Reklama

Reklama

NBA: Kontuzja Bradleya Beala

Dwa tygodnie, a potem ponowne badania. Taką diagnozę usłyszał przed kilkoma godzinami Bradley Beal z Washington Wizards. Najlepszego strzelca Czarodziei z gry wykluczyła kontuzja kości strzałkowej.

Obserwuj KoszInteria na Twitterze

 Beal opuścił końcówkę poprzedniego sezonu, a także minikamp przygotowujący kolejnych graczy do gry w reprezentacji USA i ligę letnią, żeby wyleczyć kontuzję tej samej kości strzałkowej. Jak mówi sam Beal, w końcówce poprzedniego sezonu nie było odpowiednio szybkiej reakcji, przez co uraz się pogłębił i ostatecznie trzeba było go leczyć ponad 5 miesięcy. Teraz w Waszyngtonie nie chcą powtórzyć tego błędu i dają mu odpocząć już teraz.

Reklama

Pierwszy taką informację podał na Twitterze Bill Simmons, właściciel serwisu Grantland.com już w poniedziałek. Beal przeszedł później badanie rezonansem magnetycznym, po którym zapadła decyzja o odstawieniu go od składu. To bardzo bolesne dla walczących o play-off Wizards, bo tracą nie tylko najlepszego strzelca (20.6 pkt.), ale też zawodnika, który gra najwięcej minut w całej lidze (40.2). Z drugiej strony może to jednak dobrze, bo Randy Wittman bardzo go eksploatuje, a z takim urazem na koniec poprzednich rozgrywek, nie jest to do końca rozsądne.

Beal już po meczu z New York Knicks, ostatnim wygranym przez Wizards, narzekał że czasem zdarza mu się czuć, jakby nogi nie były w 100% gotowe na obciążenia, którym jest poddawany. Uważał też, że to przez to nie jest w stanie trafiać na lepszej skuteczności z gry. Jak jednak dzisiaj Beal powiedział Michaelowi Lee z Washington Post, uraz mu doskwierał już dłuższy czas, ale nie myślał że to kość strzałkowa:

<blockquote class="twitter-tweet" lang="en"><p>Bradley Beal: &quot;Kind of just popped up out of nowhere. It’s been lingering for a week. I thought it was just calf soreness.&quot; <a href="https://twitter.com/search?q=%23wizards&amp;src=hash">#wizards</a></p>&mdash; Michael Lee (@MrMichaelLee) <a href="https://twitter.com/MrMichaelLee/statuses/405384734127038464">November 26, 2013</a></blockquote>

<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script>

Decyzja o odpuszczeniu przyszła z góry. Beal sam twierdzi, że mógłby grać, ale to nie ma większego sensu:

"Dobrze, że udało nam się to wykryć tak szybko. Jestem prawie pewny, że mógłbym grać. Mógłbym to spróbować przewalczyć. Nie zrobiłem tego w poprzednim sezonie i źle na tym wyszedłem, więc teraz chcę podejść do sprawy odpowiednio, zaopiekować się nogą teraz i pozbyć się tego urazu. Mam nadzieję, że już na zawsze. To była decyzja władz klubu, jednomyślna, wszyscy zgodzili się co do mojej przerwy. Nie chcieliśmy na siłę próbować gry i jeszcze pogłębiać uraz. Gdybyśmy go pogłębili, prawdopodobnie ból uniemożliwiłby mi grę. Na pewno wkrótce wrócę na boisko."

Na szczęście dla Wizards do zdrowia wrócił Trevor Ariza, który zajmie miejsce w piątce Beala. Przez ostatnie dwa tygodnie się leczył po tym jak naciągnął mięsień udowy. Do urazu doszło 12 listopada podczas spotkania z San Antonio Spurs. Na pewno Wizards czeka zmiana w sposobie grania w ofensywie. Rzuty Beala będą musiały być rozłożone na pozostałych graczy zespołu, co wpłynie także na samego Marcina Gortata.

Polak bowiem przy Bealu miał dużo więcej miejsca do gry pod koszem. Rywale, którzy kryli na dystansie najlepszego strzelca Wizards, nie podchodzili do podwojeń przy Gortacie, dzięki czemu ten miał ułatwione zadanie w ofensywie. Pierwsza próba gry bez Beala czeka Czarodziei już dzisiaj. Zagrają na własnym parkiecie z grającymi coraz lepiej Los Angeles Lakers. Jeziorowcy wygrali 3 ostatnie mecze i dzięki wygranej mogą wreszcie notować dodatni bilans, pierwszy raz od początku sezonu, który rozpoczęli wygraną z Los Angeles Clippers.

Autor: Piotr Zarychta

Obserwuj konto autora na Twitterze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje