Reklama

Reklama

PKO BP Ekstraklasa. Tomasz Pekhart błyszczy w Legii Warszawa, a mógł grać gdzie indziej

W styczniu 2016 r. czeski snajper Pekhart był krok od podpisania kontraktu z Lechią Gdańsk. Wybrał inaczej.

Czeski napastnik Legii Warszawa Tomasz Pekhart jest dziś na ustach całej piłkarskiej Polski. Cztery bramki strzelone Zagłębiu Lubin (wynik 4-0) i 19 w 19 występach w Ekstraklasie mają swoją wymowę. Ostatnim piłkarzem Legii, który ustrzelił "karetę" w meczu ligowym był 16 czerwca 1968 r. Kazimierz Deyna w spotkaniu z ŁKS (wynik 7-0). Jeśli chodzi o mecze pucharowe "Wojskowych" nie trzeba było czekać aż tak długo. W 2005 r. cztery bramki w meczu Pucharu Polski z Hetmanem Zamość strzelił Piotr Włodarczyk. Tak jak w niedzielę w Lubinie, w Zamościu było 4-0 dla Legii.

Reklama

Tomasz Pekhart dołączył do warszawskiego klubu w lutym 2020 r., mało kto wie, że Czech mógł trafić do Ekstraklasy znacznie wcześniej. Na początku 2016 r. media donosiły o zainteresowanie zawodnikiem ówczesnego lidera Ekstraklasy, Piasta Gliwice. Za transferem czeskiego wieżowca obstawał mocno jego rodak, trener Radoslav Latal. W mediach mówiło się równiez o potencjanym zainteresowaniu ze strony Cracovii. Bardziej konkretna była wtedy wlokąca się w ogonie ligowej tabeli, Lechia Gdańsk. Włodarze klubu z Trójmiasta zatrudnili właśnie trenera Piotra Nowaka i szukali zawodników, którzy pasowaliby do systemu gry z dwoma napastnikami. Wolną rękę w poszukiwaniu klubu dostał zawodzący jesienią Grzegorz Kuświk, który był już po słowie z grającą wtedy w Ekstraklasie, Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. W jego miejsce miał być sprowadzony właśnie Pekhart. Szefowie Lechii mieli dobre kontakty w Niemczech, a napastnik grzał wówczas ławę w klubie Bundesligi, Ingolstadt i szukał nowego pracodawcy.

Czech przybył do Gdańska, oglądał nawet przestronny apartament w nadmorskiej dzielnicy Jelitkowo, jednak ani lokal mieszkalny, ani gdański ośrodek treningowy nie wzbudziły zachwytu zawodnika z przeszłością w klubach angielskich i niemieckich. Pekhart poprosił o chwilę do namysłu i ostatecznie nie podpisał przygotowanego dlań kontraktu. Wyraźnie...udawał Greka, bo kilka dni później odnalazł się w Atenach, by związać się z tamtejszym AEK. Potem grał jeszcze w Izraelu, Hiszpanii, by wreszcie wylądować w Legii Warszawa, gdzie wyraźni znalazł swe miejsce na ziemi.

To nie jedyny zawodnik lidera PKO BP Ekstraklasy, który był o krok od związania się gdańskim klubem. Jesienią 2019 r. po wygaśnięciu kontraktu z londyńskim Queens Park Rangers, Paweł Wszołek dysponował swą kartą zawodniczą i mocno romansował z Lechią. Sprawę ułatwiał fakt, że Wszołek pochodzi z pobliskiego Tczewa i jako 12-letni chłopak trenował już w Gdańsku przy ul. Traugutta.
Ostatecznie zarówno Pekhart jak i Wszołek wybrali warszawską Legię i raczej nie żałują. W sezonie 2019/20 na ich szyjach zawisły mistrzowskie medale i wiele wskazuje, że w bieżących rozgrywkach stanie się podobnie.

MS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje