Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Królewskie okno transferowe

Nie Monaco, Chelsea, PSG, czy Manchester City, ale Real Madryt okazał się królem unikalnego w historii piłki okna transferowego. Nie tylko ze względu na zakup Garetha Bale’a, ale przede wszystkim na dochody ze sprzedaży graczy sięgające rekordowej kwoty 111,5 mln euro.

Awantura o cenę Bale’a potrwa jeszcze jakiś czas. Real utrzymuje, że kupił za 91 mln euro, angielskie media są jednak przekonane, iż padł transferowy rekord świata (101 mln). Każda ze stron ma swoje racje i motywy. Florentino Perez nie ma zamiaru potęgować zamieszania i rozgłosu wokół bardzo drogiej transakcji, Daniel Levy chce udowodnić fanom Tottenhamu jak mocno wzbraniał się przed oddaniem walijskiej gwiazdy.

"Jeśli Bale odejdzie do Madrytu, Real będzie musiał pobić transferowy rekord świata" - ostrzegał już jakiś czas temu trener "Spurs" Andre Villas-Boas. Zdaniem "El Pais" oba kluby uzgodniły, że prawdziwe kwoty zostaną objęte tajemnicą, ale sprytny prezes Tottenhamu chcąc postawić na swoim został autorem kontrolowanych przecieków do wielkich mediów. BBC, "The Guardian", czy "La Gazzetta dello Sport" utrzymują, iż Bale kosztował 101 mln, więcej niż Cristiano Ronaldo (96) i jest najdroższym graczem w historii.

Na tym jednak tajemnice wielkiej transakcji się nie kończą. Spór dotyczy także zarobków walijskiego piłkarza. Prasa spekuluje, że Perez oficjalnie zaniżył kwotę netto z 13 do 7 mln euro za sezon, by nie rozwścieczyć Ronaldo i kilku innych graczy "Królewskich". Drugi kapitan Sergio Ramos zarabia przecież zaledwie 4,5 mln! Oczywiście, oficjalnie królewski klub wszystkiemu zaprzecza. Niełatwo jednak przekonać ludzi, że Bale zgodził się na 7 mln, jeśli czołowi gracze Premier League dostają niemal dwa razy więcej.

Spekulacje na temat kwot transferu Walijczyka od dawna budziły napięcie w szatni Realu. Mesut Oezil bardzo chciał w klubie zostać, nie godząc się jednak na zarabianie 4 mln za sezon. Trzyipółmilionową podwyżkę zapewnił mu Arsenal, co w ostatniej chwili przekonało niemieckiego geniusza. Podczas efektownej uroczystości prezentacji Bale’a na Santiago Bernabeu, kiedy odejście Mesuta nie było jeszcze przesądzone, część kibiców zaczęła skandować jego nazwisko. Wtedy Perez kładąc sobie palec na ustach kazał im zamilknąć.

Na stronie internetowej dziennika "Marca" dominowały newsy o Walijczyku, ale znacznie więcej komentarzy dotyczyło sprzedania Oezila. Niemiec był na Santiago Bernabeu uwielbiany, zaliczył w trzy sezony 85 asyst i 27 goli. Fani obawiają się, że jego strata może poważnie odbić się na jakości drużyny. Tyle, że nawet najbogatszy klub na ziemi nie może mieć wszystkiego. Trzeba oddać Perezowi, że kwota 50 mln euro (45 plus 5 w zależności od wyników) to dobra cena za niemieckiego pomocnika. Zwłaszcza, że Arsene Wenger wystrzega się jak ognia nakręcania spirali wydatków. Dla Niemca zrobił wyjątek. Co Mesut osiągnie w klubie, który czeka na sukces już od siedmiu sezonów?

Reklama

Tego lata Real wydał na nowych graczy 171 mln euro (wersja oficjalna) przebijając wydatki szejków (PSG, MC) oraz oligarchów (Monaco, Chelsea). Nie jest to kwota szokująca wobec tej z lata 2009 roku, gdy Perez sprowadzał Kakę (65 mln), Ronaldo (96), Benzemę (35) i Xabiego Alonso (35). Rekord klubowy stanowi jednak kwota wpływów - 111,5 mln ze sprzedaży Oezila, Higuaina, Callejona i Raula Albiola. W przypadku prezesa Realu to wręcz kosmiczna metamorfoza.

Prezentacja Bale’a w Madrycie zbiegła się także z ogłoszeniem powrotu Kaki do Milanu. W kasie klubu nie pozostawił grosza, odciąży jednak Real od swoich gigantycznych zarobków - 10 mln netto za sezon. W Mediolanie musiał się zgodzić na obniżkę, ale 30-letni piłkarz nie mógł już sobie pozwolić na przesiadywanie na ławce, by do szczętu nie zmarnować kariery. Laureat Złotej Piłki z 2007 roku zasługuje na ostatnią szansę w sezonie kończącym się mundialem w jego ojczyźnie. W odróżnieniu od Mesuta Oezila, za Kaką nikt w Madrycie nie będzie jednak wzdychał. Zwłaszcza, że Niemiec kosztował Real ponad cztery razy mniej od Brazylijczyka.

Od ery galaktycznej Perez przeszedł fundamentalne przeobrażenie. Wtedy bił rekordy transferowe, ale nie umiał sprzedawać piłkarzy. Figo odszedł do Interu za darmo, Zidane zakończył karierę, Beckham uciekł do USA bez kwoty odstępnego. Jedynie Brazylijczyk Ronaldo sprowadzony za 45 mln po mundialu w Korei i Japonii zostawił w kasie "Królewskich" 7,5 mln po przeprowadzce do Milanu cztery lata później.

W zamkniętym w nocy oknie transferowym bilans wydatków i wpływów najbogatszego klubu na ziemi jest mimo wszystko porównywalny. A przecież Real mógł uzyskać kolejne kilkanaście milionów za Fabio Coentrao, który bardzo chciał odejść, ale nie udało się go sprzedać. Podstawowe pytanie nie dotyczy jednak pieniędzy, ale jakości drużyny. Czy po stracie Oezila, Higuaina, Callejona, Kaki i Albiola, nowy trener Carlo Ancelotti ma mocniejszą kadrę dzięki Bale’owi, Isco, Illaramendiemu i Carvajalowi? Odpowiedź zaklęta jest jak zwykle na boisku. Bale ogłosił, że przychodzi do stolicy Hiszpanii nie tylko po to, by grać w Lidze Mistrzów, ale ją zdobyć. Z Walijczykiem i Ronaldo na skrzydłach siła uderzeniowa zespołu może być kolosalna.

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje