Reklama

Reklama

F1. Pasjonująca pogoń za rekordami

Lewis Hamilton jest bliski wyrównania i poprawienia rekordów Michaela Schumachera. Może to się stać częściowo jeszcze w tym sezonie.

Lata 90. ubiegłego stulecia to ostatni okres, gdy Formuła 1 była w miarę otwarta i dostępna dla każdego, kto miał odpowiednie zasoby, by zbudować zgodny z przepisami samochód. To czas wspominany do tej pory z nostalgią przez wielu kibiców.

Umowy nie zobowiązywały wówczas zespołów do udziału w pełnym sezonie. Nie brakowało chętnych do startu w stawce 26 samochodów. Do niektórych wyścigów zgłaszało się nawet 39 kierowców, wymuszając organizację pre-kwalifikacji!

Kierowca w areszcie

Gdy kończyła się era Ayrtona Senny, Alaina Prosta i Nigela Mansella, w ich cieniu zaczęły rodzić się nowe gwiazdy. Pierwszą z nich był Fin Mika Häkkinen, który zadebiutował na początku sezonu 1991 w Lotusie. Już w swoim trzecim wyścigu zdobył punkty. Jego talent dostrzegł McLaren, zatrudniając go w sezonie 1993, ale Fin musiał poczekać parę lat na swój czas.

Reklama

W tym samym okresie zadebiutowali w F1 Michael Schumacher i Damon Hill, obaj w nietypowych okolicznościach. Niemiec startował w wyścigach długodystansowych, gdy niespodziewanie pojawiła się okazja debiutu w Formule 1. Kierowca Jordana Bertrand Gachot został aresztowany i Mercedes zapłacił 150 tysięcy dolarów za start Schumachera w Belgii w zastępstwie Francuza.

Debiut Schumachera

Damon Hill, syn byłego mistrza świata Grahama Hilla zastąpił w Brabhamie Giovannę Amati, jedną z nielicznych kobiet w historii Formuły 1. Początki były trudne. Hill dopiero w szóstym podejściu zdołał zakwalifikować się do wyścigu w swoim domowym Grand Prix na Silverstone. Kilka tygodni później musiał szukać nowej posady, gdy Brabham zrezygnował ze startów z powodów finansowych. Pierwsze zwycięstwo Schumachera Hill oglądał z trybun toru Spa-Francorchamps (1992), ale wkrótce zwolniło się miejsce w Williamsie, gdy Nigel Mansell postanowił porzucić F1 na rzecz IndyCar.

Schumacher ukończył swój pierwszy pełny sezon w Formule 1 (1992) na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej, a Hill powtórzył jego osiągnięcie rok później. Gdy Williams uporał się z niezawodnością modelu FW15C, Anglik wygrał trzy wyścigi z rzędu, awansując na pozycję wicelidera klasyfikacji, którą dopiero w końcówce sezonu stracił na rzecz Senny. Häkkinen większość sezonu spędził na ławce rezerwowych i dopiero na trzy wyścigi przed końcem wsiadł do McLarena, stając na podium już w drugim starcie.

Sezon okryty cieniem

Sezon 1994, na którym cieniem położyła się śmierć Ayrtona Senny, był rokiem dominacji Schumachera. Niemiec wygrał osiem wyścigów, w tym tragiczne Grand Prix San Marino i zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski, a rok później powtórzył sukces. Już wtedy zaczęły narastać wokół niego kontrowersje. Jego Benetton był podejrzewany o rozwiązania niezgodne z regulaminem. Na okrążeniu formującym w Wielkiej Brytanii Schumacher wyprzedził Hilla, co skończyło się dyskwalifikacją i zakazem startu w dwóch kolejnych wyścigach. W kończącym sezon Grand Prix Australii doprowadził do kolizji z Hillem, zapewniając sobie tytuł, bo FIA uwierzyła w niewinność Niemca...

Hill zdobył swój jedyny tytuł w 1996, gdy Schumacher przyjął dobrze płatną posadę w niezbyt konkurencyjnym wtedy Ferrari. Williams nie przedłużył kontraktu z Anglikiem, który od tamtej pory wygrał już tylko jeden wyścig dla Jordana i zakończył karierę po sezonie 1999, jeżdżąc w środku stawki.

Schumacher razem z Rossem Brawnem zaczął budować potęgę Ferrari. 

Wypadek na Silverstone

Już rok później znów walczył o tytuł i zaliczył kolejną brzydką wpadkę, powodując kolizję podczas finału sezonu w Jerez ze swoim rywalem Jaquesem Villeneuve’m. Odpadł z wyścigu i przegrał walkę o tytuł. Tym razem jego działanie zostało uznane za umyślne i został wykluczony z klasyfikacji sezonu, a mistrzem świata w 1997 został Kanadyjczyk.

Wygrał wtedy Mika Häkkinen, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w karierze. W samochodzie zaprojektowanym przez Adriana Neweya Fin zdobył dwa tytuły mistrzowskie z rzędu (1998 i 1999). Schumacher odpadł z rywalizacji w połowie sezonu 1999 po złamaniu nogi w wypadku na torze Silverstone i pokonał Häkkinena dopiero rok później, rozpoczynając niezwykłą serię triumfów w barwach Ferrari - 5 tytułów z rzędu w latach 2000 - 2004.

Potrójna korona?

Z trójki kierowców, tylko Schumacher został legendą i spełnił marzenia o biciu rekordów. Zdobył 7 tytułów mistrzowskich, odniósł 91 zwycięstw, 155 razy stawał na podium. Te osiągnięcia do dziś są niepobite. Passę Niemca przerwał Fernando Alonso, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie w latach 2005 - 2006. Seria trudnego we współpracy Alonso szybko dobiegła końca, a Hiszpan szuka teraz spełnienia w inny sposób - chce zdobyć potrójną koronę sportów motorowych, wygrywając Grand Prix Monako, 24h Le Mans i Indianapolis 500, do czego brakuje mu nadal wygranej za oceanem.

Na drodze Alonso stanęła kolejna nowa gwiazda - Lewis Hamilton, który obecnie jest bliski wyrównania i poprawienia rekordów Schumachera, co może stać się częściowo jeszcze w tym sezonie. Czy tak się stanie? Zobaczymy pod koniec roku, a może trochę później, bo wciąż możliwe, że sezon 2020 zakończy się później, niż w grudniu.

Grzegorz Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje