Reklama

Reklama

Obama na walce Gołoty?

77-letni Don King nie pozbywa się nieodłącznego cygara, telefonu, który trzyma nawet w Chinach co chwilę przy uchu, i... swojej sympatii do Andrzeja Gołoty.

Na 24 godziny przed walką Andrzej Gołota - Ray Austin w Chengdu rozmawiam z najsłynniejszym promotorem świata o tym, co sprawia, że Polak jest dla Kinga kimś specjalnym, o jego piątkowym rywalu, o szansach na walkę z Nikołajem Wałujewem, o zaproszeniu na walkę Gołoty w Chicago nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych i o tym, dlaczego, według Kinga, Polak stoczy już w piątek najważniejszą walkę w życiu.

Reklama

- Gdzie będzie pan celebrował prezydencki sukces Baracka Obamy?

Don King: - Już zacząłem. Właśnie skończyłem rozmowę z burmistrzem Chicago Richardem Daley'em, mówiąc mu, jak bardzo żałuję, że nie mogę być z Obamą podczas święta w Grand Parku. Nic straconego - wybieram się do Chicago wkrótce po powrocie z Chin. Także pogadać o tym, czy nie zorganizować Andrzejowi znowu walki o tytuł w tym mieście. Na pewno bym zaprosił na taki pojedynek Baracka.

- Rozmowa o walce w Chicago oznacza, że nie zobaczymy Andrzeja przeciwko Wałujewowi w grudniu tego roku?

- Nie, ten termin chyba Andrzejowi jednak przepadnie, bo stacje telewizyjne miały co prawda otwarty termin na 20 grudnia, ale chciały podpisania kontraktu i gwarancji przed walką z Austinem. Gwarancji, że nic się zmieni, że Gołota sobie poradzi, że nie złapie kontuzji i będzie w stu procentach zdrowy. Nie mogłem dać takich gwarancji, bo tego nikt nie wie. Wystarczyłaby jakakolwiek kontuzja, rozcięty łuk brwiowy, cokolwiek i walka byłaby odwołana, a ja bym ponosił finansowe konsekwencje. Nie lubię przy tym być stawiany pod ścianą. Zobaczymy, może będzie nawet lepiej, jak Andrzej odpocznie ze 2-3 miesiące.

- Nie chce pan za następnego rywala Wałujewa Evandera Holyfielda...

- Nie chcę, bo to nie ma zbyt wielkiego sensu ze sportowego punktu widzenia. Moim zdaniem Evander powinien przestać walczyć przynajmniej 5 lat temu. Mam dla niego strasznie wielką sympatię, to legenda boksu, ale z tej legendy już nic nie zostało. Szkoda, żeby go ludzie takim zapamiętali. Muszę jednak dodać, że choć ja i Nikołaj nie chcemy go za rywala, ma ciągle nazwisko i przyciąga ludzi, szczególnie w Europie. Ma nazwisko, które sprzeda się stacjom telewizyjnym, stacje chcą go pokazywać.

- Z tego, co pan mówi, wynika, że Andrzej mógł dostać łatwiejszego rywala niż Austin i byłoby łatwiej...

- Na pewno, ale co by to dało? Nie mogę z jednej strony krytykować braci Kliczko, że sobie ustawiają rywali, a z drugiej sam to robić. Zresztą takie rzeczy z World Boxing Council nie wchodzą w rachubę. Pojedynek nie byłby sankcjonowany, a przy tym, nie można takich cyrków odstawiać podczas kongresu, kiedy patrzy na nas cały bokserski świat, a do tego otwieramy nowy rynek, jakim są Chiny. Ludzie muszą wierzyć w to, co widzą na ringu.

- Jak trudnym rywalem dla Andrzeja będzie Ray Austin?

- Bardzo trudnym. Powiem tak: z walk, które organizowałem Gołocie, to jest dla mnie najbardziej niewygodny rywal, zaraz za Johnem Ruizem. Chris Byrd był dla niego łatwiejszy, bo nie ma ciosu, to samo Lamon Brewster, gdyby tylko Andrzej przetrwał pierwszą rundę i miał szansę boksować. Nawet Wałujew mógłby być dla Andrzeja łatwiejszym rywalem, bo Gołota potrafi jeszcze tańczyć na ringu i plan walki na niego byłby prostszy. Ray to spryciarz, zna kruczki, zawsze jest dobrze przygotowany kondycyjnie. Zresztą wie, że jak się ma 38 lat, to nie można przegrywać.

- Andrzej ma 40 lat i powiedział, że jak przegra z Austinem to już nigdy nie wyjdzie na ring.

- No właśnie, dlatego uważam, że to dla niego najważniejsza walka w życiu. Wierzę też w to, że po przegranej z Austinem nie chciałby już walczyć i zakończyłby karierę. Dla mnie to straszna szkoda, ale rozumiałbym taką decyzję. Gołota nie biłby się po porażce tylko dlatego, żeby się bić. Finansowo jest ustawiony do końca życia, ma żonę, dwoje dzieci. Ma co w życiu robić. Jak wygra, ma przed sobą może rok walk na najwyższym poziomie, bo ciągle jest w elicie wagi ciężkiej, a charyzmy ma więcej niż oni wszyscy razem wzięci. Niech mi ktoś powie, że 40-letni Gołota nie wygrałby z Samem Peterem w Berlinie? Albo że nie stoczyłby równej walki ze wszystkimi z pierwszej dziesiątki światowych rankingów, łącznie z mistrzami świata. Wierzę, że udowodni to za kilkadziesiąt godzin.

Rozmawiał w Chengdu Przemek Garczarczyk, ASInfo

Dowiedz się więcej na temat: Chicago | Austin | Barack Obama | gołota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje