Reklama

Reklama

Superliga. Piłka nożna przegrywa z Netflixem? Bo jest za droga

To jeden z najczęściej stawianych argumentów za koniecznością rychłych zmian w światowym futbolu - piłka nożna przegrywa z platformami filmowymi i innymi rozrywkami. Przegrywa, więc trzeba ją uatrakcyjnić. Może jednak jest dość atrakcyjna, a problemem są koszty i dostępność?

Superliga miała być tworem, który zrewolucjonizuje światowy futbol i wyeliminuje z niego to, co można porównać do jednej z końcowych scen znakomitego filmu "Wielki Szu" z Janem Nowickim i Andrzejem Pieczyńskim. Młody adept sztuki gry w pokera na pieniądze rozgrywa długą partię ze starym wyjadaczem w hotelowym pokoju. Wielogodzinne zmagania na skromne stawki wydają się zbędne i absurdalne, mają na celu zmęczenie i znużenie przeciwnika. Dopiero na koniec obaj rzucają całą pulę na stół, aby wreszcie "poznać golasa".

Piłka nożna w ujęciu Superligi to futbol znudzony wielomiesięcznymi rozgrywkami, w których wielcy mistrzowie - często sami mianujący się takim tytułem - muszą eliminować zespoły słabsze, a te z kolei jeszcze słabsze i tak aż do fundamentów futbolu i sportu, do najdrobniejszych reprezentantów San Marino czy Gibraltaru. Także Polski, która od tych wczesnych etapów zaczyna.

Pytanie jednak, kto jest tym faktem znużony? Twórcy niedoszłej Superligi próbowali przeforsować tezę, iż futbol cierpi na chroniczną nudę, która go zabija i w związku z tym należy go uratować. W końcu gdyby ekipy NBA czy NHL musiały się potykać i eliminować z setkami mniejszych, akademickich drużyn Ameryki Północnej, też nikogo by to nie interesowało.

Reklama

Transmisje piłkarskie kontra youtube i platformy

Futbol przegrywa konkurencję o uwagę przebodźcowanego widza, który otrzymuje nadwyżkę propozycji na niedobór czasu, jaki może im poświęcić. Z transmisjami sportowymi, wymagającymi po dwie albo i więcej godzin takiego czasu na jeden mecz, rywalizują wszelkie inne platformy, w tym filmowe, programy, materiały youtube i inne propozycje sieciowe. Albo więc piłka nożna się zmieni, albo rywalizację przegra.

O ile rzeczywiście to nuda jest problemem, a nie kwestia dostępności. Dzisiejszy widz staje się dość mocno sformatowany. To nie czasy, gdy dostawał nieduży zestaw meczów i oglądał, co było. Czuł wieczny głód, że nie może obejrzeć więcej Realu Madryt, FC Barcelony czy Manchesteru United. Dzisiaj poza grupą zagorzałych fanów, dla których obejrzenie każdego spotkania ich ukochanego klubu, ligi czy piłkarza to rytuał, pozostali mają gigantyczny wybór, a ich decyzje sprowadzają się raczej do sztuki rezygnacji.

Superliga miała zmniejszyć wybór na rzecz dostępności

Gigantyczny wybór nie oznacza jednak dużej dostępności. Transmisje meczów i poszczególnych lig są rozdzielone między bardzo wiele telewizji. Aby obejrzeć wszystko, a przynajmniej sporo, kibic i widz musi dysponować całą talią abonamentów i wykupionych dostępów. To znacznie więcej kart na ręce niż w przypadku innych sfer życia. Co za tym idzie - wyższe koszty.

W odróżnieniu od rynku amerykańskiego, w Europie możliwości przedstawiane widzom są skromniejsze. Opcje "follow my team" czy też dzielenia puli meczów do obejrzenia według innych kryteriów to norma. To może sprawić, że koszty wynikające z chęci oglądania meczów piłkarskich w formie czy to ligowej, czy europejskich pucharów po zsumowaniu będą niższe.

Niewykluczone bowiem, że to nie rozbudowanie rozgrywek czy dopuszczanie do nich zbyt dużej liczby chętnych jest problemem. Stanowi nią generowanie kosztów dla widza oraz komplikacji w złożeniu sobie puli tych meczów i wydarzeń sportowych, które chce się obejrzeć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje