Reklama

Reklama

Bartosz Kapustka znów w formie. Zasłużył na powołanie do reprezentacji Polski?

Bartosz Kapustka coraz częściej imponuje wysoką formą. W sobotnim meczu z Wisłą Płock pomocnik Legii Warszawa rozegrał świetne zawody, strzelił gola i zanotował asystę. Czy 24-latek zasłużył na powołanie do reprezentacji Polski?

"Wróciłem z olbrzymim głodem. Nie musiałem wybierać Legii, miałem przecież oferty z zagranicy. Ale nie żyję przeszłością, dobrymi czy złymi momentami kariery. Patrzę głównie na to, co jest dziś. I chcę się odbudować" - zapewnił w rozmowie z kanałem Sebastiana Staszewskiego "Po Gwizdku" Bartosz Kapustka, który latem podpisał kontrakt z Legią Warszawa i po czterech latach wrócił do PKO BP Ekstraklasy.

Reklama

24-letni pomocnik słowa dotrzymał i znów jest w formie, jaką mógł pochwalić się w 2016 roku, gdy zadebiutował w reprezentacji Polski. Potwierdził to w sobotę, gdy zdobył bramkę i zanotował asystę w ligowym spotkaniu z Wisłą Płock. Czy dobrą dyspozycją Kapustka zasłużył na uznanie selekcjonera Paulo Sousy i powrót do kadry?

Powrót do korzeni i powrót do formy

Wracając do Ekstraklasy Kapustka nie ukrywał, że po nieudanych pobytach w Anglii czy w Niemczech potrzebuje czasu, aby się odbudować. Na jego szczęście niedługo po transferze właściciel Legii Dariusz Mioduski zwolnił trenera Aleksandara Vukovicia i zatrudnił Czesława Michniewicza, z którym "Kapi" z powodzeniem współpracował w reprezentacji młodzieżowej. Michniewicz - podobnie jak sam Kapustka - miejsce dla zawodnika widział nie na skrzydle (jak np. Adam Nawałka), ale w środku pomocy. Zresztą na tej pozycji piłkarz grał w drużynach młodzieżowych. Dopiero po Euro 2016 zaczął być postrzegany jako skrzydłowy - i na tej pozycji nie dał sobie rady w Leicester.

Michniewicz dał Kapustce nie tylko zaufanie, ale także wsparcie w drodze powrotnej do korzeni. I choć w Legii środek pomocy był naprawdę mocno obsadzony, bo trener mógł skorzystać m.in. z Domagoja Antolicia, Andre Martinsa, Waleriana Gwilii czy Bartosza Slisza, to Kapustka regularnie dostawał szanse. I w końcu zaczął spłacać kredyt zaufania. W kilku spotkaniach zaprezentował się z dobrej strony, na przykład w meczu z Lechem Poznań. W sobotę natomiast zaimponował w rywalizacji z Wisłą, będąc drugim - za Luquinhasem - najlepszym piłkarzem Legii (według Instata).

Szybki i wytrzymały, ale brakuje bramek i asyst

Olbrzymim atutem Kapustki jest jego mobilność, bo piłkarz na boisku nie zatrzymuje się nawet na moment. W sobotnim spotkaniu z płocczanami przebiegł ponad 10 km, wykonał 24 sprinty i aż 54 szybkie biegi. We wspomnianym meczu z Lechem przebiegł 12,12 km. Jeszcze więcej zanotował w spotkaniu z Piastem Gliwice, gdy pokonał 12,27 km. I choć najlepsi - jak Jewgienij Baszkirow - potrafią wybiegać po 13 km, to wyniki Kapustki robią wrażenie. Szczególnie, że ten ma także miejsce wśród najszybszych. To do niego należy rekord sezonu: w meczu z Cracovią zanotował aż 34,77 km/h!

24-latkowi nie można także odmówić umiejętności piłkarskich. Niewielu jest w lidze zawodników, którzy decydują się na tak dużo dryblingów. Na przykład w spotkaniu z Piastem - także już wspomnianym - "Kapi" miał najwięcej dryblingów spośród wszystkich zawodników - osiem (z czego pięć udanych). To sprawia, że jak mało kto nadaje się do gry kombinacyjnej. Chętnie korzysta z tego Michniewicz, który z Kapustki uczynił nie tylko podstawowego zawodnika swojej drużyny, ale również jej lidera.

Największym mankamentem zawodnika są jego liczby. Bo bramka strzelona Wiśle to dopiero drugi gol po powrocie do Ekstraklasy (pierwszego zdobył w meczu z Piastem). Do tego Kapustka ma dwie asysty. Tę z meczu z Wisłą oraz tę ze spotkania z Jagiellonią Białystok. To niewiele. I właśnie tu są największe rezerwy pomocnika. Być może przydałoby mu się trochę więcej szczęścia, jak w sobotę, kiedy trafił w słupek.

Czas na reprezentację?

Czy to oznacza, że nadszedł czas, aby Kapustka znów zagrał w reprezentacji? Zmiana pozycji, która pozwoliła mu wrócić do formy, paradoksalnie może być największym problemem. Bo właśnie środek pomocy jest w kadrze obsadzony najmocniej. Pięć pierwszych pozycji w rankingu Paulo Sousy zajmują prawdopodobnie Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Karol Linetty i Jakub Moder. W kolejce stoi także Sebastian Szymański, który w Dynamie Moskwa występuje na pozycji numer "osiem". Do tego w ostatni weekend dobre mecze rozegrali Damian Szymański, który zdobył dwie bramki dla AEK Ateny i Szymon Żurkowski, który trafił dla Empoli.

Znacznie większe szanse legionista miałby na skrzydle, gdzie swoje problemy mają Kamil Grosicki, Przemysław Płacheta czy Damian Kądzior. Pytanie brzmi: gdzie będzie widział 24-latka selekcjoner? Bo jeżeli na środku, to Kapustka na powołanie może poczekać jeszcze długo. Z drugiej strony do marcowych decyzji pozostał jeszcze miesiąc. A to wystarczająco dużo czasu by skraść serce portugalskiego szkoleniowca.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama