Wilfredo Leon to bez wątpienia jeden z najlepszych siatkarzy obecnej reprezentacji Polski. Dla "Biało-czerwonych" gra on już o 6 lat, a w tym czasie zdążył z nimi sięgnąć po takie sukcesy jak: złote medale Ligi Narodów (2023, 2025), złoto Mistrzostw Europy (2023) oraz srebrny medal igrzysk olimpijskich (2024). Został on również uhonorowany Orderem Odrodzenia Polski, który należy do najbardziej prestiżowych odznaczeń w kraju nad Wisłą.
Nie jest tajemnicą, że Wilfredo Leon urodził się na Kubie, i to właśnie ten kraj reprezentował w latach 2007-2012. W barwach Kuby również osiągał on pewne sukcesy, jak chociażby srebro mistrzostw świata z 2010 roku. Czemu jednak wybitny siatkarz nie zdecydował się na kontynuację reprezentacyjnej kariery w swoim macierzystym kraju? Jak sam przyznał, bycie sportowcem na Kubie wiązało się z ogromem niedogodności.
Początki życia Wilfredo Leona. "Kiedy się rodziłem, na Kubie panował kryzys"
W wywiadzie dla "TVP Sport" Wilfredo Leon zdecydował się opowiedzieć nieco szerzej o początkach swojego życia. Już samo przyjścia na świat wybitnego siatkarza wiązało się z problemami. Jego matka musiała bowiem dotrzeć do szpitala na piechotę, a to ze względu na panujący wówczas kryzys na Kubie.
"Nie rozmawiamy o tym za często, ale wiem, że było trudno. Co więcej, przez kilka lat moi rodzice bezskutecznie próbowali mieć dziecko. Nie udawało się. Uważam, że to była Boża łaska, że pojawiłem się na świecie. Wiem, że wcześniejsze pięć lat nie było dla naszej rodziny łatwe. [...]. W czasie kiedy się rodziłem, na Kubie panował kryzys, który nazywano <
Religia od zawsze odgrywał w życiu Wilfredo Leona szczególne znaczenie. Jego zdaniem to właśnie Bóg sprawuje opiekę nad jego życiem oraz karierą.
Dzięki Panu Bogu, mamie i tacie pojawiłem się jednak na świecie w tym okresie i dorastając uodparniałem się na trudne warunki. Myślę, że charakter, który mam, zawdzięczam właśnie tamtym przeżyciom
Wspomniane początki życia zdecydowanie nie rozpieszczały późniejszego reprezentanta Polski. W komunistycznym kraju można było zapomnieć o wielu udogodnieniach, które w innych krajach są na porządku dziennym. Braki dotyczyły również produktów podstawowych dla egzystencji człowieka. Leon wspominał o niedoborze takich towarów jak paliwo, jedzenie czy leki. Jako nastolatek siatkarz widywał czasami nieco lepiej ubranych rówieśników, a w jego głowie kiełkowało pragnienie posiadania podobnych rzeczy.
Tak zaczynała się kariera siatkarska Wilfredo Leona. Na początku trenował z... dziewczynami
Rodzice Wilfredo także byli sportowcami. Alina Venero Boza również uprawiała siatkówkę, natomiast Wilfredo León Hechavarría zapaśnikiem. To oni pchnęli syna w kierunku sportu. Siatkarskie początki reprezentanta Polski mogą jednak zadziwić wielu jego fanów. Leon wspomina, iż pierwsze dwa lata spędził on w gronie dziewcząt.
"Trener, który jako pierwszy się mną zajął, szkolił tylko kobiety. Mama uznała, że warto jednak na niego postawić i nie wchodzić w ten sport od razu bardzo poważnie, a raczej traktować go jako ujście dla mojej energii. [...]. Zgodziłem się więc, uznając, że co będzie, to będzie. Z treningu na trening zakochiwałem się w siatkówce jednak coraz mocniej" - tłumaczył siatkarz.
W wieku 13 lat, jego kariera zaczęła nabierać nieco tempa. Jako reprezentant kraju w kategorii junior, trafił on do internatu w stolicy kraju - Hawanie. Można było się więc spodziewać, że przenosiny do większego miasta znacznie odmienią losy utalentowanego młodzieńca. Sam Wilfredo również tak wówczas myślał. Niestety szybko miał się on srogo rozczarować.
Sam ponoć skwitował pierwszą wizytę w internacie tylko jednym słowem - "ojej". Okazało się bowiem, że w pokoju nie było oświetlenia, natomiast łóżko znajdowało się w, delikatnie rzecz ujmując, nienajlepszym stanie.
Powołanie do wojska i "dezerterzy". Leon również dostał propozycję
To właśnie za czasów juniorskich Wilfredo Leon po raz pierwszy opuścił granice Kuby. Siatkarz wspominał między innymi wylot do Meksyku, który odcisnął spore piętno na wszystkich członkach juniorskiej kadry.
Kiedy byłem kadetem, w wieku 13 lat, poleciliśmy do Meksyku. Znalazłem się w centrum miasta i zapytałem sam siebie: "Co to jest?". Spostrzegłem wielkie, eleganckie budynki i niesamowite hotele. Szczególnie te ostatnie zwróciły moją uwagę, ponieważ w historii Kuby miał miejsce okres, w którym tego typu obiekty były niedostępne dla Kubańczyków. Moja mama pracowała kiedyś w hotelu i zdarzały się sytuacje, w których ją tam odwiedziłem. Wyglądał on jednak zupełnie inaczej niż ten w Meksyku
Po powrocie do kraju młody Leon opowiedział rodzicom o tym, co zastał w Meksyku. Ci jednak dali mu do zrozumienia, że o takich kwestiach nie powinno się rozmawiać.
To właśnie podczas pobytu w Meksyku siatkarz po raz pierwszy spotkał się z przypadkiem "dezercji". Tak bowiem określano zawodników, którzy opuszczali zgrupowanie, chcąc pozostać w odwiedzonym w ramach rywalizacji kraju. Taki przypadek miał miejsce już drugiego dnia po przylocie.
Początkowo nie rozmawiano o tym, jednak z czasem coraz więcej kolegów Leona wyrażało chęć definitywnego opuszczenia Kuby. On również miewał podobne rozterki, jednak początkowo zagłuszał je, w obawie o reakcję swojej rodziny.
Leon nie uniknął jednak kontaktu z ludźmi, którzy starali się "nakłonić go" do zmiany narodowości. "W czasie Ligi Światowej w Serbii w pokoju hotelowym otrzymałem kopertę z pieniędzmi. Osoba, która mi ją oferowała, zapytała: "Co robimy?". Byłem młody i nie wiedziałem, jak się zachować. Pierwszy raz widziałem banknot 500 euro! W sumie było tam 20 tysięcy, co było równowartością dziesięciu lat pracy na Kubie plus pensja mamy i taty. Trzymałem pieniądze w rękach, poczułem wielkie zdenerwowanie i pot, który spływał mi po twarzy" - wspominał Leon. Ostatecznie siatkarz odmówił jednak przyjęcia "propozycji".
Przełom w życiu Wilfredo Leona nastąpił dopiero podczas odbywania przez niego obowiązkowej służby wojskowej. Każdy kubański sportowiec miał obowiązek odbycia jej, a kontuzja kostki, której nabawił się w tamtym czasie siatkarz, nie dawała mu żadnej taryfy ulgowej. Brak poszanowania jego zdrowia przelał czarę goryczy i to właśnie w tamtym czasie Leon podjął decyzję o chęci opuszczenia Kuby.
Dużym motorem napędowym do jego działań była także postać Małgorzaty Gronkowska. Ze swoją przyszłą żoną Wilfredo złapał kontakt jeszcze za czasów gry dla Kuby, co mocno uniemożliwiało wówczas utrzymywanie stałego kontaktu.
Przylot do Polski był dla niego jednym z bardziej stresujących momentów w karierze. Niejednokrotnie zdarzało się, że sportowcy byli zawracani z powrotem do kraju, lub też nie wpuszczano ich nawet na pokład samolotu. Taki los spotkał chociażby koleżankę Wilfredo Leona, która chciała opuścić Kubę.
Na granicy byłem bardzo zestresowany. Pamiętam, że podszedłem do kontroli, a strażnik graniczny zapytał mnie wtedy dokąd lecę. Odparłem, że do Polski. Zapytał też, dlaczego mam przesiadkę w Niemczech. Odpowiedziałem, że niestety nie ma bezpośrednich lotów z Kuby do Polski. Uspokoił mnie i powiedział, że wszystko jest ok. [...]. Kiedy wystartował, powiedziałem: "Dzięki, Panie Boże!". To był moment, którego najbardziej się bałem
Ostatecznie historia Wilfredo Leona potoczyła się w najlepszy możliwy sposób. Dotarł on bowiem do Polski, a w 2015 roku otrzymał obywatelstwo. Dwa lata później FIVB wydała stosowną zgodę na zmianę barw narodowych i tym samym Wilfredo Leon stał się reprezentantem kraju nad Wisłą.














