Reklama

Reklama

Anthony Joshua zdemolował Kevina Johnsona

Kevin Johnson (29-7-1, 14 KO) nie tylko nigdy nie przegrał przed czasem, ale nie był nawet liczony w starciu z takim mocarzem jak Witalij Kliczko. Tym razem miał przetestować wspaniałego Anthony'ego Joshuę (13-0, 13 KO) i w końcu wciągnąć go na dłuższy dystans, ale skończyło się na kolejnej demolce.

Przez minutę obaj się czarowali, aż w końcu na lewy prosty Amerykanina mistrz olimpijski sprzed trzech lat odchylił się i skontrował błyskawicznym prawym. Johnson w swoim stylu, kiedy tylko poczuł się zagrożony oparł się o liny, zaś zbudowany niczym gladiator Anglik zasypywał go straszliwymi bombami z obu rąk.

Dzielny Johnson zbierał ile mógł, aż w końcu po krótkim prawym sierpowym na szczękę poleciał do tyłu i tylko liny uratowały go przed upadkiem. Znany sędzia Ian John-Lewis liczył go po raz pierwszy! Joshua doskoczył do zranionej ofiary, poprawił prawym sierpem, równo z gongiem huknął prawym podbródkowym i tym razem popularny "Kingpin" niemal wypadł z ringu. Wyglądało to bardzo groźnie, jednak zdołał powstać na osiem, a członkowie jego sztabu doprowadzili go do narożnika.

Minuta przerwy nie zdała się na wiele. Co prawda wytrzymał 90 kolejnych sekund, lecz gdy Anthony znów zranił go lewym sierpowym na głowę i doskoczył by "dobić", sędzia przerwał tę egzekucję w obawie przed bardzo ciężkim nokautem.

Wydaje się więc, że jesteśmy świadkami narodzin kolejnej wielkiej gwiazdy i naturalnego następcy Władimira Kliczki!

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: Anthony Joshua | Kevin Johnson | Władimir Kliczko | Witalij Kliczko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje