Reklama

Reklama

​Wraca największy hulaka Realu Madryt

Ma 33 lata, parę kilogramów nadwagi, wyrok i bulwersującą przeszłość. Royston Drenthe był pospolitym hulaką, gdy w 2007 roku Real Madryt zapłacił za niego 14 mln euro.

- Mam siedmioro dzieci z czterema kobietami, ale teraz jestem kawalerem - opowiada w wywiadach. Hiszpanię poruszyła wiadomość, że były piłkarz Realu Madryt będzie grał w IV lidze. W wieku 33 lat podpisał kontrakt z Racingiem Murcja.

Dyskoteka Buddha

Reklama

Oficjalnie nazywa się to trzecią ligą (Tercera Division), ale w Hiszpanii to czwarty poziom rozgrywek, bo druga liga dzieli się na A i B. Drenthe nie chce rozstać się z piłką, choć na zdjęciach wyraźnie widać, że ma dużą nadwagę. Sam przyznaje się do trzech kilogramów, które musi zrzucić. W swojej karierze zaliczył kluby holenderskie, hiszpańskie, grał w Rosji, Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wszędzie wywołując skandale. I nieźle się bawiąc.

Jego rodzina pochodzi z Surinamu, ale Royston urodził się w Rotterdamie. Grał w piłkę na ulicy, potem w maleńkich klubikach, gdzie dostrzegli go skauci Feyenoordu.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Szybkość, dynamika zapewniły mu błyskawiczny awans. Światowy rozgłos przyniosły mu mistrzostwach Europy do lat 21 w 2007 roku. Został wybrany na najlepszego piłkarza turnieju, a zaraz potem Real Madryt zdecydował się na jego transfer. Przychodził na Santiago Bernabeu z Wesleyem Sneijderem, pseudonim "Whysky". Sneijder był piłkarzem wybitnym, ale tak jak Royston lubił alkohol i rozgrywki. W swojej biografii przyznał, że w pierwszym okresie pobytu na Santiago Bernabeu nie mógł pokazać możliwości ze względu na nadmiar rozrywek.

Royston Drenthe miał piorunujące wejście do zespołu Królewskich. W tydzień po prezentacji zdobył piękną bramkę w Superpucharze Hiszpanii z Sevillą. W Realu zagrał 59 meczów, zdobył cztery gole, ale ani Bernd Schuster, ani Juande Ramos, ani Manuel Pellegrini, ani Jose Mourinho nie mieli z niego pożytku. Bywał skrzydłowym, bocznym obrońcą, ale przede wszystkim chłopakiem obwieszonym złotem jak świąteczna choinka biegającym całymi nocami po klubach.

Dyskoteka "Buddha" była stałym miejscem ich spotkań. To klub dla celebrytów, w którym pod palmami kelnerki obsługiwały gości w strojach bikini. Royston na początku balował z Robinho, a gdy Brazylijczyk odszedł z Realu, prowadził nocne życie u boku Sneijdera. Dziś sam przyznaje, że prowadził się jak hulaka. Ponoć to już przeszłość.

Real wypożyczył go do Herculesa Alicante, ale po sezonie został odesłany do Madrytu. Kolejne wypożyczenie do Anglii - próbował w Evertonie, ale trener David Moyes nie miał z niego pożytku. Kolejne kary od klubu nie skutkowały, bo Drenthe notorycznie łamał dyscyplinę. Wywoływał skandale, telewizja CCTV sfilmowała go w nocnym klubie, regularnie otrzymał mandaty za przekroczenie prędkości. Zrobiło się o nim jeszcze głośniej, gdy oskarżył o rasizm Leo Messiego. Ponoć gwiazdor Barcelony nazwał go "czarnuchem" po jednym ze starć na boisku.

Bankrut, który przehulał 3,5 mln euro

Wreszcie w 2012 roku jego kontrakt z Realem wygasł. Pół roku nie grał, aż zatrudniła go rosyjska Ałanija Władykaukaz. Trener Walerij Gazzajew nazwał go "nienagannym profesjonalistą i wzorem dla młodych". Klub spadł jednak z ligi.

Wrócił na Wyspy do Reading i Sheffield Wednesday. Nie trzeba być dobrym piłkarzem, ważne, żeby mieć sprawnego agenta. Potem grał jeszcze w Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

W grudniu 2020 roku sąd w Bredzie ogłosił go bankrutem. Dostał nadzór finansowy. Swoimi kłopotami obciążył agenta Sigiego Lensa. Choć w swojej biografii przyznał, że przehulał 3,5 mln euro. W Realu za pierwszy sezon dostał 1,8 mln, potem agent nie mówił mu nic więcej. I podobno stale kręcił w sprawie kasy. Uzależniony od alkoholu Drenthe nie interesował się tym za bardzo.

Piłkarz nie stawił się w sądzie, gdy ogłaszano, że jest bankrutem. Ale się tym nie przejął: - Od zawsze byłem pod lupą. Nie znam szczegółów sprawy, ale jeśli jest tak, jak myślę, nie jest to poważna kwestia. Zostanie wyjaśniona - przekonywał grając w drugoligowym Kozak Boys.

Kiedyś w Holandii napisano, że przez 33 lata Royston przeżył tyle, ile inni w 200. Wystąpił w serialu "Mocro Mafia" o trzech przyjaciołach wchodzących do amerykańskiego półświatka. Został raperem występuje pod pseudonimem Roy2faces. - Uprawiam muzykę, bo to lubię. Mój młodszy brat jest raperem. Dla mnie to jednak tylko hobby - mówi. Nagrał utwór na cześć Feyenoordu, gdy zdobył Puchar Holandii. Można go znaleźć na youtube.

Jakie ma plany w Racingu? - Udowodnię, że nie przyjechałem  do Murcji żeby żartować, tylko grać w piłkę na poważnie. Póki co jest ciekawostką dla mediów. I pewnie już tak zostanie.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje