Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Prezes Pogoni Szczecin: Jestem dumny z powołań. Paulo Sousa wysłał nam pozytywny sygnał

Nie mogę powiedzieć, że się tego spodziewałem, ale czuję coś, co jest silniejsze od zaskoczenia. To duma. Jestem szczęśliwy, że życie tych chłopaków tak się potoczyło – powiedział Interii Jarosław Mroczek, prezes Pogoni Szczecin, z której selekcjoner Paulo Sousa powołał do reprezentacji Polski dwóch zawodników.

Sebastian Staszewski, Interia: - Jest pan zaskoczony decyzjami selekcjonera Paulo Sousy, który na mecze reprezentacji Polski powołał dwóch piłkarzy Pogoni: Sebastiana Kowalczyka i Kacpra Kozłowskiego?

Jarosław Mroczek: - Nie mogę powiedzieć, że się tego spodziewałem, ale czuję coś, co jest silniejsze od zaskoczenia. To duma. Jestem szczęśliwy, że życie tych chłopaków tak się potoczyło. Bardzo dobrze się stało! Mam świadomość, że nie wskoczą od razu do podstawowej jedenastki, ale dostaną szansę, aby przyzwyczaić się do atmosfery kadry, poznać zwyczaje, nabrać doświadczenia. Jednocześnie w obu mocno wierzę, bo to bardzo utalentowani piłkarze.

Reklama

Dwóch powołanych piłkarzy nie ma żaden inny ekstraklasowy klub. To powód do dodatkowej satysfakcji?

- Na pewno. Selekcjoner wysłał nam bardzo pozytywny sygnał. Mam świadomość, że te powołania to wynik pracy, którą wykonujemy. To zasługa programu "Pogoń Future", trenerów wszystkich roczników, koordynatora Maksa Rogalskiego, dyrektora sportowego Darka Adamczuka. To ludzie stojący w cieniu, którzy w weekendy przemierzają okoliczne miejscowości w poszukiwaniu talentów. To te talenty trafiają później do reprezentacji.

Kowalczyk to chłopak ze Szczecina, Kozłowski z Koszalina...

- Czyli z województwa zachodniopomorskiego. Stawiamy na swoich. Dzięki temu jest dodatkowa radość.

Który z nich ma większą szansę na debiut w kadrze?

- Nie chcę tego oceniać. To dwaj inni zawodnicy. Kacper miał wypadek, miał długą przerwę [w styczniu 2020 roku Kozłowski był ofiarą poważnego wypadku samochodowego - red.]. Pewnie gdyby nie to, w pierwszy zespole zafunkcjonowałby znacznie wcześniej. Kowalczyk natomiast jest stabilny, odporny na urazy. Dla mnie najważniejsze jest to, że obaj się rozwijają.

Brał pan pod uwagę, że któryś z nich opuści zimą Pogoń?

- Nie było takiego tematu. Nie jesteśmy właścicielami tych chłopaków, ale stawiamy na współpracę z rodzicami zawodników i samymi piłkarzami. Często przekonujemy ich, aby nam zaufali, bo wiemy, co robimy. Powołania Kowalczyka i Kozłowskiego są tego dowodem. W tym momencie najwięcej zależy już od tej dwójki. Mogą skorzystać z szansy, którą dał im los, albo ją zmarnować.

Rozmawiał Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje