Reklama

Reklama

Echa nokautu Anzora Ażijewa na KSW 22

Sporo kontrowersji wśród czytelników INTERIA.PL wywołało zakończenie sobotniej walki Anzora Ażijewa z Pavlem Svobodą. Aby rozstrzygnąć, czy prowadzący walkę sędzia zachował się prawidłowo i czy 22-letni Polak czeczeńskiego pochodzenia nie okładał zbyt długo znokautowanego rywala pięściami poprosiliśmy o komentarz współwłaściciela federacji KSW Martina Lewandowskiego i redaktora Pawła Kowalika z branżowego portalu MMARocks.pl.

Przypomnijmy wydarzenia z sobotnie gali KSW 22. W pierwszej rundzie Ażijew potężnie trafił Czecha prawym prostym i ten padł na matę ringu. Anzor zdołał jeszcze parokrotnie uderzyć nieodpowiadającego na ciosy Svobodę, zanim sędzia Piotr Bagiński przerwał pojedynek.

Reklama

W komentarzach pod opublikowaną na łamach naszego portalu relacją z gali zawrzało. Wielu internautów nie pozostawiło na zwycięzcy walki suchej nitki. Czy rzeczywiście postąpił nieetycznie? Czy sędzia nie mógł zareagować wcześniej? Żeby nie tworzyć teorii spiskowych o odpowiedź na te pytania poprosiliśmy ekspertów.

- Takie sytuacje są wpisane w specyfikę MMA i ciężko je będzie wyeliminować. Moim zdaniem sędzia Piotr Bagiński popełnił kilka błędów. Po pierwsze ustawił się za daleko od akcji, a do tego jego reakcja nie była wystarczająco zdecydowana. To był czysty nokaut i już po pierwszym ciosie arbiter powinien znaleźć się tuż obok zawodników, by móc ocenić sytuację i przerwać pojedynek. Sędzia Bagiński zawahał się przy podejmowaniu decyzji. Przez to padły jeszcze dwa zupełnie niepotrzebne ciosy - wyjaśnia Paweł Kowalik z MMARocks.pl.

- W takiej sytuacji ciężko jest mieć pretensje do samego Ażijewa. Poziom adrenaliny w trakcie walki jest bardzo wysoki, a historia pokazuje, że są zawodnicy, którzy po takim mocnym ciosie są zamroczeni tylko przez krótką chwilę, a potem mogą dalej walczyć. Anzor jest młodym zawodnikiem, który dopiero raczkuje w MMA i dlatego poszedł za ciosem, by zakończyć walkę. Od przerywania pojedynków są sędziowie, a nie zawodnicy. Arbiter powinien zareagować szybciej, bardziej stanowczo, a może nawet wspomóc się komendą "stop", by zasygnalizować Anzorowi koniec walki - dodaje Paweł Kowalik.

Głos w tej sprawie zabrał również współwłaściciel federacji KSW Martin Lewandowski.

- Oglądając walkę w zwolnionym tempie, a nawet zatrzymując akcję klatka po klatce można po fakcie ocenić, że sędzia mógł stać z innej strony i szybciej zareagować. Po fakcie każdy jest mądry i to mnie złości. Trzeba na tą sytuację spojrzeć szerzej. Sędzia działa w konkretnym momencie i reaguje w konkretnej chwili. Mamy trzech sędziów ringowych. Moim zdaniem to najlepsi fachowcy w tej dziedzinie. Proszę wziąć pod uwagę, że sędzia działa w danej chwili, nie ogląda walki w zwolnionym tempie i nie wie, co zawodnik dalej zrobi - podkreśla Martin Lewandowski.

- Rozmawiałem oczywiście z Piotrem Bagińskim na ten temat, pytałem jak on to widział. Rzeczywiście można po czasie mówić, że Anzor mógł zadać o jeden cios mniej, ale pamiętajmy, że każdy ma określony czas reakcji, dlatego nie oceniałbym drastycznie całej sytuacji. Jest to wkalkulowane w ten sport i nieuniknione. Jak ktoś się decyduje na walkę, w której może dostać po twarzy, musi się liczyć z tym, że któregoś dnia może zostać poważnie znokautowany. Zawodników mamy doświadczonych, ekipę medyczną również. Nie było zagrożenia zdrowia. Pavel chciał szybko wstać, ale mu na to nie pozwalaliśmy dlatego to tak długo trwało. Czekaliśmy aż dojdzie do siebie. Asekuracyjnie został zniesiony na noszach z usztywnionym kręgosłupem. Chodziło o względy bezpieczeństwa, chcieliśmy, żeby najpierw przebadali go lekarze, zanim pozwolimy mu wstać. To było wyłącznie działanie prewencyjne - zaznacza współwłaściciel Konfrontacji Sztuk Walki.

Na koniec zapytaliśmy Martina Lewandowskiego o stan zdrowia znokautowanego w sobotni wieczór Pavla Svobody.

- Pavel czuje się bardzo dobrze, wręcz swobodnie. Piętnaście minut po walce pytał się "gdzie jest mój puchar". Jest w porządku. Dostał mocne uderzenie, ale nie było w tym nic, co mogłoby zaszkodzić dyscyplinie i postawić Anzora lub sędziego w złym świetle. To jest część MMA. A Anzor gdyby wiedział, że przeciwnik jest nieprzytomny, to na pewno by się nad nim nie pastwił, bo nie o to w tym chodzi. Poszedł za ciosem i wygrał walkę. Nie ma co z niego robić kryminalisty - tłumaczy Martin Lewandowski.

Przeczytaj komentarze internautów po KSW 22

Notował: Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje