Reklama

Reklama

Zmiany na lepsze

Nowy rok w polskiej piłce zaczyna się optymistycznie - przynajmniej z mojego punktu widzenia. Dwie rzeczy, o których dowiedzieliśmy się w styczniu, uważam za zmiany na lepsze - pisze w swej serii "Piłkarska katedra Dziekana" Dariusz Dziekanowski.

Pierwsza z nich, to zmiana kalendarza - po raz pierwszy ligowa piłka w naszym kraju wróci już w ostatni weekend tego miesiąca. Decyzja została podjęta przede wszystkim z uwagi na szalejącą wciąż pandemię i po to, by dać sobie czasowy margines na dokończenie rozgrywek, gdyby działo się coś tak złego (np. jak kolejna wymuszona przerwa). Ja mam nadzieję, że zmiana ta utrzyma się na stałe. Zimowa przerwa, która kiedyś trwała prawie trzy miesiące, od jakiegoś czasu jest sukcesywnie skracana i uważam, że dojrzeliśmy już do tego, żeby zaczynać grę w styczniu. Pod sformułowaniem "dojrzeliśmy", mam na myśli przede wszystkim powstające wciąż nowe stadiony i klubowe ośrodki treningowe. Wcześniejszemu rozpoczęciu ligi sprzyja też pogoda, a nawet - chyba można tak powiedzieć - zmieniający się klimat.

Reklama

Nowe stadiony i ośrodki, to też powód do wprowadzenia nowego trendu w przygotowaniach do rozgrywek. Przez wiele lat stałym elementem zimowych przygotowań były obozy organizowane w krajach, gdzie można było trenować na zielonych murawach. Wiele klubów za granicą spędzało nawet cztery zimowe tygodnie. Czasem, w promieniu kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów można było zastać połowę drużyn Ekstraklasy. Wyjazdy takie mają swoje zalety, ale też i wady. Gdy na boiskach w Polsce zalegała gruba warstwa śniegu, ucieczka do Turcji czy Hiszpanii była jedynym sensownym rozwiązaniem. Często w tych krajach można było zorganizować sparing z niezłym rywalem - co oczywiście jest kolejnym atutem.

Z drugiej strony - nic tak nie męczy piłkarzy, jak długie skoszarowanie i kiszenie się we własnym sosie z dala od rodzin. Jest to niewątpliwie spore obciążenie psychiczne. Druga sprawa, to zmiana warunków klimatycznych. Powrót z ciepłych krajów na rodzime boiska, gdzie panuje bardziej lub mniej sroga zima, wiązał się z koniecznością wtórnej aklimatyzacji - piłkarze przygotowują się na zielonych murawach, ale po powrocie muszą - mówiąc z lekką przesadą - taplać się w brei. Takie przejście - przynajmniej w pierwszych po przerwie meczach - nie jest bezbolesne.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Dlatego też z radością przyjąłem informację, że w tym roku - znowu ze względu na pandemię - aż siedem klubów z Ekstraklasy zdecydowało się pozostać w Polsce. Ucieszyłem się, że na wyjazd nie zdecydowała się między innymi Cracovia, która chwilę temu uruchomiła swój nowy ośrodek treningowy w Rącznej. Jeszcze nie wszystkie boiska są gotowe, jeszcze pozostało trochę pracy, żeby ogłosić, że budowa została zakończona, ale są już warunki do treningów dla pierwszej drużyny. I bardzo dobrze! Po to między innymi powstają te ośrodki, żeby nasze drużyny nie musiały tułać się po świecie. Zwłaszcza, że czasem ośrodki zagraniczne wybierane przez nasze kluby wyglądały dobrze tylko na zdjęciach, a w rzeczywistości pozostawiały wiele do życzenia.

W dzisiejszych czasach zagraniczny wyjazd niesie ze sobą dodatkowe ryzyko związane z COVID19. Jeszcze daleko nam do sytuacji, w której wszystkie kluby mają i stadiony, i ośrodki, ale wiemy, że mamy w kraju wiele porządnych miejsc, które czekają na przyjęcie drużyn piłkarskich. W dobie konieczności liczenia się z kosztami, w czasach kiedy trzeba starać się wspierać się na poziomie lokalnym, jest to całkiem rozsądna opcja. Nie mówię, że całkowicie nie ma sensu wyjeżdżać, ale warto efektywnie wykorzystywać warunki, które mamy u siebie. Może doczekamy się czasów, że silnych sparingpartnerów nie będziemy musieli szukać w Turcji czy Emiratach Arabskich, a pod Warszawą, Krakowem czy Gdańskiem. 

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Dziekanowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje