Gliwiczanie mieli nadzieję, że na derbach Śląska zjawią się z passą sześciu meczów bez porażki. Plany te pokrzyżował jednak w poprzedniej kolejce Motor Lublin, wygrywając na obiekcie Piasta 3:2. Starcie z Górnikiem Zabrze dla zespołu Aleksandara Vukovicia miało stanowić doskonałą okazję do rekompensaty.
Kibice mieli nadzieję, że nie powtórzy się scenariusz z ubiegłego sezonu. Na obiekcie przy Roosevelta padł wówczas bezbramkowy remis. Tym razem liczono na widowisko z bramkami. Na trybunach zasiadło 18270 ludzi.
Brutalny faul w polskiej lidze. Poważne obrażenia gwiazdy, wideo mrozi krew w żyłach
Jałowe derby zamiast widowiska. Jeden cios w końcówce wystarczył
Spotkanie nie rozpoczęło się jednak o wyznaczonej godzinie. Kiedy minęła 17:30, gwizdek Pawła Raczkowskiego nadal milczał. O powodach blisko 10-minutowego poślizgu piszemy TUTAJ.
Bohaterem pierwszej połowy okazał się bramkarz gości Frantiszek Plach. "Piastunki" tylko jemu zawdzięczają utrzymanie remisu. Bronił skutecznie groźne uderzenia Aleksandra Buksy, Kamilka Lukoszka i Luki Zahovicia.
Nie wystawiało to najlepszego świadectwa defensorom ekipy z Gliwic. Gospodarzom w decydujących momentach brakowało jednak siły i precyzji. A klasa golkipera tylko potęgowała ich frustrację.
Po zmianie stron... frustrowali się już tylko fani obu zespołów. Poziom spotkania mocno rozczarował. Zamiast podbramkowych spięć i kapitulacji obu golkiperów, mieliśmy ligową szarpaninę bez cienia dramaturgii.
Zmiany dokonane przez szkoleniowców w ostatnich 30 minutach nie zmieniły obrazu gry. Zmienił się za to rezultat. W samej końcówce gola na wagę kompletu punktów zdobył dla zabrzan wprowadzony z ławki Yosuke Furakawa.
W doliczonym czasie gry z boiska wyleciał jeszcze kapitan gości Jakub Czerwiński. Analiza VAR wykazała, że bez walki o piłkę - z dala od akcji - wymierzył cios Erikowi Janży. W najbliższych dniach komisja dyscyplinarna będzie miała nad czym debatować.
















