Wcale nie Świątek. Polka z tytułem WTA. Wystarczyło do tego 65 minut
Iga Świątek zagra w piątek z Evą Lys o czwartą rundę w Montrealu, ale czy zdobędzie tam swój kolejny tytuł, przekonamy się w przyszły czwartek. Zanim Polka wyjdzie w Kanadzie na kort powinno być za to jasne, która z naszych reprezentantek wywalczy go w mniejszych zawodach WTA 125 w Warszawie. W środę awans do finału gry podwójnej wywalczyła Weronika Falkowska, dziś w jej ślady poszła Martyna Kubka. A żeby było ciekawiej, rok temu razem cieszyły się ze zwycięstwa. Teraz to nie będzie możliwe.

Lista polskich sukcesów tenisowych w rozgrywkach organizowanych przez WTA, czyli turniejach o randze od 125, jest w tym sezonie dość skromna. Zawody Wielkiego Szlema oficjalnie podpadają pod ITF, ale to one są oczywiście najważniejsze. I tu mamy najważniejsze z osiągnięć Igi Świątek w ostatnich miesiącach - triumf w Wimbledonie.
A do tego dochodzą jeszcze dwie zdobycze w grze podwójnej: Katarzyny Piter w WTA 500 w Meridzie, wspólnie z Egipcjanką Mayar Sherif oraz Mai Chwalińskiej w WTA 125 w Antalyi, wspólnie z Czeszką Anastasią Detiuc.
Teraz, po pięciu i czterech miesiącach, dojdzie kolejne takie osiągnięcie. Mimo że... mecz finałowy zostanie dopiero rozegrany.
WTA 125 w Warszawie. Dwie Polki w finale gry podwójnej. Tym razem po przeciwnych stronach siatki
W WTA 125 w Warszawie trudno było liczyć na jakiś większy sukces w singlu, skoro zawodów tych nie miały w planach Katarzyna Kawa czy Linda Klimovicova, a Maja Chwalińska wycofała się z powodu kontuzji. Z kolei Iga Świątek, Magda Linette i Magdalena Fręch i tak nie mogłyby tu grać, wybrały oczywiście rywalizację w Montrealu.
Pozostała jednak jeszcze gra podwójna, a przecież rok temu na kortach Legii z tytułu cieszył się duet Weronika Falkowska/Martyna Kubka - dla obu było to jedno z większych osiągnięć w ich karierach. Teraz zaś nie zdecydowały się na wspólny start: Falkowska połączyła siły z Czeszką Dominiką Šálkovą, a Kubka - z Holenderką Isabelle Haverlag.
A to, że zagrają przeciwko sobie o tytuł, jest dla obu duetów sporym osiągnięciem.
Falkowska i Šálková awans do finału zapewniły sobie już w środę, pokonały najwyżej rozstawioną w zawodach WTA 125 T-Mobile Polish Open 2025 brytyjską parę Harriet Dart/Maia Lumsden 6:2, 7:5.
Kubka oraz Haverlag do boju ruszyły zaś dzisiaj - ich rywalkami były rozstawione z dwójką: Yvonne Cavalle-Reimers i Maria Kozyriewa.

Niemal codziennie w rozgrywaniu spotkań przeszkadzał deszcze, mecze były przerywane i wznawiane. Nie inaczej stało się i tym razem. Mecz Kubki, w kwietniu reprezentującej jeszcze Polskę w rozgrywkach Billie Jean King Cup, został przerwany już po pierwszym gemie.
Na szczęście dość szybko udało się go wznowić, Polka i Holenderka uzyskały olbrzymią przewagę. Prowadziły 5:0 i 40-15, były bliskie uzyskania bajgla. Rywalki wygrały jednak trzy kolejne akcje. Skończyło się więc na 6:1.
W drugim secie było nieco więcej rywalizacji, Hiszpanka i Rosjanka odrobiły nawet straty: z 0:2 doprowadziły do 2:2. Kolejne przełamanie okazało się kluczowe - Kubka i Haverlag już dociągnęły sprawy do końca. Wygrały 6:1, 6:3 i zameldowały się w finale.
Ten zostanie rozegrany w piątek, ale godzina zależy od... wcześniejszego spotkania Šálkovej. Czeszka gra bowiem też w półfinale singla - jej mecz na obiektach Legii powinien zacząć się tuż po godz. 11. Później musi mieć obowiązkową przerwę na odpoczynek, ale w tym czasie i tak zostanie rozegrane drugie starcie w singlu z udziałem Kateřiny Siniakovej. A to przecież też aktualna wiceliderka rankingu WTA deblistek.













