Reklama

Reklama

Vital, nie martw się

W czwartek obiegła sportową Polskę wieść z pozoru smutna. Otóż trener polskiej reprezentacji siatkarzy, Vital Heynen, niespodziewanie stracił pracę we włoskim klubie Sir Safety Volley Perugia. Prezes klubu - Gino Sirci nie miał więcej cierpliwości do naszego Belga i pożegnał go już po pierwszym meczu finałowym ligi włoskiej przegranym przez Perugię z Lube Civitanova 1:3. Tym samym zakończyła się dwuletnia przygoda Heynena we Włoszech i pewnie nie jest on z tego powodu zbytnio zadowolony. Paradoksalnie, dla nas – kibiców siatkówki w Polsce, nie jest to, aż tak zła informacja. Odwrotnie - to jest całkiem dobra nowina - pisze specjalnie dla Interii dyrektor ds. sportu w Telewizji Polsat, Marian Kmita.

Reklama

Dobra, bo należy się spodziewać, że teraz Vital Heynen w stu procentach skoncentruje się na przygotowaniach naszej reprezentacji do Ligi Narodów i - co najważniejsze w tym roku dla polskich siatkarzy - igrzysk olimpijskich w Tokio.

Reklama

Samopoczucie Heynena nie powinno być aż tak złe, bo choć nikt pewnie nie lubi być zwalniany z pracy znienacka, to wykonał on w Perugii kawał solidnej roboty i wycisnął z tego zespołu tyle, ile się dało. Życia nie miał łatwego, bo rodzina Sirci zakochana od dwudziestu lat w siatkówce to wymagający partner. To założyciele i główni mecenasi klubu z Perugii. Wykazywali się do tej pory wielką cierpliwością.

Klub powstał w 2001 roku i dopiero po 11 latach awansował do siatkarskiej Serie A. Medale zaczęły się w 2014 roku, jedyne mistrzostwo kraju zdobyli w 2018 i wtedy zaczęły się sny o potędze. W 2019 roku ściągnięto do Perugii Heynena - trenera aktualnych mistrzów świata i niebawem naszego gwiazdora - Wilfredo Leona jak klucze do międzynarodowego sukcesu. Skończyło się na dwukrotnym zdobyciu Superpucharu Włoch, ale to na ambicje rodziny Sirci było zdecydowanie za mało.

Ostatnio w biznesie wiedzie im się całkiem dobrze, bo to europejski potentat w produkcji odzieży ochronnej i czas pandemii, to siłą rzeczy jest dla nich czas wielkiej hossy. Są coraz bogatsi i ważniejsi, nie tylko we Włoszech. Może to spowodowało, że niepowodzenia drużyny Heynena w tegorocznej Lidze Mistrzów i falstart w finale Mistrzostw Włoch zostały odebrane przez Gino Sirciego boleśniej niżby to miało miejsce jeszcze rok temu. Może. Tak czy siak Heynena w Perugii już nie ma i nie będzie, co zaskoczyło wszystkich.

Wszystkich bez wyjątku, oprócz rzecz jasna samego prezesa Sirciego. Pomimo totalnego zdziwienia ładnie pożegnali się ze swoim trenerem zawodnicy klubu, doceniając jego pracę i osobowość, a wśród nich szczególnie sympatycznie zrobił to Wilfredo Leon. Z drugiej strony jest to  zupełnie zrozumiałe, bo przecież już za chwilę obaj panowie spotkają się w Spale na zgrupowaniu naszej reprezentacji, a ich współpraca i co najważniejsze wspólne doświadczenia z Perugii powinny tylko pozytywnie procentować w walce o olimpijski medal.

Zatem niewątpliwa przykrość jaka spotkała Vitala Heynena w Perugii, może być ledwie chropawą uwerturą do wspaniałych koncertów naszej reprezentacji w turnieju Ligi Narodów w Rimini i olimpijskim wyścigu po złoto w Tokio. A my - kibice polskiej siatkówki - żyjąc taką nadzieją i pocieszając dzisiaj Vitala Heynena już szykujemy się na wielkie święto i finał Ligi Mistrzów w Veronie. Może ZAKSA, i jej kadrowicze, w najważniejszym meczu klubowego sezonu, rozchmurzą twarz Vitala już 1 maja? Jak? Po prostu wygrywając finał z Trentino.

Marian Kmita

Dowiedz się więcej na temat: Vital Heynen | Marian Kmita

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje