Reklama

Reklama

O co walczy Lance Armstrong?

"Tak, brałem doping" - powie w czwartek w porze największej oglądalności telewizyjnej w USA Lance Armstrong w programie Oprah Winfrey. Miliony ludzi czekają z zapartym tchem na wyznanie, które może skończyć się dla kolarza więzieniem. Mimo wszystko chce pokazać światu inną twarz?

"Ta sprawa wstrząsnęła sportem. Z niecierpliwością czekam do czwartku" - wyznał tenisista wszech czasów Roger Federer toczący teraz bój w Australian Open po drugiej stronie kuli ziemskiej. Według 202-stronicowego raportu Amerykańskiej Agencji Antydopingowej, Armstrong stworzył i zarządzał najbardziej rozwiniętym systemem dopingowym w dziejach sportu. Grozi mu proces o zmuszanie do stosowania zakazanych środków innych kolarzy ze swoich grup. Od czasu dyskwalifikacji i odebrania mu zwycięstw w siedmiu Tour de France, publicznie nie zabierał głosu.

Wywiad, którego udzielił Oprah Winfrey nagrano w poniedziałek, by wyemitować go w dwóch odcinkach, w czwartek i piątek, o godz 21 czasu USA, czyli w porach najlepszej oglądalności. Najsławniejsza prezenterka telewizyjna wyznała, że kolarz był "znakomicie przygotowany", co oznacza, iż o tym, by dał się ponieść emocjom, nie ma mowy.

Armstrong przybył do studia w towarzystwie swoich adwokatów, ale w czasie, gdy udzielał wywiadu, kazał im wyjść na zewnątrz. Oprah Winfrey wyznała, że nie odpowiedział jej na wszystkie pytania, ale na te najważniejsze, nurtujące większość ludzi na świecie - tak. Z licznych przecieków wiadomo, iż przedstawiał siebie, jako sportowca, który nie robił nic więcej ponad to, co jego rywale w peletonie. W programie zapowiadającym wywiad wyemitowanym już w środę przez CBS Oprah Winfrey stwierdziła, że zostawia widzom do rozstrzygnięcia, czy Armstrong wygląda na człowieka skruszonego.

Mimo wszystko publiczne przyznanie się do dopingu może stać się podstawą do oskarżenia kolarza o krzywoprzysięstwo. W 2005 roku zeznał pod przysięgą, że nigdy nie stosował niedozwolonych środków i nie miał nic wspólnego z doktorem Michele Ferrarim. Za podobne kłamstwo w sądzie lekkoatletka Marion Jones spędziła w więzieniu pół roku. To samo grozi kolarzowi z Teksasu.

Podobno Lance w wywiadzie telewizyjnym nie będzie oskarżał innych kolarzy. Za to według "New York Timesa" wyjawi, iż dwóch ostatnich szefów Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) kryło jego doping. Może się to okazać dla kolarstwa większą bombą niż sama sprawa Armstronga, tak przecież głośna i szokująca.

Co skłoniło do publicznego wystąpienia człowieka postrzeganego dotąd, jako jednego z największych arogantów w świecie sportu? Kiedy okazało się, że odebrano mu triumf w siedmiu Tourach, opublikował na twitterze zdjęcie z siedmioma przewróconymi trofeami. Przez lata twardo obstawał, że nie brał dopingu, piętnował kolarzy, którzy przyznawali się do winy, lub oskarżali innych.

Armstrong chce walczyć: przeciw tym, którzy go zdradzili. Na przykład Floydowi Landisowi, byłemu koledze z US Postal. Landis oskarżył Teksańczyka i przedsiębiorstwo pocztowe sponsorujące grupę kolarską US Postal o świadome zdefraudowanie publicznych pieniędzy. Gra idzie o wielką stawkę, w czasie, gdy na Armstronga, którego prywatny majątek ocenia się na 100 mln dolarów, spada deszcz żądań o zwrot nieuczciwie zdobytych pieniędzy. I od tych, którzy wypłacili mu nagrody za sportowe zwycięstwa i od oszukiwanych sponsorów. Na wieść o dopingu kolarza, firma Nike zerwała z nim wieloletni, wielomilionowy kontrakt, odwracano się nawet od jego fundacji Livestrong zbierającej środki na walkę z rakiem.

Reklama

Do kolarza odezwała się nawet brytyjska gazeta "The Sunday Times" skazana w 2004 roku na zapłacenie 1,2 mln dol za zniesławienie Armstronga. Niedawno wykupiła w Chicago Tribune płatne ogłoszenie, w którym zamieściła list otwarty zadając Lance’owi dziesięć pytań, jakie powinna mu postawić Oprah Winfrey w swoim programie.

Ktoś podliczył, że finansowe roszczenia wobec Armstronga sięgają 150 mln dolarów, a więc przekraczają jego stan posiadania. Kolarz musi zawalczyć. Wykorzystać słabość Amerykanów do upadłych, skruszonych bohaterów. Jeśli w czwartek i piątek zrobi dobre wrażenie na opinii publicznej, odniesie bardzo ważne zwycięstwo. Może nawet najważniejsze w karierze.

Lance ciągle przecież chce uprawiać sport. Niedawno zajął się triatlonem, ale po ujawnieniu dopingu został zdyskwalifikowany. Kolarz ma zamiar spotkać z szefem Światowej Agencji Antydopingowej, by negocjować w swojej sprawie. Sportowcom, którzy przyznawali się do winy, kary były przecież skracane.

Sprawa Armstronga demaskuje patologie w sporcie, ale przede wszystkim dowodzi, że jeśli chodzi o doping, to ścigający i ścigani wciąż grają w innych ligach. Ci pierwsi nie dysponują metodami zagrażającymi tym drugim. Według amerykańskiej prasy (US Today) Armstrong stosował doping właściwie od samego początku, jeszcze zanim zachorował na raka jąder, co stało się impulsem do założenia jego słynnej fundacji. Nigdy nie został złapany. W świetle sportowych przepisów jest niewinny, bo wszystkie kontrole dały wynik negatywny, lub jeśli nawet nie, to i tak udało się to ukryć. Trzeba było "zdrady" i "spisku", czyli zeznań byłych kolegów, by sprawa dopingu kolarza wszech czasów wyszła na jaw.

A przecież kolarstwo to dyscyplina, w której od jakiegoś czasu zwalcza się doping systemowo i bezwzględnie. Co dzieje się w innych sportach, tych mniej kontrolowanych, w czasach, gdy spory procent najzwyklejszych bywalców siłowni stosuje sterydy, a przeciętny, zmęczony obywatel sięga po dopalacze?

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Dowiedz się więcej na temat: kolarstwo | lance armstrong | tour de france | oprah winfrey

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje