Już pierwsze spotkanie w Ostrawie okazało się dla Legii bardzo wymagające. "Wojskowi" dwukrotnie gonili wynik, ale zdołali wyjść obronną ręką z trudnej sytuacji i nie wracali do ojczyzny z opuszczonymi głowami. Potyczka rozegrana u naszych południowych sąsiadów zakończyła się rezultatem 2:2. Przed rewanżem oba zespoły miały z tego powodu równe szanse na awans, przynajmniej na papierze. Miejscowi przystępowali jednak do pojedynku w roli faworyta. Nie dość, że mieli atut własnego boiska, to na dodatek dobrze prezentowali się na krajowym podwórku.
Podopieczni Edwarda Iordanescu przystąpili do potyczki mocno zmotywowani. Być może przyczynili się do tego najbardziej zagorzali sympatycy klubu, którzy niedawno zakończyli bojkot. Miejscowi od razu rzucili się do ataku. Ledwie siedmiu minut na trafienie potrzebował Jean-Pierre Nsame. Kameruńczyk długo się nie cieszył. Analiza VAR wykazała, że napastnik zdobywcy Pucharu Polski był na spalonym. Sytuacja ta delikatnie podcięła skrzydła Legii.
Serb broni Polaków. Zaskakujące słowa przed meczem Ligi Mistrzów
Szalona druga połowa w Warszawie. Banik już miał karnego, ale to Legia z awansem
Czesi natomiast stopniowo się rozkręcali, aż wreszcie doprowadzili do euforii wypełniony sektor gości. W polu karnym warszawian zrobiło się zamieszanie. Dobrze odnalazł się w nim David Buchta, który skierował futbolówkę do Erika Prekopa, a ten umieścił ją w siatce. Gracze Edwarda Iordanescu błyskawicznie próbowali odpowiedzieć. Znów przez chwilę z gola cieszył się Jean-Pierre Nsame, ale ponownie stadion uciszył VAR. W pierwszej połowie używano go aż trzykrotnie.
Na początku drugiej połowy w przypadku Afrykańczyka sprawdziło się powiedzenie, że do trzech razy sztuka. 32-latek pokonał Dominika Holca i jego celebracji nie przerwał już arbiter. Trafienie jeszcze bardziej napędziło gospodarzy do konstruowania kolejnych akcji. Polska ekipa chciała załatwić sprawę awansu w 1,5 godziny. I udało jej się to. Sporą cegiełkę do triumfu miejscowych dorzucił Ryoya Morishita. Japończyk w 74 minucie uderzał z ostrego kąta, po czym piłkę do własnej bramki wpakował Karel Pojezny.
Pod koniec doliczonego czasu gry niewiele brakowało, a Banik doprowadziłby do dogrywki. David Buchta podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze, lecz fatalnie przestrzelił. Czesi po takim ciosie nie zdołali już wyrównać i mogą przygotowywać się do batalii o Ligę Konferencji. Legia z kolei skonfrontuje się z AEK Larnaca. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.














