Reklama

Reklama

Robert Kubica w DTM. Biało-czerwony bolid

Robert Kubica będzie startował w serii DTM w prywatnym zespole ART Grand Prix, samochodem bmw, poinformowano oficjalnie na konferencji prasowej w Warszawie. Bolid będzie w biało-czerwonych barwach, pod egidą PKN Orlen.

Chwilę wcześniej tę informację przekazał BMW Motosport na portalu społecznościowym.

- Orlen dotrzymuje słowa. Zaangażowaliśmy się bardzo mocno w sporty motorowe, jesteśmy w F1 i dalej budujemy swoją rozpoznawalność. Dziś kolejna ważna rzecz - Polacy mają swój zespół w DTM. Samochód BMW będzie w naszych kolorach, z naszym logo - powiedział na wstępie Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen.

Samochody startujące w serii DTM (Deutsche Tourenwagen Masters) nazywane są "bolidami F1 z dachem". Z zewnątrz wyglądają tak samo, jak te, które są do kupienia w salonach BMW czy Audi. Łączy je jednak tylko nazwa i wybrane elementy stylistyczne. W tym sezonie zostanie rozegranych dwadzieścia wyścigów serii DTM. Pierwszy weekend zaplanowano na belgijskim torze Zolder w dniach 25-26 kwietnia, ostatni w terminie 3-4 października na niemieckim Hockenheim.

Reklama

- To nowa seria dla mnie, może  nie jest wszystkim znana, ale to jest historyczna seria. Kiedy kiedyś jeździłem na wyścigi Formuły 3, obok odbywały się  zawody DTM i zawsze te mistrzostwa budziły we mnie sympatię - mówił Robert Kubica. - W Niemczech te wyścigi są ikoną. DTM bardzo się rozwinął. Ilość aut nie imponuje, ale jakość i poziom kierowców jest wysoki. Czeka mnie trudne zadanie - nowe mistrzostwa, nowe samochody. Teraz będę się po raz pierwszy od wielu lat ścigał z autem z dachem. Poważne wyzwanie. Lubię takie wyzwania - dodał.

Kubica w 2006 roku został pierwszym polskim kierowcą w F1. W 2008 roku w Kanadzie odniósł jedyne jak dotychczas zwycięstwo w wyścigu o GP. Jego karierę w najszybszej wyścigowej serii świata przerwał wypadek, do którego doszło w 2011 roku podczas Rajdu Ligurii. W jego wyniku doznał obrażeń, z których część okazała się trwała. 35-letni obecnie Polak nie poddał się jednak swoim ograniczeniom i dochodził do pełni sprawności najpierw w rajdach (w 2013 roku został mistrzem klasy WRC 2 - "drugiej ligi" rajdowych MŚ), a później, w 2018 roku, jako kierowca testowy i rozwojowy Williamsa w mistrzostwach świata Formuły 1.

W ubiegłym roku był już kierowcą wyścigowym Williamsa. Jakość bolidów znacznie ustępowała jednak pojazdom rywali i jedyne, o co Kubica mógł walczyć przez większość sezonu, to uniknięcie ostatniego miejsca. Jego najlepszym wynikiem była 10. pozycja w wyścigu o Grand Prix Niemiec - zdobył wówczas jedyny punkt dla Williamsa w całym roku. Po sezonie rozstał się z tą ekipą, jednak ze światem Formuły 1 się nie żegna. Od początku roku wiadomo, że będzie kierowcą rezerwowym zespołu Alfa Romeo Racing Orlen.

- Powrót do F1 był czymś szczególnym. Niestety, ubiegły rok nie poszedł tak, jak chciałem. Ważne było, żebym nadal mógł się ścigać. Teraz będę pomagał zespołowi Formuły 1 i jeździł w DTM-ie. To trudne logistyczne zadanie, ale bardzo chcę pomóc PKN Orlen - powiedział Kubica.

Jego zdaniem jest kwestią czasu kiedy kolejny polski kierowca pojawi się znowu w Formule 1. - Niedawno  byłem na wyścigu kartingowym. Przypomniałem sobie czasy, kiedy ja startowałem w latach 90. XX wieku. Polska była wtedy krajem egzotycznym w sportach motorowych. Dziś mamy sporą grupę  młodych kartingowców, którzy bardzo dobrze sobie radzą. Cieszę się, że przyczyniłem się do rozwoju dyscypliny i mamy tylu młodych kartingowców - podkreślał polski kierowca.

Na koniec konferencji Krzysztof Twardowski odebrał wylicytowany przez siebie kask Roberta Kubicy za kwotę 50 088 zł.

Olgierd Kwiatkowski, Pawo

Dowiedz się więcej na temat: Robert Kubica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje