Reklama

Reklama

Lech Poznań. Maciej Skorża przekonał się, na czym stoi

To szlachetne, że trener Maciej Skorża obwinił za mecz z Rakowem Częstochowa przede wszystkim siebie. Etyka zawodu trenera i pewne zwyczaje nakazują tak robić. Jednakże w tym wypadku nie ma racji - za obecny stan Lecha nie on ponosi winę. Za to miał się okazję przekonać, czym jest zespół w rozkładzie na tle takiego, który zbudowano.

Raków Częstochowa to rewelacja sezonu - zespół, który właśnie kroczy po podium mistrzostw Polski oraz być może Puchar Polski. Jest znakomity, dobrze pomyślany, zbudowany i działający. Częstochowska drużyna jest owocem dobrej pracy wykonanej przez klub i przez trenera. Tak się tworzy sukces w polskich warunkach, w których rzekomo jest tak trudno wszystko ze sobą pogodzić, a każdy przecież może wygrać z każdym.

Z Rakowem wygrać trudno, bo Raków o to zadbał. Jest przykładem na to, jak skutecznie wykorzystać okoliczności i możliwości zsyłane przez polską ligę.

To także ekipa, która gra na nosie takim gigantom jak Lech Poznań, którzy jednej jesieni potrafią zarobić ponad 100 milionów złotych, aby następnie nie mieć pojęcia, jak za ich pomocą zbudować dobry zespół. Raków wie i robi to.

Reklama

Lech Poznań jest rewersem Rakowa Częstochowa

Trener Maciej Skorża po ponad trzech latach nieobecności w Polsce oraz sześciu latach nieobecności w Kolejorzu zderzył się z tym Rakowem i tą rzeczywistością, w której nie pieniądze, centra treningowe i wielkie akademie stanowią o trofeach, ale pomysł i umiejętności budowania zespołu z kogo tylko ma się pod ręką. Pokazał to Raków, pokazała Warta Poznań, pokazało wiele innych ekip. Od lat nie pokazał tego Lech.

Zderzenie jest mocne. Widać było na konferencji prasowej po meczu w Bełchatowie, że trener Skorża rzeczywiście jest wstrząśnięty. Winę wziął na siebie, przyznał, że podjął złe decyzje. To szlachetne i zgodne ze sztuką - wielu trenerów tak robi. Czasy, gdy szkoleniowcy pysznili się i podlewali naginaniem rzeczywistości swoje ego, minęły. Teraz w trendach jest pokora, pochylenie głowy, przyznanie się do winy, nawet wybatożenie się za błędy.

Tyle, że to też nie jest dobra droga. Bo nie oddaje istoty rzeczy, nie mówi prawdy.

Trener Skorża może popełnił błędy taktyczne, wpadł na złe pomysły, ale to zupełnie zrozumiałe po kilku dniach pracy i podczas pierwszego meczu. Przez wiele lat pracy tego szkoleniowca przekonaliśmy się, że taktykiem jest dobrym i nie oduczył się tego nawet na urlopie czy w Emiratach. Konferencja w Bełchatowie być może miała na celu pokazanie oblicza Macieja Skorży, jakiego nie znamy - odmienionego, łagodniejszego, bez krzyków i demolowania szatni po porażce. Miała na celu zasygnalizowanie tego, o czym sam mówi: "Zmieniłem się".

CZYTAJ TAKŻE: Latały pudła po pizzy i przekleństwa. Cholery Maciej Skorża

Natomiast nie dotknęła istoty problemu Lecha. Trener Skorża ma bowiem dość wiedzy, wprawy i doświadczenia, by znaleźć dowolne rozwiązanie taktyczne, czy z trzema, czy czterema, czy nie wiadomo iloma obrońcami, z takim wahadłem czy innym, z odpowiednia liczbą napastników itd. Nie w tym rzecz. Mecz Lecha z Rakowem pokazał bowiem, jak wielka rozpadlina utworzyła się między poznańskim zespołem a resztą ligi. Jak ogromne są zaniedbania.

Raków Częstochowa jest zespołem, który działa, jest regularny i stanowi wypadkową prawidłowych decyzji podejmowanych nie tylko przez trenera Marka Papszuna. To ekipa, o którą można być spokojnym, że sobie poradzi, bo to radzenie sobie z czegoś wynika. W wypadku Lecha tak nie jest, w efekcie mieliśmy ponownie do czynienia ze zderzeniem fantasmagorii z murem, bata z gołym zadem.

Ponownie, gdyż w ćwierćfinale Pucharu Polski było podobnie. Raków zrobił z Lecha mokra plamę, bo też przygotował się do tego, by ją zrobić. Pokazał nie tylko jak się wygrywa, ale również jak się buduje zespół w polskich warunkach.

Lech Poznań wie lepiej

Problem Lecha polega na jego pysze. Nie jest to pycha ostentacyjna, w stylu warszawskich salonów Bogusława Leśnodorskiego, ale ukryta pod płaszczykiem "my wiemy", "my sobie poradzimy" czy też "a za jakiś czas zobaczycie". Lech tworzy coś, co - w jego mniemaniu - musi zacząć działać. Sześć lat nie wystarczyło mu do przekonania, że tworzy źle i że marnuje czas swój i ludzi, którzy mu kibicują. Buduje klub zdolny do szkolenia, niezdolny do wygrywania. Z punktu widzenia sportu - klub absurdalny.

Częstochowski Raków to świetny papierek lakmusowy. Nie potrzebował wiele środków ani wiele czasu, aby jego działania przyniosły owoce, których Lech zebrać nie może. Aby pozostawić Kolejorza w jego wieloletnim przekonaniu, że za jakiś czas wzburzone fale się uspokoją, wszystko się wyrówna, Raków i inne podobne kluby przestaną być rewelacjami, a procesy ekonomiczno-organizacyjne wyniosą na szczyt klub z Poznania. Przekonaniu, które od niepamiętnych już czasów się nie sprawdza.

Maciej Skorża nie odbił się więc od swoich błędów, ale błędów popełnianych w Poznaniu od czasów, kiedy stąd odszedł. Teraz przynajmniej już wie, czym Lech jest, a czym być powinien.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje