Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne MŚ 2019

Lekkoatletyczne MŚ. Majewski: Najlepszych pierdoły nie rozpraszają

- Czy ja, gdybym był tutaj w roli zawodnika, a nie działacza, też bym utyskiwał na niedogodności? Najlepszym wystarcza w miarę równe łóżko i coś do jedzenia. Pierdoły ich nie rozpraszają - twierdzi w rozmowie z wysłannikiem Interii na mistrzostwa świata w Dosze Arturem Gacem były dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski, obecnie wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Artur Gac, Interia: Na półmetku czempionatu globu w Katarze dorobek reprezentacji Polski to dwa medale. Jest niedosyt?

Reklama

Tomasz Majewski: - To są mistrzostwa świata. My jesteśmy trochę rozwydrzeni przez ostatnie lata tym, że tak dobrze nam wychodziło. W Dosze części zawodników udają się starty, innym nie. Mamy srebro Asi Fiodorow i brąz Piotrka Liska, czy historyczny finał kobiet w biegu indywidualnym na 400 metrów. Tu łatwych medali nie ma, to nie są mistrzostwa Europy, tylko poziom jest dość wysoki. Paradoksalnie niedosyt pewnie czuje ten, który ma medal, czyli Piotrek, który był kandydatem do złota. Z drugiej strony jego trzecie miejsce na podium w kolejnych MŚ świadczy o wielkiej klasie.

Których występów jeszcze szkoda?

- Na pewno Pawła Wojciechowskiego, bo przy jego skakaniu wysokie miejsce było dość osiągalne, a w ogóle nie awansował do finału. A w nim powtórzenie wysokości z eliminacji 5,70 m dałoby mu czwarte miejsce. Chcieliśmy też, żeby w finale był Adam Kszczot...

Szóstego dnia MŚ o złoto i srebro powalczą rzucający w tym sezonie młotem w innej lidze Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki. Tu nie ma mowy o pompowaniu balonika, Polacy przewodzą tegorocznej światowej tabeli z dwunastoma najlepszymi odległościami.

- W młocie mamy numer jeden i dwa, co do tego nie ma wątpliwości. Wierzymy, że chłopaki może będą wymieniali się kolejnością na prowadzeniu, ale jeden z nich wygra. Mimo że średni poziom się podniósł, to nikt inny nie powinien się włączyć w walkę o złoto, bo obaj mają zbyt dużą przewagę nad pozostałymi.

A co w sytuacji, jeśli żaden z nich nie wygra?

- Na takie pytanie najlepiej byłoby odpowiedzieć z perspektywy przebiegu konkursu. Gdyby jednak tak się stało, to będzie...

Sensacja?

- Powiedzmy, że bardzo duża niespodzianka.

Niektórzy reprezentanci Polski zwracali uwagę na niedostateczne warunki pobytowe w Katarze. To znaczy kwestię standardu w czterogwiazdkowych pokojach, czy serwowanego jedzenia, które mają nie licować z rangą mistrzostw świata.

- Ja w swojej karierze byłem na sześciu imprezach mistrzostw świata i powiem tak: jeśli ktoś jest rozwydrzony jeżdżeniem po mityngach, to coś może mu nie pasować. Jak patrzę z 24. piętra mojego pokoju, to naprawdę to nieźle wygląda. Tu ludzie przyjechali do pracy, a nie na wakacje. Najlepsi z naszej kadry nie narzekają.

Słyszałem głosy, że teraz przyjmuje pan inną postawę, bo jest już po drugiej stronie, zaś gdyby Tomasz Majewski był tutaj w roli sportowca, to też by utyskiwał.

- Ja bym utyskiwał? Proszę pana, czy ja kiedyś narzekałem na cokolwiek? Zawsze jeździłem skoncentrowany na celu. Najlepszym nic nie przeszkadza, bo są skupieni na swoim zadaniu. A do tego potrzebują w miarę równe łóżko i coś do jedzenia. Najlepszych pierdoły nie rozpraszają.

Rozmawiał Artur Gac, Doha