Reklama

Reklama

Lech Poznań zatrudnił Dariusza Żurawia bez podstaw. Znów zabrakło wniosków

Lech Poznań na razie nie ogłosił, kto będzie jego nowym trenerem, ograniczył się do komunikatu o zwolnieniu Dariusza Żurawia. Gdy cofniemy się do momentu jego zatrudnienia na stałe, znów uświadomimy sobie, że Lech nie uczy się na swoich błędach.

Rozstanie z Dariuszem Żurawiem wydawało się przesądzone od pewnego czasu, kwestią było, czy trener dogra ten sezon na ławce, czy nie. Porażka 1-2 ze słabą Cracovią sprawiła, że decyzja Lecha Poznań o zwolnieniu szkoleniowca zapadła już teraz. Zamiast dokonywać bilansu kadencji Dariusza Żurawia w Lechu (w skrócie - słabe punktowanie i brak elastyczności w ostatnim czasie po stronie minusów oraz awans w świetnym stylu do Ligi Europejskiej i zmiana stylu na bardziej ofensywny po stronie plusów), wróćmy na chwilę do momentu, gdy został on zatrudniony.

Reklama

Lech Poznań. Dariusz Żuraw był pod ręką

Dziś możemy już o tym nie pamiętać, bo patrzymy na Dariusza Żurawia przede wszystkim z perspektywy jego dwuletniej pracy w Lechu Poznań, ale jego CV przed objęciem pierwszego zespołu było nader skromne. Dwa lata w WKS Wieluń - w czwartej lidze, a więc na piątym poziomie rozgrywkowym. Odra Opole - czwarty i trzeci poziom rozgrywek. Miedź Legnica - sześć meczów w I lidze, a więc na drugim poziomie rozgrywek. W końcu Znicz Pruszków - 30 meczów na trzecim szczeblu rozgrywek.

SŁUCHAJ TEŻ PODCASTU: Maciej Skorża w Lechu Poznań - czy to ma sens?

Czy to doświadczenie uprawniające do objęcia roli pierwszego trenera w jednym z największych polskich klubów? Oczywiście, że nie. I to nie z powodu (pomimo) tego CV Lech Poznań postawił na Dariusza Żurawia. Po pierwsze - Dariusz Żuraw i dyrektor sportowy Tomasz Rząsa, byli asystentami Macieja Skorży w Lechu Poznań. Ten okres zapewnił Dariuszowi Żurawiowi podstawowe zaufanie w Lechu Poznań, czy - przede wszystkim - ze strony Tomasza Rząsy. Ono zaowocowało powrotem do Kolejorza latem 2018 roku, do rezerw, z którymi osiągał dobre wyniki. Gdy jesienią tamtego roku Lech rzucił na pożarcie trenera Ivana Djurdjevicia (równie mało, a nawet jeszcze mniej doświadczonego), trenerem tymczasowym został właśnie Dariusz Żuraw. Podkreślmy: ówczesny remis z Jagiellonią Białystok i wygrana z Wisłą Płock były jego pierwszymi meczami Ekstraklasy w roli pierwszego trenera. Później była kadencja Adama Nawałki, po której znów tymczasowo drużynę przekazano Dariuszowi Żurawiowi. I do czasu ogłoszenia decyzji o pozostawieniu go na stanowisku na stałe, drużyna pod jego wodzą zagrała 9 meczów (z czego trzy wygrała - z Pogonią, Legią i Lechią). To daje nam 11 ekstraklasowych meczów w CV trenera Dariusza Żurawia przed powierzeniem mu zespołu, który - teoretycznie - miałby walczyć o trofea. To była decyzja podjęta na "czuja", oparta przede wszystkim na wierze (że będzie dobrze), a nie na wiedzy. Przede wszystkim jednak, można mieć wrażenie, że trener Dariusz Żuraw został pierwszym trenerem, bo już w klubie po prostu był. Bo był - używając nomenklatury z Facebooka - w gronie "bliskich znajomych" władz klubu.

Przecież - bez złośliwości - to nie jest tak, że trener Dariusz Żuraw uchodził za jakiś wielki szkoleniowy talent, o którego innowacyjnej pracy w niższych ligach krążyły legendy. Albo że po okresie asystentury u Macieja Skorży, po korytarzach klubowych huczało, jak to ścierał się na odprawach z utytułowanym szkoleniowcem na pomysły i koncepcje. Dariusz Żuraw nie wyróżnił się tak naprawdę niczym szczególnym w swojej wcześniejszej pracy.

Lech Poznań nie wyciągnął lekcji po Ivanie Djurdjeviciu

Gdyby Lech Poznań faktycznie chciał uczynić Dariusza Żurawia trenerem na lata, lepiej by go do tej roli przygotował. To może zbyt optymistyczne założenie, dziś nie do sprawdzenia, ale po dobrym okresie w rezerwach, Dariusz Żuraw mógłby popracować w roli pierwszego trenera w innym klubie PKO Ekstraklasy. To pozwoliłoby mu się otrzaskać, zmierzyć z presją, podszkolić warsztat. Ale nic takiego się nie stało. Tak, jak w przypadku Ivana Djurdjevicia, do pierwszego zespołu wzięty został trener z rezerw, niesprawdzony w ekstraklasowym boju. Władze Lecha Poznań często mówią o nauce i wyciąganiu wniosków, ale w tym przypadku kolejny raz tego nie zrobiły. Słuchy, że przy Bułgarskiej znów miałby pracować Maciej Skorża (a kandydatem był/jest też Jacek Zieliński) wskazują, że w poznańskim klubie najbardziej lubią piosenki, które już znają. Niestety, idzie w to parze z powtarzającą się piosenką o braku wniosków.

Bartosz Nosal

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL