Reklama

Reklama

Budowlani Łódź mistrzami Polski w rugby

W finałowym meczu ekstraligi rugby Blachy Pruszyński Budowlani Łódź wygrali z Lechię Gdańsk 19:16 i obronili tytuł mistrza Polski.

Finałowe spotkanie było zacięte i wyrównane. Stawka meczu sprawiła jednak, że w grze obu drużyn było dużo nerwowości, a zawodnicy popełniali proste błędy.

Lepiej zaczęli gdańszczanie, którzy do 5. minuty nie pozwalali broniącym tytułu gospodarzom wyjść z własnej połowy. W tym czasie Lechia miała szansę na zdobycie punktów z przyłożenia, jednak łodzianie zdołali się obronić. Kilka minut później goście objęli jednak prowadzenie. W 14. minucie Jurij Buhało zdobył 3 pkt. po celnym kopie z rzutu karnego. Gospodarze odpowiedzieli w 22. minucie zespołową akcją lewą stroną boiska, którą przyłożeniem zakończył Kacper Ławski. Dwa punkty z podwyższenia mógł jeszcze zdobyć Tomasz Stępień, ale nie trafił piłką między słupy.

Reklama

Lechia odzyskała inicjatywę pod koniec pierwszej połowy. W tej części meczu goście punktów już wprawdzie nie zdobyli, jednak po przerwie z nawiązką odrobili straty. W 47. minucie kolejne 3 pkt. po kopie z karnego zdobył Buhało, a trzynaście minut później przyłożenie zaliczył Mariusz Wilczuk.

Gospodarze odzyskali prowadzenie tuż po zakończeniu regulaminowego czasu gry. W 80. minucie akcję gospodarzy przyłożeniem zakończył Tomasz Kozakiewicz, a chwilę później, już w doliczonym czasie, dwa punkty z podwyższenia dołożył Tomasz Grodecki, który jako wykonawca kopów zastąpił nieskutecznego w tym meczu Tomasza Stępnia (nie wykorzystał trzech rzutów karnych i podwyższenia).

Na skutek przerwy spowodowanej kontuzją Tomasza Rokickiego z Lechii (został odwieziony do szpitala) spotkanie zostało przedłużone. Nikt się nie spodziewał, że będzie to najbardziej emocjonująca część pojedynku. W 88. minucie fatalny błąd popełnił Sławomir Kiełbik, który w niegroźnej sytuacji przed własnym polem punktowym stracił piłkę. Wykorzystał to Wilczuk i zdobył 5 pkt. z przyłożenia. Buhało nie zdołał podwyższyć, ale Lechia już mogła myśleć o końcowym zwycięstwie. Nadziei pozbawił ich Grodecki. W 93. minucie zakończył akcję przyłożeniem, a chwilę później trafił z podwyższenia ustalając wynik meczu na 19:16 dla Budowlanych.

Po meczu trener łódzkiej drużyny Mirosław Żórawski powiedział, że w końcówce zwątpił w zwycięstwo swoich podopiecznych.

"Przed meczem mówiliśmy, że z Lechią trzeba grać do końca, bo punkty można zdobyć nawet w ostatniej minucie. I tak się stało. Końcówka była jednak dramatyczna i przyznam, że po przyłożeniu Lechii zwątpiłem w wygraną. Błąd Sławka był koszmarny i mógł się okazać bardzo kosztowny. Powiedziałem już mu jednak, by jak najszybciej o tym zapomniał. Jesteśmy mistrzami i to jest teraz najważniejsze. Dramatyczna końcówka była w dużej mierze efektem słabej skuteczności kopaczy. Bohaterem meczu okazał się ten, który rozpoczynał sezon jako rezerwowy. W końcówce ligi Tomek Grodecki wrócił jednak do formy sprzed lat i to on był dzisiaj ojcem sukcesu" - powiedział Żórawski.

Blachy Pruszyński Budowlani Łódź - Lechia Gdańsk 19:16 (5:3).

Punkty: Blachy Pruszyński Budowlani - Tomasz Grodecki 9, Kacper Ławski 5, Tomasz Kozakiewicz 5; Lechia - Mariusz Wilczuk 10, Jurij Buhało 6.

Sędziował: Eric Gauzins (Francja). Widzów 3 500.

Blachy Pruszyński Budowlani Łódź: Łukasz Sachrajda, Michał Królikowski, Bastien Siepielski, Michał Zych, Dominik Fartuna, Kacper Ławski, Michał Mirosz, Merab Gabunia, Maciej Pabjańczyk, Tomasz Grodecki, Dariusz Kaniowski, Tomasz Stępień, Łukasz Żórawski, Tomasz Kozakiewicz, Sławomir Kiełbik oraz Marek Mirosz, Dominik Skawarciak, Łukasz Rydzyński, Krzysztof Szulc.

Lechia Gdańsk: Krzysztof Zieliński, Grzegorz JAniec, Sławomir Kaszuba, Łukasz Doroszkiewicz, Michał Krużycki, Karol Hedesz, Rafał Sajur, Anthony Coletta, Piotr Piszczek, Jurij Buhało, Robert Kwiatkowski, Mariusz Wilczuk, Tomasz Rokicki, Mateusz Zajkowski, Piotr Jurkowski oraz Rafał Witoszyński, Marek Odoliński, Dariusz Wantoch-Rekowski, Paweł Lenartowicz, Patryk Narwojsz, Marek Płonka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy