Reklama

Reklama

​Lechia Gdańsk. Tomasz Kafarski: Wróciły wspomnienia

W dniu 46. urodzin trener Tomasz Kafarski patrzy wstecz, zastanawiając się, co można było zrobić inaczej.

Maciej Słomiński, Interia: Można mieć poczucie deja vu. Do Lechii wraca Paweł Żelem, który był w zarządzie, gdy właścicielem był Andrzej Kuchar, a pan prowadził pierwszą drużynę.

Tomasz Kafarski, trener Lechii Gdańsk w latach 2009-11: Sporo razem przeżyliśmy z Pawłem, wciąż mamy dobre relacje. Gratulując mu, doszliśmy do wniosku, że z tamtej Lechii nie zostało już właściwie nic. Inni ludzie, nowe pokolenie. Cieszę się z jego powrotu, będę Pawłowi kibicował w nowym wyzwaniu.

Reklama

Inna świeża wiadomość to powrót Deleu do Gdańska. Będzie grał dla IV-ligowego Jaguara, który prowadzi trener od przygotowana motorycznego w pana sztabie, Marek Szutowicz. Długowieczność 37-letniego Deleu jest zaskakująca?

- Nie dla mnie. Od pierwszego dnia pobytu w Polsce "Didi" wiedział po co tu przyjechał. To jak szybko nauczył się naszego niełatwego przecież języka świadczy, że nie chodziło mu o zwiedzanie. Zawsze profesjonalny, pozytywnie nastawiony, dbający o siebie.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Proszę powiedzieć, czym pan się dziś zajmuje.

- Latem miałem kilka ofert pracy trenerskiej. Z jednego klubu III-ligowego, z II-ligowej Olimpii Elbląg, był temat powrotu do Sandecji Nowy Sącz. Ostatecznie nie zdecydowałem się na żadną z nich, nie ten czas i nie to miejsce. Jestem "z doskoku" ekspertem w TVP Sport, komentuję II ligę, Puchar Włoch, Puchar Hiszpanii i wybrane mecze Ekstraklasy.

Jesteśmy świeżo po plebiscycie na "11" 75-lecia Lechii Gdańsk, z którą wciąż pan najmocniej się kojarzy. Do linii pomocy został wybrany Abdou Razack Traore, który był mózgiem pana drużyny. Czy nie odnosi pan wrażenia, że w dzisiejszej Lechii brakuje kogoś takiego?

- Razack był piłkarzem nietuzinkowym, ale takim samym jest Flavio Paixao. Coś za coś. Wydaje mi się, że potencjał dzisiejszej Lechii i mojej jest zbliżony. Śmiem twierdzić, że moja drużyna była niedoceniana, nie znam szczegółów, ale zapewne zbudowana na zupełnie innym, niższym pułapie finansowym. Proszę pamiętać, że Razack najpierw musiał przyjechać na trzydniowe testy sportowe. Patrząc na boisko, myślę że moja filozofia prowadzenia drużyny jest inna od trenera Stokowca. Zmieniły się czasy i wymagania. Cieszę się, że moja Lechia jest wciąż pamiętana, szczególnie nasza gra ofensywna, nad którą dużo i mozolnie pracowaliśmy.

Porównał pan Razacka do Flavio, ja myślę, że bardziej do niego podobny jest Kenny Saief.

- Bardzo podobnie grający piłkarz, też lewa noga, też oryginalnie grający na skrzydle. Na razie jednak brakuje mu liczb, a na tym się piłka opiera.

Za pana czasów tego nie było, dziś istnieje wymóg gry zawodnika młodzieżowego w Ekstraklasie. W Lechii nie odgrywają oni wielkiej roli, grają bo muszą. Głośno o potencjalnym wyjeździe 16-letniego Kacpra Urbańskiego za granicę. Gdyby zadzwonił do pana ojciec Kacpra, Przemek, który też jest trenerem, co by pan doradził?

- Nie widziałem tego piłkarza w akcji, ale trochę nie rozumiem wyjazdu do topowej ligi chłopaka, który w naszej Ekstraklasie gra ogony. Rodzi się pytanie, czy jedzie on tam trenować z drugą drużyną czy z juniorami? Mówi się, że pewnych ofert się nie odrzuca, jednak jeśli trener Stokowiec nie widzi go w składzie meczowym, to znaczy że do bycia dobrej klasy piłkarzem czegoś mu jeszcze brakuje. Dla niego najważniejsze jest bycie w trybie meczowym. Być może zmiana klubu będzie rozwiązaniem, pytaniem czy będzie to zmiana na lepsze?

Kibice żyją transferami. Czy pana zdaniem któraś pozycja w Lechii wymaga wzmocnienia?

- Najlepszym motorem rozwoju jest konkurencja. Patrząc od własnej bramki - jeśli Karol Fila i Rafał Pietrzak grają wszystko od deski do deski, znaczy że brak im rywala do gry. Nie jest to korzystne dla ich rozwoju, żeby pójść do przodu musi być rywalizacja. Gdybym mógł coś zmienić dorzuciłbym garstkę kreatywności w środku pola. Na Macieja Gajosa wszyscy narzekają, uważam że nie do końca słusznie. Niemniej oceniam obecną kadrę Lechii jako mocną. Boki pomocy są ciekawe, w ataku Flavio i Łukasz Zwoliński to mocni gracze na warunki polskiej ligi. Lechia ma wszystko, by na stałe być drużyną z czołówki tabeli.

Dziś kończy pan 46 lat, czy w dotychczasowej karierze trenerskiej jest coś czego pan żałuje?

- Wszystkie dziesiątki decyzji, któr p odejmowałem codziennie pracując w wielu klubach piłkarskich, podejmowałem z pełną świadomością ich ważności. Wszystkie decyzje były wyważone i przemyślane, inna sprawa, jakie efekty one przyniosły, czy były zgodne z oczekiwaniami.

To piękne słowa, ale wolałbym konkretniej.

- Gdybym mógł cofnąć czas, w kwietniu 2010 r. zagrałbym w półfinale Pucharu Polski wyjściowym składem z Jagiellonią Białystok. Gdybyśmy przegrali 1-2, grając piłkarzami, którym dałem odpocząć, kibice by nie grali takiego larum. A może to Lechia zdobyłaby Puchar Polski, a nie Jagiellonia i byśmy świętowali na Długiej? Może ja bym był gdzie indziej? Tego się już nie dowiemy. Trener musi podjąć decyzję przed faktem. Zawsze kierowałem się dobrem drużyny.

Słyszę, że siedzi ten mecz w panu.

- W okolicach świąt rozmawiałem z dziennikarzami Radia Gdańsk i ożyły wspomnienia. Z trenerem jest jak z bramkarzem. Jeśli ten drugi wybroni trzy stuprocentowe sytuacje, a przepuści łatwą piłkę, kibice zapamiętają tylko jego błąd. Muszę z tamtą decyzją żyć. Kilka tygodni wcześniej zagrałem va banque, gdy podobny manewr i wystawienie dwóch jedenastek pomógł wyeliminować z pucharu najlepszą wtedy w Polsce drużynę, Wisłę Kraków. Gdybym zagrał najlepszym składem w obu meczach z "Białą Gwiazdą" pewnie byśmy odpadli w Pucharze Polski i nie byłoby tematu Jagiellonii.

Trener Stokowiec dopiero niedawno przebił długość pana pobytu na trenerskiej ławce w GdańskuA który pana mecz w Lechii był najważniejszym?

- 2-1 z Legią Warszawa u siebie przy Traugutta. Trzy dni wcześniej przegraliśmy 0-4 z tym samym rywalem w półfinale Pucharu Polski przy Łazienkowskiej. Nazajutrz zwołałem konferencję prasową, zła była struktura tego wydarzenia: ja stojący przed dziennikarzami, kompletne faux pas, dziś nie do pomyślenia. Sporym kosztem, ale swój cel osiągnąłem. Było nim zdjęcie presji z drużyny przed ważnym meczem ligowym, tak by nie ona była linczowana, a ja. To był ten koszt, cała krytyka skupiła się na mnie. Odpadnięcie w półfinale Pucharu Polski nazwano w Gdańsku "tragedią" i niech to świadczy o mojej pracy i wiary jaką w nas pokładano.

Czego życzyć w dniu urodzin?

- Jestem gotów do podjęcia nowych wyzwań i chętny do pracy. Okres pandemii przyniósł niewiele zmian trenerów.

To akurat dobrze, często te zmiany były zbyt pochopne.

- Zgadzam się. Nie jeżdżę po Polsce w poszukiwaniu pracy, nie cieszę się z czyjegoś nieszczęścia. Uważam, że zmiana trenera powinna być solidnie umotywowana, że klub powinien mieć "plan B". Czego życzyć? Dobrej oferty ze stabilnego klubu.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje