Reklama

Reklama

"Polakom ciężko o pracę w PLK"

Zapraszamy do lektury wywiadu z Robertem Skibniewskim, graczem czeskiego BK Prostejov. Były rozgrywający Śląska Wrocław opowiada między innymi o różnicach pomiędzy PLK a ligą czeską, a także mówi o tym, jaką rolę będzie pełnił w nowej drużynie.

Podpisał Pan kontrakt z czeskim zespołem z Prostejova. Skąd ta decyzja?

Reklama

Robert Skibniewski: Na dzień dzisiejszy jestem na tak zwanym try oucie, czyli okresie testów. Jeśli przypadnę do gustu włodarzom klubu i trenerowi, porozmawiamy o kontrakcie. Nie ukrywam, że chciałbym wreszcie mieć stabilniejszą sytuację.

Nie miał Pan wystarczająco dobrych ofert z polskich klubów?

- Myślę, że każdy kibic wie, w jakiej sytuacji znalazłem się ja i kilku moich kolegów ze Śląska po wycofaniu zespołu przez pana Siemińskiego. A patrząc na ligę trzeba powiedzieć, że czasy ciągłych zmian w składzie się skończyły. Teraz 95% trenerów buduje skład w ciągu lata, by mieć zgrany zespół i zachowaną ciągłość pracy z zespołem. Patrząc na ostatnie zmiany w PLK, nie widziałem klubu, który pozyskałby rozgrywającego. Podsumowując, konkretnych ofert z ekstraklasy nie było.

W debiucie zdobył Pan 2 punkty i miał 2 asysty, a Pana drużyna wygrała 99:86 z BC Kolin. Jak oceni Pan swój pierwszy występ w barwach nowego klubu?

- Na początku powiem, że graliśmy w tygodniu sparing i w nim grałem dłużej a statystyki były o wiele lepsze. Wracając do meczu, to nieco liczyłem na więcej minut. Najważniejsze jest to, że trener był ze mnie zadowolony a drużyna wygrała. Myślę, iż w następnym meczu dostanę więcej minut.

Czy rozmawiał Pan już z trenerem o roli, jaką będzie Pan pełnił w drużynie?

- Tak, mam być przede wszystkim organizatorem gry. Z tego co mówił trener to właśnie tego zespół teraz potrzebuje. Mam kreować grę partnerom i razem z drugim amerykańskim rozgrywającym prowadzić grę zespołu. Trener, który też jest nowy, zna mnie, gdyż obserwował moje występy i raczej wie na co mnie stać.

Obecnie BK Prostejov znajduje się na 5. miejscu w tabeli Mattoni NBL. Czy wie Pan jakie oczekiwania są stawiane przed zespołem?

- Tak. Walka o jak najwyższe cele, czyli wejście do finału ligi.

Czy po pierwszych dniach spędzonych w Czechach jest Pan już w stanie porównać ligę czeską do polskiej?

- Na pewno tak. Po pierwsze, mają więcej basketu w telewizji. Codziennie leci jakiś mecz. Jeśli grają systemem dwa mecze w tygodniu, to potrafią pokazać cztery transmisje - w tym dwie w weekend. Poziom jest niezły i porównywalny z PLK. Ekipa z Nymburka jest dobrze znana mi i kibicom Turowa. Z kolei wiele drużyn dysponuje stabilną sytuacją finansową oraz sporymi obiektami sportowymi. Widać, że ludzie inwestują w koszykówkę, a to powoduje jej rozwój w Czechach.

Obecnie w Mattoni NBL występuje sporo Polaków, między innymi Pan, Kordian Korytek, Artur Mielczarek oraz Robert Tomaszek. Czym jest to spowodowane?

- Wydaje się, że jednak formułą open w PLK. Przepis o dodatkowym Polaku właściwe niczego wielkiego nie wniósł. Nasza liga jest przepełniona graczami zza oceanu, a Polakom coraz ciężej dostać pracę w rodzimej lidze! Proszę spojrzeć ile na swoją szansę zagrania czekał Radek Hyży, Łukasz Seweryn. Bez pracy są jeszcze Łukasz Wichniarz, Dawid Witos. Zbigniew Białek też miał problemy ze znalezieniem pracodawcy w kraju. Kolejny kadrowicz Wiktor Grudziński gra w drugiej lidze.

Rozmawiał: Tomasz Sulka

Dowiedz się więcej na temat: Tauron Basket Liga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje