Reklama

Reklama

Tenis. Turnieje ATP i WTA od sierpnia

Dwie największe organizacje tenisowe opublikowały turniejowy kalendarz po wznowieniu cyklu. Pierwszy kobiecy turniej odbędzie się 3 sierpnia w Palermo, a męski 14 sierpnia w Waszyngtonie. Roland Garros odbędzie się w dniach 27 września – 11 października.

Kobiecy i męski tenis na najwyższym poziomie wróci po pięciomiesięcznej przerwie spowodowaną pandemią koronawirusa. Ustalenia zapadły po kilkutygodniowych konsultacjach. W zeszłym tygodniu władze ATP zorganizowały wideokonferencję z udziałem ponad 400 zawodników.

Turnieje ATP rozpoczną się 14 sierpnia w Waszyngtonie, po czym tenisiści przeniosą się do Nowego Jorku na ATP Masters 1000 Cincinnati (początek 22 sierpnia). Zgodnie z planem 31 sierpnia ruszy US Open. Pierwszy turniej w Europie zaplanowano na 8 września w austriackim Kitzbuehel. Aż do Roland Garrosa - czyli do października - tenisiści na Starym Kontynencie grać będą na nawierzchni ceglanej - w Madrycie (od 13 września) i Rzymie (od 20 września).

Reklama

Już na pierwszy rzut oka problematyczna wydaje się  kolizja terminów. Turniej w Kitzbuehel nakłada się na końcówkę US Open. Ze względu na różnicę czasową, podróż, zmianę nawierzchni najlepsi mogą zrezygnować z zawodów w Austrii. - Naszym celem było zaprogramować tyle turniejów, ile było możliwe, żeby ocalić sezon. Kalendarz narodził się dzięki współpracy wszystkich stron. Liczymy na to, że dorzucimy jeszcze inne turnieje - powiedział w oficjalnym komunikacie szef ATP Andrea Gaudenzi.

Dalsza część sezonu ATP ma zostać zaplanowana do połowy lipca. Władze cyklu chcą wpleść do kalendarza turnieje w Azji, jeden turniej halowy w Europie oraz Masters.

Cykl WTA zostanie wznowiony turniejem w Palermo. Potem tenisistki przeniosą się do USA. Między US Open a Roland Garrosem zagrają w: Stambule, Madrycie i Rzymie. Jesień to tradycyjnie azjatycka część sezonu. Tak również będzie w tym sezonie, który ma zostać zakończony Mastersem w Shenzen.

Na razie turnieje mają się odbywać w ścisłym reżymie sanitarnym, bez udziału publiczności. - Na razie będzie nam bardzo brakować energii, którą przekazują widzowie, ale najważniejsze, że sportowcy wracają do rywalizacji. Nasi partnerzy w mediach społecznościowych szukają sposobów, żeby zachować kontakt z naszymi fantastycznymi kibicami - powiedział szef WTA Steve Simon.

ok

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL