Reklama

Reklama

​Agnelli - persona non grata

W ciągu kilku dni jeden z najprężniej działających menedżerów na włoskim rynku piłkarskim, głównodowodzący Juventusem, autor potwora, który dziewięć razy z rzędu sięgnął po mistrzostwo Italii, stał się głównym wrogiem futbolu na Półwyspie Apenińskim, a może i w całej Europie. Andrea Agnelli.

Agnelli to spadkobierca rodu, następca tronu, syn Umberto, wnuk Edoardo i prawnuk Giovanniego Angiellich. Ten ostatni w 1899 roku założył fabrykę FIATa, a Edoardo w 1923 - jako pierwszy z rodziny - stanął na czele Juventusu Turyn. Po wojnie na dobre klub przejęli Gianni i Umberto, a w 2010 roku na czele najbardziej utytułowanego zespołu we Włoszech stanął Andrea. To on zatrudniał Antonio Contego, Massimiliano Allegriego oraz Maurizio Sarriego, którzy między 2012, a 2020 rokiem zdominowali Serię A. Ale to on także zdecydował o powierzeniu drużyny z Wojciechem Szczęsnym debiutującemu Andrei Pirlo.

Reklama

Niewypał i afera biletowa

Sportowo okazała się to pierwsza tak znacząca pomyłka. Wcześniej, w 2014 roku, Andrea był oskarżony przez prokuraturę w procesie tak zwanej "afery biletowej". Oskarżyciele państwowi prowadzili dochodzenie w sprawie nielegalnego obrotu biletami, w który zamieszana była kalabryjska mafia 'ndrangheta. Sprawa ostatecznie zakończyła się w 2017 roku karą w wysokości 100 tysięcy euro. Tylko.

Teraz Agnelli nawywijał znacznie grubiej, a przede wszystkim nie tylko w imieniu swoim i Juventusu. Kroki podjęte przy tworzeniu Superligi przez działaczy Interu, Milanu i właśnie przede wszystkim Juventusu mogą w najbliższych miesiącach wstrząsnąć całym futbolem. Juve nie potrafiło podbić Ligi Mistrzów na boisku, postanowiło więc założyć rozgrywki konkurencyjne.

Będą surowe konsekwencje

- Są trzy grupy winnych. Sześć klubów angielskich, które wycofało się z projektu jako pierwsze to pierwsza grupa. Następnie Atletico, Milan oraz Inter i wreszcie trzy pozostałe kluby, które nadal wierzą, że ziemia jest płaska i Superliga istnieje - wypalił ostro Aleksander Ceferin w wywiadzie dla "Daily Mail". Tych trzech "płaskoziemców" to oczywiście Real, Barcelona i Juventus.

I włodarzy tych klubów mają ponoć spotkać najsurowsze kary. - To tragiczny moment futbolu! - komentuje całe zamieszanie Beppe Marotta, dziś dyrektor zarządzający Interu, a niegdyś działacz Juventusu. - Porozmawiajmy o reformach, zamiast kłótni - dodaje. Ale na to być może jest już za późno.

Także dlatego, że rozłam nastąpił wewnątrz danych lig, wewnątrz klubowych rozgrywek w danych państwach. We Włoszech także. Są prezesi, którzy zarządali nawet relegacji trzech buntowników z ligi. Inni, mniej zdecydowani, mówią o wykluczeniu z europejskich pucharów. 11 z 17 pozostałych klubów (Roma, Torino, Bologna, Parma, Genoa, Cagliari, Sampdoria, Sassuolo, Spezia, Benevento i Crotone) zażądało zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia Lega Calcio, organu zarządzającego Serie A. Prawdopodobnie zbierze się ono w maju.

Juventus poza Ligą Mistrzów?

Tymczasem Stara Dama i tak ryzykuje zajęcie miejsca poza czołową czwórką Serie A. Niezależnie od decyzji Ceferina i pozostałych prezesów włoskich klubów, Juventus gra w tym sezonie dramatycznie słabo i jest na skraju najgorszego wyniku od 2011 roku, kiedy skończył na 7. miejscu! To byłby dramat nie tylko sportowy i wizerunkowy, ale przede wszystkim finansowy, a przecież to właśnie brak pieniądzy i pustka w kasie popchnęły Agnellego do negocjowania z Florentino Perezem i założenia Superligi. Rok 2021 miał oznaczać koniec pandemii i powolne odbudowywanie potęgi Starej Damy, a może oznaczać wielkie problemy dla klubu i jego prezesa.

Marcin Lepa, Polsat Sport


Dowiedz się więcej na temat: Andrea Agnelli | Juventus Turyn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje