo wielokrotnie wybór w nim zmieniał oblicze późniejszej rywalizacji. Dodatkowo sama formuła dodaje sporo emocji, wokół wieczoru wyborów obudowane jest wielkie show, a na trybunach kibice reagują głośniej niż na niejednym meczu. Czasami też się myląc. W 2015 roku fani New York Knicks zaczęli buczeć, kiedy ogłoszono, że ich zespół wybrał Kristapsa Porzingisa. Szybko jednak zmienili zdanie, kiedy zobaczyli grę Łotysza.

Najwięksi zawodnicy nie zawsze wybierani pierwsi, nawet Michael Jordan może coś na ten temat powiedzieć. Trudno bowiem jest przewidzieć przyszłość. Kluby często dokonują też tzw. wymian, które polegają na oddawaniu wyborów w drafcie w zamian za coś innego. Czasami są to wybory w przyszłych latach, a czasami zawodnicy. Zdarzało się, że zawodnik wchodził na scenę jako zawodnik jednej drużyny, a schodził jej z niej już jako gracz drugiej.

W tym roku jako pierwsi wybierać będą Orlando Magic. Nie ma co pompować balonika, ale z bardzo dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że wśród pierwszych 10 wyborów usłyszymy nazwisko "Jeremy Sochan".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL