Reklama

Reklama

Najwięksi pytają o Igę Świątek

- Kontaktów było wiele, ze wszystkich dużych agencji – IMG, Octagon. Zgłaszali się do nas menedżerowie działający na własną rękę – o zainteresowaniu 17-letnią polską tenisistką, która we wtorek zadebiutuje w Wielkim Szlemie opowiada menedżer zawodniczki i prezes prowadzącej jej karierę agencji Warsaw Sports Group Artur Bochenek.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Przed rokiem Iga dopiero wznawiała treningi, na portalach zamieściła zdjęcie jak ćwiczy na jednej nodze, za moment zadebiutuje w turnieju głównym Australian Open. Czy ktokolwiek się spodziewał, że wykona taki skok w tenisowej hierarchii?

Artur Bochenek, prezes Warsaw Sports Group: - Nikt z nas nie mógł zaplanować, że to tak wszystko dobrze się potoczy. Iga zaczynała rok 2018 powrotem do treningów po siedmiomiesięcznej kontuzji. Spadła w rankingach seniorek i juniorek. Zaczynała wszystko od początku. Ona sama postawiła sobie ambitny plan i sama wierzyła w to, że go wykona. Powiedziała wówczas, że jej celem jest kwalifikacja na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Buenos Aires. Nie było to łatwe. Aby wystartować w tej imprezie musiała być w ścisłej czołówce rankingu juniorek ITF. Przypominam, była po ciężkiej kontuzji, nie wiadomo było w jakim stanie wróci na kort.

Reklama

Szybko okazało się, że wróciła jeszcze silniejsza.

- Znakomicie wypadła w turniejach seniorskich rangi ITF. Dobre wyniki zapewniły jej start w juniorskim Roland Garrosie, gdzie wygrała grę podwójną w parze z Caty McNally, dotarła do półfinału w singlu. Potem było wielkie zwycięstwo w Wimbledonie. Dostała się do młodzieżowych igrzysk w Buenos Aires. Tam sięgnęła po zwycięstwo w deblu ze Słowenką Kają Juvan. Zbierała też punkty do rankingu WTA - wygrała turnieje o puli nagród 60 tys. dol. w Budapeszcie, w Montreaux. Miejsce w pierwszej 200 WTA dało Idze przepustkę do kwalifikacji Australian Open.

Jak Team Świątek zareagował, gdy w pierwszej rundzie wylosowała rówieśniczkę Olgę Danilović, mającą za sobą zwycięstwo w turnieju WTA w Moskwie?

- Start w Australii dokładnie zaplanowaliśmy. Najpierw był turniej w Auckland na przetarcie, taki by się zaaklimatyzować i ograć się z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Iga wygrała dwa mecze, przy okazji udało się zdobyć trochę punktów. Po losowaniu w Melbourne wiedziała, że nie czeka ją łatwa przeprawa w pierwszej rundzie. Iga grała z Olgą w rozgrywkach juniorskich czterokrotnie w najważniejszych imprezach w tej kategorii i bilans był 2-2. Wiedzieliśmy, że dwa lata temu Olga przeszła ciężką kontuzję, ale wygrała też turniej WTA. Była lekka obawa, bo to stara znajoma i trzeba było coś udowodnić. Zwycięstwo w tym meczu nerwów ogromnie podbudowało Igę. Myślę, że dlatego w miarę pewnie odniosła potem dwie wygrane.

W pierwszej rundzie turnieju Iga zmierzy się z Rumunką Aną Bogdan. Wielu komentatorów ze świata tenisa uznało, że to dobre losowanie.

- Sam również jestem optymistą jednak zawsze umiarkowanym. Na tym etapie nie ma słabych przeciwniczek. Natomiast znając Igę wiem, że ona nie klasyfikuje zawodniczek przed meczami. Być może tej tenisistki nie znała albo niewiele o niej słyszała. W przeciwieństwie do Olgi Danilović. Najważniejsze, że przed meczem ma trzy dni przerwy. Jest czas, by odpocząć i dobrze się przygotować do tak by w Australii jeszcze trochę pograć.

Mało osób wie, że Igę Świątek wspiera były prezes Legii, który teraz zaangażował się w ratowanie Wisły Kraków Bogusław Leśnodorski.

- Od kilku lat Idze pomaga Legia Warszawa. To naturalne ponieważ Iga jest zawodniczką sekcji tenisowej Legii. Bogusław Leśnodorski zarówno w czasach kiedy był prezesem Legii Warszawa SA jak i teraz jest zaangażowany w roli kibica, mentora. Wspiera ją swoją wiedzą, doświadczeniem ze świata sportu. Robi to dlatego, że mocno zaangażował się w tenis, lubi tę dyscyplinę, w tenisa gra jego córka. Stał się fanem Igi i jej talentu. Finansowo kariera Igi jest wspierana przez Warsaw Sports Group, fundację, która pozyskuje środki z bieżącej działalności i od sponsorów.

W jaki sposób wypatrzyliście Igę?

- Znam ją od siódmego roku życia. Reprezentowała barwy Warszawianki potem Mery Warszawa i toczyła wiele potyczek z zawodniczkami Legii. W wieku 13 lat jej tacie Tomaszowi złożyliśmy propozycję zmiany barw klubowych. Zaproponowaliśmy związanie się kontraktem, opiekę i wsparcie menadżerskie. Umowa gwarantowała spokój finansowy, organizacyjny i sportowy. Chodziło o to, by Iga mogła trenować, a tata nie musiał zaprzątać sobie głowy pieniędzmi. Tenis jest drogim sportem i w większości przypadków kariery oparte są na finansowaniu ich przez rodziców.

Czy Warsaw Sports Group zachowało się tak jak Ryszard Krauze i jego firma Prokom pomagając kiedyś Agnieszce Radwańskiej?

- Chcielibyśmy się tak porównywać, ale chyba to porównanie na wyrost. Pozycjonowałbym WSG jako agencję która w przypadku Igi i karier innych sportowców (WSG wspiera m.in. boksera Andrzeja Fonfarę, wioślarkę Weronikę Deresz - przyp. ok) pomaga im w sposób finansowy, organizacyjny i marketingowy. Ewentualny sukces sportowy chcielibyśmy przekuć na korzyści finansowe tak by wspierać potem kolejnych zawodników.

W tenisie aktywnie działają silne agencje menedżerskie, które przechwytują młodych zdolnych zawodników. Ile propozycji od takich agencji otrzymała WSG?

- Kontaktów było wiele, ze wszystkich dużych agencji - IMG, Octagon. Zgłaszali się do nas menedżerowie działający na własną rękę.

Ale Iga nadal jest w Warsaw Sports Group.

- Jesteśmy otwarci na współpracę, ale czujemy się zobowiązani wobec Igi. Jakiś czas temu postawiliśmy sobie wspólne cele i te cele krok po kroku realizujemy. Mam świadomość, że na tym etapie kariery każda z dużych agencji nie będzie patrzyła na Igę w ten sposób, jak my patrzymy. Przyznaję, że Iga jest naszym oczkiem w głowie. Współpracując z dużą agencją można wpaść, brzydko mówiąc, do worka z innymi zawodniczkami. Czy ta obsługa będzie tak zindywidualizowana, jak my staramy się to robić? Nie sądzę.

Iga nie trenuje tylko w Polsce. Jeździ do Hiszpanii, do Czech.

- Przed Australią trenowała w Alicante, ale my przede wszystkim korzystamy ze współpracy z czeskimi ośrodkami w Prościejowie i Pradze. Tam pracują bardzo mądrzy ludzie, mający ogromne doświadczenie w świecie tenisa. Pomagają nam osoby, instytucje, kluby, które odpowiadają za kariery Tomasa Berdycha, Petry Kvitovej, Karoliny Pliszkovej i wielu innych zawodowych czeskich tenisistów. Czerpiemy z nich wzorce. Oni przychylnie patrzą na Igę i naszą działalność, dzielą się z nami doświadczeniem. Nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec świata skoro tak blisko Polski mamy znakomitych specjalistów od tenisa. Jest wiele korzyści z drogi, którą obraliśmy i opcji polsko-czeskiej. Dla młodych zawodników najważniejsze są bieżące sprawy - dostępność do kortów, wykwalifikowanych trenerów, możliwość organizacji sparingów - ale również odpowiednia szkoła, opieka medyczna. Inaczej na nas patrzy państwo, mamy też dużą pomoc ze strony Polskiego Związku Tenisa i Ministerstwa Sportu. To są ważne rzeczy, które składają się na sukces.

Odebrał pan właśnie w imieniu Igi Nagrodę Nadziei Olimpijskich im. Eugeniusza Pietrasiaka wręczoną przez prezesa PKOl Andrzeja Kraśnickiego. Dużo ostatnio tych wyróżnień dla tej młodej tenisistki.

- Miesiąc temu Iga otrzymała podobną nagrodę Polskiego Radia, jest także nominowana do nagrody w plebiscycie na Najlepszych Sportowców Warszawy. Co jakaś gala otrzymuje nominację. Ale Iga, jej tata Tomasz oraz trenerzy Piotr Sierzputowski i Jola Rusin - Krzepota zasługują na te wszystkie wyróżnienia.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje