Reklama

Reklama

Takiej inauguracji nie było na Widzewie od ponad 20 lat

Tego dawno nie widzieli na Widzewie – zespół wreszcie stwarzał zagrożenie ze stałych fragmentów. – Pracowaliśmy nad tym tylko w ostatnim czasie i teraz będzie tego zdecydowanie więcej – zapewnia Janusz Niedźwiedź, trener łodzian po wygranej 3-0 z Sandecją Nowy Sącz.

W poprzednim sezonie dośrodkowania z rzutów wolnych czy rożnych nie były mocną bronią łodzian, nie mówiąc już o bezpośrednich strzałach. Enkeleid Dobi, poprzedni szkoleniowiec miał nie przywiązywać do nich wagi. Jak są ważne przekonaliśmy podczas inauguracji sezonu w Łodzi. Zwłaszcza, że w pierwszej połowie, to Sandecja była częściej przy piłce i na połowie Widzewa. Niewiele jednak zdziałała.

Widzewiacy kilka razy pokazali, że w tej kwestii stałych fragmentów zostali przygotowani przez trenera Niedźwiedzia. Blisko było już w trzeciej minucie po dobrze rozegranym rzucie rożnym. Jeszcze lepiej kwadrans później. Widać było, że piłkarze wykonują wcześniej ćwiczone schematy. Nawet jeśli w kolejnych meczach nie da się ich już wykorzystać, bo trenerzy rywali na pewno uczulą swoich zawodników, to warto było je trenować na Sandecję. W 19 min zamiast wrzutki w pole karne, było najpierw podanie do boku, a dopiero dośrodkowanie wprost na głowę Michała Grudniewskiego.

Reklama

- Czasu na przygotowanie stałych fragmentów nie mieliśmy wiele, bo skupialiśmy się ogólnie na temat zachowania na boisku. Pracowaliśmy nad nimi tylko w ostatnim czasie i teraz będzie tego zdecydowanie więcej. Dla mnie to nie są sztywne schematy, bo z jednego ustawienia można znaleźć trzy lub cztery rozwiązania. To zawodnicy muszą mieć otwarte głowy i myśleć, co zrobić, gdy pierwszego wariantu nie można już wykonać - podkreśla trener Niedźwiedź.

Druga bramka padła z gry, ale też nie wydaje się, by była przypadkowa. Krystian Nowak świetnie wypatrzył Dominika Kuna, który przyjęciem piłki zwiódł rywala, podniósł głowę i podał w pole karne prosto na głowę niepilnowanego Karola Danielaka. Trzeci gol to zasługa stałego fragmentu. Po dobrym dośrodkowaniu Krystian Nowak został sfaulowany w polu karnym. Do jedenastki podszedł Paweł Tomczyk, który w poprzednim sezonie zmarnował dwa rzuty karne. Tym razem strzelił pewnie - zmylił bramkarza i mocno kopnął do siatki. Jak zapewnia szkoleniowiec napastnik Widzewa podczas przygotowań wziął się ostro do pracy, zostawał po treningach, by ćwiczyć strzały. Ma jeszcze nad czym pracować, bo zanim strzelił z 11 metrów, zmarnował stuprocentową sytuację.

- Od początku kontrolowaliśmy mecz. W pierwszej połowie graliśmy spokojnie. Dobrze, że wykorzystaliśmy okazje, które mieliśmy. W drugiej części totalnie zdominowaliśmy rywali. Mogliśmy strzelić jeszcze ze cztery bramki, ale to pierwszy mecz i jeszcze się zgrywamy - stwierdził Tomczyk.

Widzew ostatni raz tak efektownie rozpoczął sezon 24 lata temu - w sezonie 1997/98, kiedy na inaugurację ekstraklasy rozbił na wyjeździe Groclin Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski 3-0 (hat trick Jacka Dembińskiego). A 3-0 nie wygrali od lipca 2020 roku.

- Oczekiwania były duże, ale udało nam się im sprostać. Wychodzimy na boisko wygrywać, ale chciałbym też, by kibice oglądali jak najwięcej bramek zdobywanych przez naszych zawodników. Cieszy mnie też, że nie straciliśmy bramki. Sandecja kilkukrotnie sprawiła nam kłopoty. Mam nadzieję, że ten mecz to będzie zastrzyk pozytywnej energii. Cała widzewska rodzina zasługuje na to, by widowisko było godne oprawy i otoczki stworzonej przez kibiców na stadionie - uważa trener Niedźwiedź.

Szkoleniowiec po raz piąty rozpoczął pracę w nowym klubie od zwycięstwa. W Widzewie zadebiutował siedmiu piłkarzy - w podstawowym składzie Paweł Zieliński, Karol Danielek i Radosław Gołębiowski. Pierwszy zaliczył asystę, a drugi strzelił gola. W końcówce na boisko weszli kolejni debiutanci - Abdul Aziz Tetteh, Juliusz Letniowski, Kacper Karasek i Bartosz Guzdek.

- Pamiętajmy jednak, że to są tylko trzy punkty i trzeba je zdobywać bardzo regularnie, żebyśmy mogli myśleć o czymś więcej. Już przed meczem było widać, że tu tworzy się zespół. Szatnia żyła, a ja to lubię. Zawodnicy z niecierpliwością czekali na spotkanie, a dla trenera nie ma nic lepszego - zapewnia trener Niedźwiedź. - Mogliśmy zdobyć jeszcze jedną lub dwie bramki, ale nie możemy narzekać, bo ostatecznie strzeliliśmy trzy gole i każdy trener marzy o takim debiucie.

AK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL