Reklama

Reklama

San Antonio Spurs blisko mistrzostwa NBA

San Antonio Spurs pokonali na wyjeździ Miami Heat 107:86 i w rywalizacji do czterech zwycięstw prowadzą już 3-1. Kolejne, być może ostatnie spotkanie serii, odbędzie się w niedzielę w Teksasie.

Po dwóch pierwszych meczach, które rozegrano w Teksasie, w rywalizacji był remis 1-1. Heat przed spotkaniami we własnej hali mogli więc z optymizmem patrzeć w przyszłość. Podopieczni trenera Erika Spoelstry obie konfrontacje u siebie jednak przegrali i to w wyjątkowo kiepskim stylu.

Reklama

Spurs mecze na Florydzie wygrali łączną różnicą aż 40 punktów, a w dużej mierze sukces zawdzięczają Kawhiemu Leonardowi. 22-letni zawodnik we wtorek zdobył 29 punktów, ustanawiając rekord kariery. W czwartek był nieco mniej skuteczny - 20 pkt - ale za to bardziej wszechstronny. Na swoim koncie zapisał jeszcze 14 zbiórek oraz po trzy: asysty, przechwyty i bloki.

Francuz Tony Parker dołożył 19 pkt, a rezerwowy Australijczyk Patty Mills 14. Tim Duncan miał 10 pkt i 11 zbiórek.

Heat nie byli w stanie nawiązać walki. Prowadzili tylko przez 67 sekund na początku meczu, a później bezradnie patrzyli, jak goście powiększają przewagę. Dwa spotkania z rzędu w play off przegrali po raz pierwszy od dwóch lat.

W ekipie z Miami na wyróżnienie zasługuje jedynie LeBron James, który zdobył 28 pkt. Kompletnie zawiódł natomiast Dwyane Wade. Trafił zaledwie trzy z 13 rzutów z gry i spotkanie zakończył z dziesięcioma punktami.

Jak bardzo pozbawiony wsparcia był James najlepiej pokazuje trzecia kwarta. Z 21 punktów, które Heat w niej zdobyli aż 19 było jego dziełem.

"Ostrogi" w tegorocznej fazie play off prezentują się fenomenalnie. 11 meczów wygrali w niej różnicą co najmniej 15 punktów. Taką dominacją nikt wcześniej nie mógł się pochwalić.

W historii NBA tylko ośmiu drużynom udało się wygrać rywalizację w play off, jeśli przegrywały 1-3. Nigdy jednak nie zdarzyło się to w finale. Co więcej aż w sześciu z tych ośmiu przypadków, odrabiający stratę miał przewagę parkietu. Heat na taki luksus nie mogą liczyć. Ewentualny siódmy mecz odbędzie się w San Antonio.

Podopieczni trenera Gregga Popovicha prawdopodobnie jednak nie mrożą jeszcze szampanów i wciąż doskonale pamiętają co wydarzyło się w meczu numer sześć ubiegłorocznych finałów. Wówczas, również grając z Heat, od mistrzostwa dzieliło ich niespełna pół minuty. W tak krótkim czasie zmarnowali jednak pięciopunktowe prowadzenie i pozwolili rywalom odwrócić losy rywalizacji.

"Teraz wracamy do domu i musimy zagrać równie dobrze, albo nawet i lepiej" - podkreślił Popovich.

Heat walczą o tzw. three-peat, czyli trzeci tytuł z rzędu. Najlepsi byli także w 2006 roku. Spurs natomiast z mistrzostwa cieszyli się w latach: 1999, 2003, 2005 i 2007.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje