Reklama

Reklama

Lech Poznań przynajmniej wie, że tak niewiele osiągnie

Remis 0-0 z Radomiakiem Radom przynajmniej wybije Lechowi Poznań z głowy pomysły, że ma teraz kadrę gotową do podjęcia rywalizacji o mistrzoistwo Polski na 100-lecie klubu. Tu jest masa pracy do wykonania, a sezon już biegnie.

Jeszcze przed otwierającym sezon meczem z Radomiakiem Radom można było mieć złudzenia, że Lech Poznań w obecnym kształcie jest w stanie i tak powalczyć o zaszczyty w lidze. Nic z tego, nie jest. Zbyt nieznacznie różni się od zeszłorocznego. Poznaniacy nadal mają zespół niekompletny, nieskuteczny, bez odpowiedniego balansu między formacjami. Walkę i dominację w środku pola oddali jeszcze zanim trenera Maciej Skorża dokonał swoich zmian, a były to zmiany w sporej mierze wymuszone.

Barry Douglas okazał się jeszcze niegotowy do podjęcia rywalizacji na przestrzeni pełnych 90 minut i musiał zostać zmieniony. Wtedy trener Skorża wpuścił drugiego napastnika, Artura Sobiecha, a Jakub Kamiński musiał się wycofać, by załatać powstałą lukę w defensywie. Przypomnijmy bowiem, że drugiego lewego obrońcy Kolejorz nadal nie ma. A że Jakub Kamiński był dotąd najlepszym graczem w szeregach Lecha i motorem napędowym jego akcji, poznaniacy stracili i ten atut. Jeden z nielicznych, jakie mieli w starciu z Radomiakiem. Ich gra zupełnie się porwała i nieuchronnie zmierzała już wtedy ku niepowodzeniu w pierwszym meczu.

Reklama

Lech Poznań ma problemy kadrowe

Trener Skorża nie mógł wystawić Radosława Murawskiego, postać niezwykle ważną dla środka pola Lecha. Mówił o nim, że nie jest gotowy do gry po kontuzji. Nowy nabytek lechitów nie wszedł ani na chwilę, bardzo  słabo spisującego się szwedzkiego pomocnika Jespera Karlströma zastąpić musiał Nika Kwekweskiri, który przecież też nie przepracował pełnego okresu przygotowawczego.

CZYTAJ TAKŻE: Trener Lecha Poznań Maciej Skorża wyjaśnia. Postanowił zaryzykować

Różnice w poziomie przygotowania poszczególnych graczy Kolejorza były zresztą w starciu z beniaminkiem widoczne aż nadto, nierówności rzucały się w oczy i przekładały na grę. 

Zawiodły skrzydła, ale zawieść musiały, bo Lech ich nie wzmocnił. Michał Skóraś jest wielką nadzieją poznaniaków na przyszłość, ale na razie jeszcze nie jest w stanie udźwignąć ciężarów, jakie dźwigać musi. Dość zagadkowa jest też kwestia Pedro Tiby, którego szkoleniowiec Kolejorza mocno zachwalał przed początkiem meczu i sezonu. Mówił, że jest pod wrażeniem jego pracy, że Portugalczyk wygrał rywalizację w środku pola i że zobaczymy go takiego, jak przed laty. Spotkanie z Radomiakiem tego nie potwierdziło.

Lech Poznań nie jest gotowy na sukces

Lech nie był w stanie wygrać z beniaminkiem i niedawnym pierwszoligowcem, bo nie ma na to wciąż argumentów. Nie jest w stanie wykreować gry w środku pola, narzucić dynamiki na skrzydłach. Nie potrafi tego wciąż zrobić, bo albo jeszcze nie ma zawodników w odpowiedniej formie, albo nie ma ich na wielu pozycjach wcale. W efekcie zagrał lepiej niż w wielu meczach wiosny, ale tylko przez fragmenty meczu z Radomiakiem. Generalnie jednak zawiódł, a postępu w porównaniu z zeszłym sezonem i gwałtownego skoku do przodu, skoku na mistrzostwo wciąż nie widać.

Wynik 0-0 jest przykry dla Lecha, ale może stanowić dla niego otrzeźwienie. Rozbija bowiem złudzenia, że w tym układzie personalnym można odnieść ligowy sukces. Aby to zrobić, potrzeba znacznie więcej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje