Reklama

Reklama

Radość i duma Włochów po decyzji Ferrari

Decyzja zespołu Ferrari o wyborze Giancarlo Fisichelli, który zastąpi do końca sezonu Formuły 1 przechodzącego rekonwalescencję po ciężkim wypadku Felipe Massę, spełniła nie tylko marzenia samego kierowcy, ale i wielkie oczekiwania Włochów.

Choć Robert Kubica, którego kandydaturę również rozważano, jest bardzo lubiany w Italii i ma dobrą prasę, gdzie wciąż przedstawia się go jako wielką nadzieję Formuły 1, to wielu jej włoskich sympatyków odetchnęło z ulgą, że wybór padł na 36-letniego rzymianina. Takie były bowiem powszechne oczekiwania. Włosi chcieli, aby kierowcą teamu Ferrari, uważanego niekiedy wręcz za narodowe dobro, został wreszcie po bardzo długiej przerwie ich rodak.

Świętowanie sukcesu Fisichelli rozpoczęło się w rzymskiej dzielnicy Tiburtino, gdzie mieszka jego ojciec, zaraz po tym, jak ogłoszono, kto został wybrany przez Ferrari. Przed domem Roberto Fisichelli, właściciela warsztatu blacharki samochodowej, strzelały korki od butelek z winem musującym, częstowano mieszkańców okolicy i przechodniów ciasteczkami. Wszyscy składali sobie gratulacje i wznosili okrzyki radości. Pojawiły się wielkie flagi słynnego zespołu.

Reklama

Bohatera tego dnia, nazywanego przez wszystkich "Fisico", nie było, ale to nie przeszkodziło szczęśliwym rzymianom z Tiburtino długo świętować podczas spontanicznej ulicznej zabawy.

Ferrari uważane jest za samą "esencję" Formuły 1, ponieważ jest jedyną firmą, która bierze udział w wyścigach od samego początku, czyli od 1950 roku.

Firma została założona w 1947 roku przez inżyniera Enzo Ferrari, a obecnie należy do koncernu Fiat. Jej produkowane w krótkich seriach samochody sportowe przedstawia się jako najdoskonalszy przykład "made in Italy".

Mimo, że od 15 lat za kierownicą czerwonego bolidu nie siedział włoski kierowca, team Ferrari w Formule 1 miał zawsze we Włoszech miliony kibiców. Jego sukcesy i porażki przeżywane są jako coś więcej niż wydarzenia sportowe. Cudzoziemcom, odnoszącym zwycięstwa w barwach tej firmy, Włosi gotowi są darować, że nie mówią w ich języku, a nawet to, że startują w nich wyłącznie dla pieniędzy. Choć wielokrotny mistrz świata Niemiec Michael Schumacher z uporem wypowiadał się dla mediów po angielsku, włoscy kibice mieli go za swego.

Nastroje włoskich kibiców Formuły 1 po wyborze Fisichelli najlepiej oddał motocyklista Max Biaggi, który powiedział agencji Ansa: "Jestem szczęśliwy z powodu sukcesu Giancarlo: to wielka szansa, a prawdę mówiąc my Włosi od ładnych paru lat czekaliśmy na włoskiego kierowcę we włoskim bolidzie".

Trzeba sięgnąć pamięcią aż do roku 1994, by znaleźć włoskiego kierowcę w bolidzie w Ferrari: Nicolę Lariniego - zauważyły natychmiast media. Przypomniano także długą listę Włochów, którzy w historii "czerwonego teamu" począwszy od roku 1950 zasiadali w jego coraz doskonalszych maszynach. Listę tę otwiera mistrz świata Alberto Ascari, który jeździł w zespole z Maranello w latach 1950-1954. W następnych dekadach Włochów było jeszcze 23, wśród nich: Luigi Villoresi, Ludovico Scarfiotti, Michele Alboreto, Gianni Morbidelli i Ivan Capelli.

Sylwia Wysocka

Czytaj także:

Fisichella a nie Kubica, będzie kierowcą Ferrari

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL