Reklama

Reklama

Dziwna narracja mediów: Lech Poznań nie wygrał. To Legia Warszawa przegrała

Wygrana z Legią w Warszawie nie daje Lechowi Poznań sportowo więcej niż trzy punkty i utrzymanie pozycji lidera Ekstraklasy. Do zdobycia mistrzostwa nadal ma on daleko. Batalia jednak nie toczy się tylko o koronę, ale także o obecność w przestrzeni medialnej. I tu media stołeczne Lecha wciąż nie dostrzegają.

Sprawdziłem komentarze ekspertów po meczu Legii Warszawa z Lechem Poznań, w którym tym razem triumfował Lech. To sytuacja niezbyt częsta w ostatnich latach, ale w ostatniej kolejce ligowej doszło do zwycięstwa Kolejorza w Warszawie. Zerknąłem na komentarze, by przekonać się, jak widzą to dziennikarze, telewizja, eksperci i ludzie opisujący polską piłkę.

Widzieli to jednoznacznie - wypowiedzi zaczynali od Legii i od tego, że przegrała, że ma kłopot, że nie potrafi połączyć ligi z pucharami, że nie wiadomo co z Czesławem Michniewiczem. Dopiero w drugiej kolejności pojawiały się wypowiedzi o Lechu. Zatem: najpierw "Legia przegrała", a dopiero w drugiej kolejności "Lech zwyciężył".

Reklama

Tak było w każdej telewizji transmitującej mecz, tak było w programach publicystycznych, gdzie w opowieści o ligowej piłce Legia Warszawa dominuje zdecydowanie. Nawet jeśli Lech jest liderem Ekstraklasy, to komentatorzy prędzej zastanowią się nad tym, dlaczego nie znajduje się tam Legia niż nad tym, jak dotarł tam Kolejorz. Jej porażka z Lechem to temat do rozważań o jej dalszych losach i trenerze, a nie o poznaniakach.

Wszystkie skróty Ligi Mistrzów online w Interia Sport - ZOBACZ!

Lech Poznań istnieje w lokalnej przestrzeni medialnej

Ja rozumiem, że Legia Warszawa to aktualny mistrz Polski, w ostatnich latach ma najwięcej triumfów, grała u siebie, no i pochodzi ze stolicy. Argumentów za tym, by od niej zaczynać jest wiele, a koszula zawsze jest bliższa ciału. Bez przesady jednak. Warszawscy redaktorzy wielokrotnie przyznawali mi, że Legią zajmują się bardziej niejako domyślnie, a kluby z reszty Polski są im zdecydowanie bardziej odległe. Można to zrozumieć.

CZYTAJ TAKŻE: Trener Maciej Skorża jest teraz nazywany w Poznaniu Panem Trenerem

Pytanie, czy można to zmienić? Obecna postawa Lecha, wygrana z Legią i pozycja w tabeli są także batalią o to, by mocniej zaistnieć w centralnej przestrzeni medialnej, aczkolwiek ta batalia chyba z góry skazana jest na klęskę. Lech się tam pojawi, ale jako ciekawostka, a nie temat. To pewien utrwalony status, który trudno naruszyć.

Lech Poznań miał taki okres, gdy mocno lgnął do warszawskich dziennikarzy, wierząc jakby że Poznań stanie się drugim Manchesterem czy Turynem, skupiającym na sobie większą uwagę mediów centralnych niż metropolia. To mrzonka, tak się raczej nigdy nie stanie, a jeżeli media ze stolicy skoncentrują się na Lechu, to tylko doraźnie, gdy nadejdzie koniunktura - np. gdy Kolejorz zagra w fazie grupowej europejskich pucharów (zwłaszcza jako jedyny w sezonie) albo zostanie mistrzem, albo nadjedzie okienko transferowe z drogimi wzmocnieniami, do których można dać "pilne".

To pewien standard, który wynika stąd, że Lech Poznań był, jest i zapewne będzie klubem mocno związanym z lokalnością. Ta jego lokalność jest aż bijąca, bowiem ludzie interesujący się Lechem na serio stanowią pewną hermetyczną grupę, operująca podobnym językiem (dosłownie, bo przecież mamy gwarę poznańską, którą Lech kultywuje, jak i metaforycznie), skojarzeniami, z podobnym pakietem popkulturowego dziedzictwa. Nie ma zrozumienia Lecha, jego problemów, frekwencji i wszystkiego, co się z nim wiąże bez dobrego rozumienia tej lokalności.

Lech Poznań to pewna hermetyczna społeczność

Nie jest przypadkiem, że Czesław Michniewicz jest tak cenioną w Poznaniu postacią, chociaż prowadzi Legię Warszawa. Nie dotknął go ostracyzm czy wręcz niechęć jak Bartosza Bereszyńskiego, Kaspra Hämäläinena i innych graczy, którzy niebieską koszulkę zmienili na białą, warszawską. Dlaczego? Zapewne dlatego, że trener Michniewicz najpełniej uosabia te czasy, w których Lech mocno tkwił w swej lokalności, rekrutując zawodników głównie wśród graczy własnego chowu, a mimo tego wygrywał i odnosił sukcesy (zdobycie Pucharu Polski w 2004 roku). A zatem zrealizował pewne utopijne marzenie kibiców Lecha, iż da się to połączyć.

Dzisiejszy Lech jest międzynarodowy, a trener Maciej Skorża przemawia do zawodników po meczu z Legią Warszawa w języku angielskim. Niezależnie od tego więzi, jakie powstają na styku piłkarze - trener - klub - kibice są nadal kluczowe i odgrywają ważną rolę dla kibicujących Kolejorzowi ludzi. Od piłkarzy wymaga się nie tylko gry i wykonywania swej pracy, ale bycia częścią społeczności. Życia Lechem w takim stopniu, jak żyją nim kibice.

Lech ma pewną specyfikę, lokalny kolory i zapewne nigdy nie zdoła w związku z tym stać się zespołem, klubem czy przedsiębiorstwem uniwersalnym, nawet jeśli się rozrośnie i ugruntuje rozpoznawalność w Europie. Nie ma bowiem Lecha bez Poznania, a jego dość hermetyczny świat zawsze będzie się karmił lokalnością, z której czerpie moc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje