Reklama

Reklama

Lotto Ekstraklasa. Kamil Kosowski: Zakotwiczyć w Europie, więcej Vadisów i Meliksonów!

- Płacimy naprawdę godziwe pieniądze piłkarzom. Legia i Lech oferują je na poziomie Belgii i Holandii. Dlatego prezesi klubów powinni wymagać od pionów sportowych, aby wybierały piłkarzy znacznie lepszych. Na rynku jest wielu zawodników, natomiast sztuka polega na tym, aby wybrać właściwych - podkreśla w rozmowie z Interią przed startem rundy wiosennej Lotto Ekstraklasy Kamil Kosowski, były znakomity skrzydłowy Wisły Kraków i reprezentacji Polski.

Lotto Ekstraklasa startuje już w piątek! Sprawdź szczegóły!

Kamil Kosowski porusza problematykę Ekstraklasy jako całości, a także takich klubów jak Cracovia i Legia. Dziś występuje nie z perspektywy wiślaka, tylko eksperta, któremu leży na sercu dobro całej polski klubowej i reprezentacyjnej.

Michał Białoński, Interia: Kluby Ekstraklasy powoli przygotowują się do spełniania wymogu, jakim od nowego sezonu będzie gra co najmniej jednego młodzieżowca. Z drugiej strony, do lamusa odchodzi limit na obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. Już w ubiegłym sezonie w naszej lidze zadebiutowało prawie stu stranierich i tylko 55 Polaków.

Reklama

Kamil Kosowski: - Najzdolniejsi młodzi polscy piłkarze, nie myślę o 19-latkach, tylko o jeszcze młodszych, często są wyselekcjonowani i wywiezieni za granicę, by dokształcać się w lepszych warunkach. Jako przykład podam Przemysława Bargiela z Ruchu Chorzów. W wieku 16 lat pojechał do Włoch, choć mógł spokojnie grać w Ruchu i to w pierwszym składzie. Z Ruchu mógł się przenieść do Wisły albo Legii, a dopiero później wyjeżdżać z Polski. Tymczasem we Włoszech jest od półtora roku i słuch po nim zaginął. W skrócie: zostając w Polsce grałby pewnie w reprezentacji!

Gdy patrzymy na skład naszej kadry, zdajemy sobie sprawę, że maleją szanse na grę w jej wyjściowym składzie zawodnika z polskiej ligi.

Jaki jest ratunek?

- Bardzo prosty: nasze kluby muszą regularnie grać w europejskich pucharach, co najmniej w Lidze Europy, choć Liga Mistrzów byłaby najlepsza. Gdyby ten warunek został spełniony, młodzi piłkarze nie uciekaliby za granicę przy pierwszej okazji, a agenci nie sprzedawaliby ich naprędce. Każdy miałby świadomość, że po jednym sezonie w Lidze Mistrzów cena za dobrego piłkarza podskoczy dwukrotnie, a na dodatek zainteresują się nim kluby ze znacznie wyższej półki. To wszystko jest ze sobą powiązane. Oczywiście, o tych awansach do rozgrywek europejskich łatwo jest mówić, trudniej je wykonać. Ja nie mam absolutnie doskonałej recepty na sukces, dzielę się tylko swoimi obserwacjami.

Zobaczmy, jakie transfery są dokonywane z Holandii, a jakie z Polski.

Nie ma porównania. My nie możemy przekroczyć bariery 6 mln euro, a Holendrzy właśnie sprzedali Frenkiego de Jonga za 75 mln euro do Barcelony.

 - U nas Żurkowski z Górnika odszedł za cztery miliony euro. Gdy powiedziałem, że z Legii odszedłby za osiem albo nawet za 10 mln euro, to mnie zaatakowano. Tymczasem takie są realia. Gdy grasz w wielkim klubie, a na dodatek prezentujesz się dobrze w Europie, to twoja cena rośnie.

To prawda, bo Legia za Szymańskiego, a Lech za Gumnego odrzucają oferty na poziomie 3-4 mln euro. Innych naszych klubów nie stać na taki luksus. Wisła sprzedała Kosztala do Jagiellonii za 600 tys. euro i to największy wydatek polskiego klubu w zimowym okresie transferowym.

- Jestem przekonany, że gdyby jeszcze obowiązywało prawo umożliwiające podmiotom trzecim partycypowanie w kartach zawodnika, to Kosztal by się z Wisły nie ruszył.

Z drugiej strony, brawa dla Lecha. Pod jaką gilotyną by Wisła dzisiaj nie była, trener poznaniaków Adam Nawałka powiedział, że nie będzie robił transferów z Krakowa.

A podobno "Kolejorz" interesował się Jesusem Imazem.

- Nie tylko nim, Zdenkiem Ondraszkiem również. Jagiellonia skorzystała na wiślakach i nie można mieć do niej pretensji. Ok, sentymenty sentymentami, ale najważniejszy w tym wszystkim jest wynik sportowy, a także finansowy.

Jako jedyny szeroką falą młodzież wprowadza twój przyjaciel - Marcin Brosz z Górnika. Wydaje się jednak, że klub za szybko i za łatwo stracił kluczowych piłkarzy: Kurzawę, Kądziora i Wieteskę. Teraz odbija mu się to czkawką, bo zabrzanie bronią się przed degradacją.

- Jak znam Marcina, to on tych młodych chłopaków przygotowywał długo i pieczołowicie. Po to, aby jeszcze się trochę wychowali przy Kurzawie, przy Kądziorze i Angulo. Natomiast życie zweryfikowało te plany, chłopcy odeszli. Pomyślmy, że Górnik mógł jeszcze zostać teraz bez Szymona Żurkowskiego z takim miejscem w tabeli. Oczywiście, nowi piłkarze się pojawili, ale trzeba trochę czasu, aby ich wdrożyć. Równie dobrze moglibyśmy to powiedzieć o każdym klubie w Polsce. Nie ma takiego, który nie odczuje straty trzech najlepszych piłkarzy. Nikt nie trzyma równorzędnych w stosunku do najlepszych w rezerwie.

I tu pojawia się następny problem: kluby w Ekstraklasie są uzależnione od jednego-dwóch piłkarzy. Popatrzmy, co było w Wiśle, gdy byli Carlitos albo Imaz, a w Legii Vadis Odjidja-Ofoe. Teraz przy Łazienkowskiej takim niezastąpionym piłkarzem jest Cafu. Gdyby wyjąć dzisiaj z Legii Cafu i Carlitosa z Remym, też pojawi się duży problem. O Lechu nawet nie mówię, bo on nie posiada wartościowej ławki rezerwowych. Dlatego obserwujemy dobre ruchy ze strony Nawałki, przy którym Lech nie sprzedaje piłkarzy za tanio. Lech ma coś do udowodnienia, chce zagrać w europejskich pucharach, a pieniędzy akurat temu klubowi nie brakuje i może sobie na to pozwolić.

Nie dziwi cię polityka transferowa Legii, która z deszczu chorwackiego wpadła pod rynnę portugalską i nagle sprowadza samych rodaków trenera Ricarda Sa Pinto. Na przykład za rezerwowego napastnika drugoligowego Cadiz CF - Salvadora Agrę legioniści zapłacili pół miliona euro. To o tyle dziwne, że ten szkoleniowiec nie pracował nigdzie dłużej niż rok, a jeśli również przy Łazienkowskiej nie zagrzeje długo miejsca, jego następca będzie musiał robić duże porządki. Czy w klubie nie powinien decydować o transferach także dyrektor sportowy, dbający o wartość kadry bez względu na to, kto i jak długo jest trenerem?

- Gdy w Legii prezesem był Bogusław Leśnodorski, a jego wspólnikami byli Dariusz Mioduski i Maciej Wandzel, to Legia była w Lidze Mistrzów! Mogła sobie pozwolić na kupno i sprzedaż piłkarza za duże pieniądze. Ale życie potoczyło się tak, że doszło do zmian właścicielskich. W tym momencie osobą decydującą jest Dariusz Mioduski. On obrał taką, portugalską drogę. Ma do tego prawo. A czy skończy się to happy endem? Tego nie wiem. Dla mnie Legia to praktycznie drugie Wolverhampton. Nie możemy też z góry powiedzieć, że zakup Agry jest przestrzelonym transferem. Pół miliona euro to żadna kwota, a chłopak może się okazać strzałem "w dziesiątkę", drugim Carlitosem czy Imazem i wszyscy będziemy zadowoleni. Chcemy w lidze piłkarzy, który miło się ogląda, na których się czeka co tydzień.

Natomiast metody treningowe czy chowanie tego wszystkiego przez Sa Pinto, to kolejna rzecz, której nie rozumiem. Trener oczywiście ma prawo wprowadzać swoją taktykę, ale ukrywanie treningów i sparingów wygląda tak, jakby Sa Pinto miał przed sobą finał Ligi Mistrzów. Nie wiem, czy to jest dobry sposób, ale z drugiej strony prezes Mioduski ma prawo ufać trenerowi, tak jak wcześniej zawierzył Jozakowi. Zobaczymy, jak to się skończy. Oby Legia miała świetną drużynę już na wiosnę i przede wszystkim w pucharach.

Gdy ktoś ma prawie 39 lat, to naturalne jest, że klub go odstawia, ale czy sposób, w jaki Legia postępuje z Arkadiuszem Malarzem nie budzi weta? Nadanie jego bagażu, a niezabranie samego bramkarza na obóz było bardzo dziwne. Można to było rozegrać z większą klasą.

- Przeżywałem coś takiego w Wiśle, gdy musiałem zabrać torbę ze sobą, a drużyna pojechała na obóz do Hiszpanii beze mnie. To był 2008 rok. Ciężko było patrzeć na autobus jadący beze mnie. Bardzo to przeżywałem. Dlatego, choć byłem wtedy o 10 lat młodszy od dzisiejszego Arka, to potrafię postawić się w jego sytuacji. Na dodatek Arek był w takiej formie jak ja wtedy, zatem mamy wspólny mianownik. Trudno mi oceniać, ale podpisuję się pod tym - takie sprawy powinno załatwiać się spokojnie. Rozumiem trochę Legię. Rozumiem też Arka. Jak by na to nie patrzeć, w ostatnich latach wybronił im wiele meczów. Nie wiemy, jakie były jego stosunki z trenerem, ale jako piłkarz i człowiek zasłużył na lepsze potraktowanie. 

Jestem pewien, że nadejdzie refleksja ze strony klubu i Malarz zostanie dobrze potraktowany. Ja nie widzę problemu. Pewnie Legia i tak będzie chciała się z nim rozstać, ale nawet wobec tego faktu Arek zasłużył na to, aby wyjść na boisko, choćby po to, aby kibice mogli mu za te ostatnie lata podziękować. Teraz do bramki wszedł młody Majecki, który dobrze sobie radzi i klub będzie mógł na nim dobrze zarobić.

W sierpniu w Polsce cieszyliśmy się, że Cracovia zarobiła na Krzysztofie Piątku 4,5 mln euro. Tymczasem Piątek zagrał w Genoi zaledwie 21 meczów i ten klub zarobił na nim już ponad 30 mln euro.

- Tak się robi interesy.

Ja rozumiem, ale czy polskie kluby są w stanie osiągać za największe talenty choćby kwotę rzędu 10 mln euro?
- Napastnik to specyficzna pozycja. Ktoś we Włoszech dostrzegł potencjał Krzyśka. Od dobrych 10 lat Robert Lewandowski szaleje na boiskach Bundesligi i Ligi Mistrzów, wyrabia dobrą markę Polakom. Efektem tego jest m.in. wyjazd Krzyśka Piątka i znowu śmiem twierdzić, że gdyby wyjeżdżał z Poznania albo Warszawy, to kwota transferu byłaby dwukrotnie wyższa. Kolejny piłkarz pokroju Piątka czy "Lewego", który pojawi się w Ekstraklasie, będzie zdecydowanie droższy i tak powolutku te kwoty się podniosą. Od dwóch lat o Piątku mówiło się, że przypomina "Lewego".

Przy okazji zobaczmy, ilu Polaków gra już w Serie A, a kupowani są wciąż następni. Jest Juventus, Roma, Milan, który 12 lat temu wyglądał zupełnie inaczej. Gdy ja grałem w Serie A i wychodziłem na Milan, to grali tam Kaka, Seedorf, Dida w bramce, Gilardino, grą dowodził Pirlo - ogólnie skład był taki, że mogło się w głowie zakręcić. Natomiast teraz, cokolwiek powiedzieć, jest to średnia drużyna. Zobaczymy, co Milan ugra w tym sezonie. Krzyśkowi i tak należą się duże gratulacje, bo przejść do silniejszej ligi, dostać szansę i od razu tak ją wykorzystać, by trafić do wielkiego klubu - to jest spełnienie marzeń!

Mam tylko nadzieję, że Krzysiek się nie zatrzyma i będzie dalej strzelał gole, bo dzięki temu będzie walczył w Lidze Mistrzów.

Dzisiaj pomoc Milanu nie jest jednak tak bardzo kreatywna, jak przed laty.

- Brak gwiazd w Milanie daje szansę Krzyśkowi. Jeśli do końca sezonu jeszcze z dziesięć razy "ukłuje" rywali golem, to nie sądzę, aby długo zagrzał miejsce na San Siro. Podejrzewam, że przyjdzie czas na kolejny przeskok. Takich piłkarzy jak Piątek szuka cały świat. Duże zainteresowanie Krzyśkiem obserwujemy już od jesieni, ale wydaje mi się, że te największe kluby angielskie albo hiszpańskie powiedziały: "Sprawdzam. Niech Milan go weźmie, a jak się w nim sprawdzi, za rok wyłożymy na stół 60 czy 80 mln euro i go przejmiemy". Mogli mieć teraz Piątka za 50 mln euro, ale istniało ryzyko, że transfer by nie wypalił. Milan jest stabilny finansowo, kapitału mu nie brakuje, ale jeśli chodzi o sukcesy sportowe, to nie jest szczyt marzeń i możliwości Piątka.

Wyobrażasz sobie wyjściową jedenastkę reprezentacji Polski na eliminacje ME 2020 r. bez Piątka?

- Tak, wyobrażam sobie, z prostej przyczyny - nie mamy lepszego piłkarza niż Robert Lewandowski. Obok "Lewego" jest jeszcze Piątek i Arek Milik. Zatem trener Brzęczek nie posiada komfortu, tylko posiada luksus. Jak to wszystko połączyć? Ja, prawdę mówiąc, widzę Piątka jako zmiennika Roberta. Jeżeli obaj będą zdrowi, to Lewandowski będzie "numerem jeden" u trenera Brzęczka. U mnie by na pewno był. On jest fenomenalnym piłkarzem. Krzysiek musi jeszcze popracować, strzelić z 50 bramek, żeby wskoczyć na poziom "Lewego".

Cracovia, która zarobiła najwięcej na Kapustce i Piątku, głosem wiceprezesa i trenera Probierza w jednej osobie mówi, że nie będzie wydawać po dwa miliony euro na kolejnego młodego Polaka i sprowadza Rumuna Sergiu Hancę oraz Serba Bojana Czeczaricia. Jednocześnie Rosjanin Sierdierow, który latem został ogłoszony jako wzmocnienie, teraz cichaczem, bez rozgłosu opuścił klub. Ekstraklasa zakochała się w obcokrajowcach.

- Pytanie jest takie: jaki utalentowany młodzian, warty dwa miliony euro, który zaistniał już w polskiej lidze, chciałby przyjść do Cracovii? Proszę to podkreślić - absolutnie nie jestem przeciwko temu klubowi. Ale jeśli grasz dobrze w piłkę i wyceniają cię na dwa miliony euro, a nadal jesteś w Ekstraklasie, to najpewniej możesz być tylko w dwóch klubach - w Lechu albo w Legii. Pytanie jest takie, co by się musiało wydarzyć, żeby taki piłkarz chciał przyjść do Cracovii, gdzie na stadionie nie ma 20 tys. ludzi tylko pięć tysięcy, gdzie realne plany przedsezonowe to nie jest walka o mistrzostwo Polski, chociaż Michał Probierz taką zapowiedział. Wiemy jednak, jak Cracovia zaczęła. Chwała trenerowi i piłkarzom, że potrafili się z tego podnieść. To jest następny fenomen naszej całej Ekstraklasy, nie tylko Cracovii.

Jeżeli prezes Filipiak będzie chciał zrobić sobie drużynę na mistrza Polski, która będzie biła się o Ligę Mistrzów, to po prostu zrobi i wtedy nie będzie problemem wyłożenie trzech milionów euro za - w tym momencie strzelam - Szymona Żurkowskiego po to, żeby grał w Cracovii.

Czy do ciebie trafia przepis o przymusowym korzystaniu z młodzieżowca w Ekstraklasie?

- Moje zdanie o młodych piłkarzach jest znane - zawsze jestem za tym, aby grali. Natomiast wiem, patrząc z drugiej strony, jakie trenerzy i dyrektorzy mają stresy związane z utrzymaniem drużyny w lidze, grą o pierwszą "ósemkę", o puchary czy o mistrzostwo Polski. To jest wyścig, w którym 80 procent trenerów na początku sezonu marzy: "Bylebyśmy się załapali do pierwszej ósemki". Musiałby rządzić w klubie prezes, który zapowie: "Gramy młodymi, a jak nie awansujesz do ósemki, czy nawet spadniesz, to się nic nie stanie". Niestety, nie znam takiego prezesa, ani takiego trenera.
Przepis o młodzieżowcu być może jest dobrym początkiem, natomiast podkreślam: najbogatsze polskie kluby powinny iść drogą, którą od 10 lat podąża APOEL Nikozja, w którym miałem przyjemność grać. Przy malutkim budżecie czterokrotnie grali w Lidze Mistrzów, raz ze mną w składzie, rok później dotarli do ćwierćfinału LM. Co roku wchodzą do Ligi Mistrzów lub Ligi Europy i robią na tym świetny interes. Przy okazji dobrze promują zawodników. Węgra Rolanda Sallaia sprowadzili za dwa miliony euro, by rok później sprzedać go do Freiburga za 4,5 mln euro.

Dlatego promowanie młodzieży to sprawa drugorzędna. Najpierw powinniśmy zaistnieć w Europie, zakotwiczyć tam na stałe, a nie wpadać od czasu do czasu. Najbogatsze polskie kluby na to stać. Tak robi APOEL, który za dwa miliony euro zatrudnia na rok czterech dobrych piłkarzy, którzy z chęcią przyjeżdżają na Cypr w wieku 29-30 lat, gdzie mają fajne życie, dobrze ułożony klub i perspektywę zagrania w europejskich pucharach. Taką drogę w APOEL-u przeszedł Ailton, którego sprzedali za dwa miliony euro, ale kolejne 20 milionów euro wpadło do budżetu klubu za ćwierćfinał Ligi Mistrzów osiągnięty z tym piłkarzem.

Z tego wynika, że Legia i Lech gorzej prowadzą piłkarski biznes niż APOEL, bo mają wyższy budżet, a w Europie tyle nie znaczą co Cypryjczycy?

- Wszystko absolutnie zależy od selekcji piłkarzy sprowadzanych do klubu. Do Legii i Lecha przychodzi wielu piłkarzy, z założenia mają być gwiazdami, ale często znikają, są wyprowadzani tylnym wyjściem. Tu pomyłka, tam nieporozumienie. Są ludzie, którzy są odpowiedzialni za wyszukiwanie zawodników, są trenerzy, którzy ich aprobują. Wydaje mi się, że procentowo pomyłek jest za dużo.

Płacimy naprawdę godziwe pieniądze. Legia i Lech oferuję je na poziomie Belgii i Holandii. Dlatego prezesi klubów powinni wymagać od pionów sportowych, skautingu, aby wybierali piłkarzy znacznie lepszych. Na rynku jest wielu zawodników, natomiast sztuka polega na tym, aby wybrać właściwych. Żeby nikt nie pomyślał, że ja sam wiem, który jest dobry, a który nie. Na to się składa wiele czynników takich jak charakter, podejście do zawodu. Generalnie nasza liga jest niewdzięczna. Zdarza się, że przychodzi do niej piłkarz z nadwagą, taki jak Vadis Odjidja Ofoe, który w sześć miesięcy rzucił ligę na kolana. Wcześniej zrobił to Maor Melikson. Przy szerszym i lepszym rozeznaniu tacy piłkarze powinni pojawiać się w Polsce częściej.

Prezes Boniek zachęca kluby, żeby zamiast 10 zawodników po 200 tys. euro sprowadzały dwóch za milion euro każdy, bo tylko tacy mogą podnieść poziom ligi.

- Myślę, że prezes razem z Ekstraklasą powinni wprowadzić taki przepis.

Rozmawiał: Michał Białoński

Czytaj także:

Leśnodorski ratuje Wisłę. Wywiad z nim nielegalny!

"Kosa": Dlaczego zabrakło pieniędzy na Kosztala?

Radomski: Ekstraklasie potrzebna jest rewolucja!

Oto 10 najlepszych transferów zimowych w Ekstraklasie!

Śrutwa: Ta liga jest nieobliczalna!

Dlaczego polscy milionerzy trzymają się z daleka od Ekstraklasy?

 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama