Reklama

Reklama

Liga Narodów: Polska - Włochy. Nasza piłka Lechem stoi?

Można już chyba mówić o fenomenie Lecha Poznań, skoro sposób wprowadzania młodych piłkarzy do dorosłej piłki imponuje kibicom w całej Polsce. Są nawet tacy, którzy widzą w niedalekiej przyszłości reprezentację z Wojciechem Szczęsnym, Kamilem Glikiem, Piotrem Zielińskim i całą resztą, która piłkarską edukację zdobywała w "Kolejorzu". Pytanie tylko, czy selekcjonerowi wystarczy odwagi, by mocno postawić na nową generację.

Pierwsza odpowiedź już w niedzielę w meczu z Włochami w Lidze Narodów. Transmisja w Polsacie Sport od 20.35.

Reklama

Tak, tak, to nie pomyłka. Pisząc cała reszta, która przeszła przed poznańskie nauki futbolu, jest w niej przecież także najlepszy piłkarz świata Robert Lewandowski. Choć było to ponad dekadę temu, nie należy zapominać, że to tam dostał szansę w seniorskiej piłce, z Lechem sięgał po mistrzostwo Polski, a sam po tytuł króla strzelców. To wreszcie stamtąd wyjechał do Borussii Dortmund za niebagatelne wtedy 4,5 mln euro.

Później Lech miewał wiele trudniejsze chwile, kiedy został zepchnięty w cień przez monopolizującą futbol klubowy w Polsce Legię. Klub z Poznania popełnił wiele błędów, dostarczył swoim kibicom powodów do wielu frustracji, kiedy przez wiele lat zamiast wielu trofeów sięgnął tylko po jedno mistrzostwo kraju w 2015 roku.

Wiadomo było jednak, że w obliczu tak mocne stołecznej konkurencji prędzej czy później Lech nie pójdzie na finansową wymianę ciosów, a raczej sposobem będzie chciał zaskoczyć tego i innych rywali w kraju. Bywało różnie, aż obecny sezon przyniósł nie tylko pierwsze od dla Polski od czterech lat prawdziwe puchary, nie tylko rundy kwalifikacyjne, a do tego prawdziwą fortunę osiągniętą w zaledwie kilka miesięcy. Jeśli zliczyć kasę z UEFA za awans (przynajmniej 5 mln euro) oraz wpływy za transfery Roberta Gumnego (2 mln euro), Kamila Jóźwiaka (4,3 mln euro) i Jakuba Modera (11 mln euro), zbierze się tego - uwaga! - przynajmniej 100 mln zł.

Choć piłkę nożną można i należy rozumieć na swój sposób, jak mało który sport podlega on relatywizacji (statystyki są bowiem tylko dodatkiem, a nie fundamentem), to jednak nikt nie miał wątpliwości, że wspomniany wcześniej Moder wszedł do reprezentacji przebojem. Najpierw w bardzo trudnym meczu z Holandią (0-1), gdzie dostał od selekcjonera 13 minut i mimo debiutu zdążył pokazać charakteryzujący go wielki spokój, a później przeciwko w środowym towarzyskim spotkaniu przeciwko Finlandii (5-1), gdzie obok Kamila Grosickiego był najlepszy na boisku.

Zresztą ocen tych nie podważyli ci, którzy na wielkiej piłce się znają i z niej żyją. Właśnie w oparciu o dobry debiut w kadrze, przede wszystkim po fenomenalnej kampanii w kwalifikacjach Ligi Europy, Anglicy z Brighton zdecydowali się wyłożyć za Modera 11 mln euro, a później komplementowali jego grę w starciu z Finami.

Pytanie, co teraz zrobi selekcjoner. Czy zagra na tzw. alibi, czyli zaspokoi kibiców tym, że skorzystał z młodych w towarzyskiej grze, a w starciach o punkty w środku pola znów zobaczymy starą gwardię z Grzegorzem Krychowiakiem, czy jednak zdecyduje się postawić na tych, którzy nie tylko mają papiery na wielkie granie, ale także nie zawiedli w momencie wielkiej próby. Oczywiście mecz towarzyski a mecz o punkty to dwie różne skale odpowiedzialności, jednak Jóźwiak przeciwko Holendrom pokazał, że metryka nie ma nic do rzeczy. Niedoświadczony wcale nie oznacza gorszy.

Kibiców, jeśli prześledzić media społecznościowe, mocno to cieszy. Są zachwyceni, a co niektórzy zaczęli nawet komponować reprezentacyjne jedenastki, w których są w większości zawodnicy związani w przeszłości bądź obecnie z Lechem. I tak jeden z fanów podał w mediach społecznościowych dość ciekawe zestawienie, które nie świadczy o totalnym oderwaniu od rzeczywistości, a jest jak najbardziej realne i to w dość krótkim czasie.

W bramce Szczęsny, w obronie aż trzech graczy związanych z Lechem - na prawej stronie Tomasz Kędziora (151 meczów w Lechu), na lewej Tymoteusz Puchacz (51), a w środku Jan Bednarek (40). Do tego oczywiście Glik, jako opoka nie tylko linii defensywnej.

Pomocnicy i napastnik? Właściwie można zebrać te dwie formacje w takim zestawie personalnym, że tylko Zieliński lub Mateusz Klich będą zupełnie niezwiązani z Lechem. A tak mogą być przecież Jakub Kamiński (38), Moder (41), Karol Linetty (112), Jóźwiak (123) i wreszcie Lewandowski (82).

W sumie ośmiu piłkarzy, których obecność w Lechu nie była lub nie jest incydentalna, bo średnia ich występów daje około 80 na głowę, a wszystko dopiero przed Puchaczem czy Kamińskim.

Brzęczek jako piłkarz zadebiutował w seniorskiej reprezentacji w wieku 21 lat z miejsca stając się jej kluczową postacią. Pomijając, że był to okres wielkiej smuty w dziejach polskiej piłki, bo na awans do wielkiej imprezy czekaliśmy wtedy jeszcze dekadę po debiucie Brzęczka, to wierzę, że selekcjoner pamięta tamten czas i to, jak bardzo liczył, że będzie występował regularnie, i jak bardzo się zżymał, kiedy za kadencji Henryka Apostela przestał być na dwa lata ważnym ogniwem drużyny narodowej.

Panie Trenerze, odwagi! Jóźwiak, Moder czy Michał Karbownik nie zawiedli Pana, kiedy dostali swoją szansę. Pora na kolejną w poważniejszym wyzwaniu.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje