Reklama

Reklama

Wyjątkowy Maraton Warszawski

Choć do końca zapisów pozostało jeszcze kilka dni, do 36. PZU Maratonu Warszawskiego zgłosiło się już 10 200 zawodników z 52 krajów. Pod względem frekwencji to w tej chwili ścisła europejska czołówka.

Na dogonienie najpopularniejszych biegów z Paryża, Berlina czy Londynu nie ma najmniejszych szans, ale wzrost liczy uczestników robi oszałamiające wrażenie. W poprzedniej edycji Maratonu Warszawskiego pobiegło 22 razy więcej zawodników niż w 2002 roku. Ten bieg też powinien być wyjątkowy. W zeszłym roku wystartowało 8506 biegaczy. To czternasty wynik w Europie. W tym powinno być jeszcze więcej. Do tej pory zapisało 10 200 uczestników, a składki już opłaciło ponad 70 procent z nich.

Reklama

W raz ze wzrostem rangi imprezy, na starcie pojawiają się coraz lepsi zawodnicy. Największe szanse na wygraną mają Samson Kiporo Barmano, zwycięzca maratonu z Koeln z 2011 roku, który może się pochwalić najlepszym rekordem życiowym ze wszystkich uczestników - 2:09:52. W gronie faworytów są też 38-letni Kenijczyk Jonathan Kiptoo Yego (2:09:57) oraz Etiopczyk Botoru Tsegaye Wolde (rekord życiowy 2:09:58).

Dyrektor maratonu Marek Tronina stawia jednak na Kenijczyka Victora Kipchirchira. 27-latek z Kenii zachwycił wszystkich wygrywając tegoroczny PZU Półmaraton Warszawski. - Mamy bardzo mocną i wyrównaną czołówkę, ale stawiam na Kipchirchira. Zrobił na mnie świetne wrażenie na PZU Półmaratonie Warszawskim. Widziałem, z jaką wielką łatwością wygrał, teraz jestem bardzo ciekawy czy tak samo lekko będzie biegł na dystansie dwa razy dłuższym - powiedział Tronina.

Niestety, w walce o czołowe lokaty nie będą liczyć się Polacy. Ubiegłoroczny zwycięzca Yared Shegumo wystartuje tylko w biegu na pięć kilometrów. - Niedawno biegł w mistrzostwach Europy w Zurychu. Pewnie mógłby pobiec, a gdyby się spiął, to mógłby nawet uzyskałby niezły czas, tylko powstaje pytanie, co dalej. Nie ma co szafować zdrowiem zawodnika - tłumaczył Tronina.

Nie będzie też aktualnego rekordzisty Polski (2:07:39) Henryka Szosta, któremu start w PZU Maratonie Warszawskim uniemożliwił występ w zaplanowanych na początek października wojskowych mistrzostwach świata. - To dotyczy większości naszych czołowych długodystansowców. Po prostu większość z nich to zawodowi żołnierze i muszą startować w tego typu imprezach - wyjaśnił Tronina.

Pozostaje się emocjonować występami innych. Mimo braku czołowych polskich biegaczy i tak na trasie maratonu pojawią się tłumy kibiców. Zapewne najwięcej, jak co roku, na Ursynowie.

Każdy z uczestników, który dobiegnie do mety dostanie wyjątkowy medal. Jak co roku krążek nawiązuje do wyjątkowych wydarzeń związanych z historią Polski i Warszawy. Tym razem organizatorzy postanowili uczcić setną rocznicę wybudowania Mostu im. Księcia Poniatowskiego, z którego po raz kolejny odbędzie się start biegu.

Choć o nagrodach finansowych dla najlepszych biegaczy nikt nie chciał mówić, to wiadomo już, że pierwszą osobę na mecie czeka wypasione Volvo V60 T3 z silnikiem o pojemności 1,6 l i mocą 150 koni mechanicznych. Jego cena w salonie w zależności od wyposażenia dodatkowego waha się 126 do ponad 157 tysięcy złotych.

Volvo przygotowało też nagrodę specjalną. Szwedzki koncern postanowił nagrodzić również maratończyka, który ukończy bieg jako 1800 zawodnik (w zeszłym roku, aby osiągnąć taki wynik trzeba było dobiec do mety z czasem 03:41:16). Nagrodą będzie przejażdżka zabytkowym modelem szwedzkiej marki - P1800 S. Dokładnie ten sam, którym Simon Templar, grany przez Rogera Moore'a w serialu "Święty" rozwiązywał kolejne kryminalne zagadki. Egzemplarz, który zostanie udostępniony szczęśliwemu biegaczowi, to rocznik 1966 z silnikiem 1.8 l. Samochód z pięknym czerwonym lakierem prezentuje się bardzo stylowo, a po drobiazgowej renowacji jest w stanie idealnym.

Autor: Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: maraton warszawski | bieganie | lekkoatletyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje