Reklama

Reklama

Lech Poznań zbankrutował sportowo. Maciej Skorża może go nie uratować

Przekazanie dużej władzy w ręce trenera Macieja Skorży to być może jedyny sposób na to, żeby drużyna zaczęła funkcjonować i wygrywać. Jedyny, a i tak niewystarczający. Zaległości i zaniedbania w Lechu Poznań mają przecież wiele lat. Po decyzjach z Bułgarskiej pozostaje pytanie, na ile dotychczasowe nieudolne władze są w stanie zrzec się swej suwerenności.

Reklama

Doniesienia z Bułgarskiej, o których informowaliśmy, wskazują na to, że Lech Poznań skapitulował w obliczu dotychczasowego modelu zarządzania klubem i drużyną. Trener Dariusz Żuraw był jedynie wykonawcą wizji, którą nakreślili wcześniej Piotr Rutkowski, Karol Klimczak i Tomasz Rząsa. Wizji prowadzącej Lecha ku nieudolności i czyniący z niego pośmiewisko całej Polski. Dlatego zwolnienie trenera Żurawia niewiele tu pomogło. Po ostatnich porażkach z dwoma najsłabszymi zespołami ligi, Podbeskidziem Bielsko-Biała i Stalą Mielec, poznański zespół przekroczył granice śmieszności.

Zbankrutował w sportowym sensie. I w tym sportowym sensie ogłosił upadłość, chociaż jako przedsiębiorstwo i klub oczywiście funkcjonuje dalej.

CZYTAJ TAKŻE: Lech Poznań ukarze finansowo swoich piłkarzy

Ta upadłość oznaczać może i w zasadzie powinna oznaczać rezygnację z dotychczasowej polityki jako zupełnie nieskutecznej w piłkarskiej rywalizacji. Niezdolny do wygrywania Lech musi się zmienić, gdyż inaczej jego dalsze funkcjonowanie w świecie futbolu pozbawione jest sensu. Prezesi Piotr Rutkowski i Karol Klimczak nie odejdą, mimo doprowadzenia zespołu do obecnego stanu; jak się okazuje, nie odejdzie też zapewne dyrektor sportowy Tomasz Rząsa, a zatem na zmiany personalne na najwyższych szczeblach liczyć nie można.

Lech Poznań bez dymisji swoich prezesów

Reklama

Lech Poznań zostawia swoje władze, ale zamierza zrzec się władzy, a przynajmniej jej części. Na razie nie wiemy jeszcze, jak duża będzie to część, ale zgoda na to, by trener Maciej Skorża wprowadził przy Bułgarskiej swoje porządki jest ograniczeniem suwerenności obecnego zarządu. Tej suwerenności, która przyświecała zatrudnianiu kolejnych szkoleniowców (pod tzw. filozofię klubu), ale która do niczego sensownego nie prowadziła.

Trener Maciej Skorża do tej tzw. filozofii Lecha nie pasuje i nie pasował już w 2014 roku. Zorientowany na sukces, nastawiony na niego w sposób maksymalny, uzależniony od zwycięstw, stoi w jawnej sprzeczności z próbującym jedynie przetrwać Lechem. On oczywiście pozornie też jest nastawiony na zdobywanie trofeów, ale to tylko teoria, bowiem niewiele robi w tym kierunku. Maciej Skorża podobnie jak Lech żadnego sukcesu nie odniósł od sześciu lat, ale przynajmniej jest zdeterminowany, aby to robić. A determinacja w walce o sukces to sformułowanie-klucz w obecnym Kolejorzu.

Obecność trenera Skorży w takim Lechu, jak wyglądał on dotąd, mija się z celem. Rozbiłby się on łatwo o mur jakośtobędzizmu i mizerii istnienia zasłużonego klubu. Jeżeli ma nadal być zdeterminowany w walce o trofea, musi tę władzę dostać.

Lech Poznań zmienia podejście

Doniesienia z Bułgarskiej brzmią o tyle zaskakująco, że Lech dotąd tej suwerenności strzegł jak skarbu. Obawiał się trenerów, którzy tu przyjdą i zaczną się rządzić. A przecież Kolejorz ma ustalone od lat cele, systemy szkolenia, mechanizmy. Nie działają to nie działają, ale są. I teraz trener Skorża ma pracować po swojemu, według własnego uznania reformować kadrę, odsuwać piłkarzy i sprowadzać nowych.

To kapitulacja Lecha z jego pomysłami na klub i drużynę, z których był tak dumny. Kapitulacja jednak potrzebna, a na pewno stanowiąca ostatnią deskę ratunku. Jeżeli bowiem te władze nie znają się na budowaniu struktur sportowych i wygrywaniu, niech zrobi to kto inny. Maciej Skorża po sześciu latach bez sukcesów i czterech latach poza Polską nie daje gwarancji odniesienia sukcesu, ale przynajmniej niesie jakąś tam nadzieję.

Mamy zapowiedzi, mamy decyzję, czeka nas ich realizacja. Od niej zależy, czy Lech się zmieni, czy nie. Jeżeli Maciej Skorża będzie mógł działać po swojemu, ale tylko w ograniczonym zakresie, zmiany nie zajdą. Jeżeli znajdzie się wokół niego wielu dotychczasowych fachowców od sportu, którzy wiedzą lepiej, Lech utknie na mieliźnie, na której znalazł. Lech chce się zmienić, to niech to zrobi. Ale na serio.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje