Reklama

Reklama

Suski: Mecz Legii z drużyną All Stars NBA to moja największa przygoda

Były koszykarz reprezentacji Tadeusz Suski, czterokrotny mistrz kraju z Legią Warszawa, lubi wracać pamięcią do meczu z amerykańską drużyną All Stars w maju 1964 r. "Spotkanie z graczami NBA wspominam jako jedną z największych przygód w życiu" - przyznał.

Wychowanek Legii był jednym z najbardziej utalentowanych polskich koszykarzy lat 60., w których reprezentacja prowadzona przez trenera Witolda Zagórskiego osiągała największe sukcesy. W kadrze juniorów grał m.in. z kolegą klubowym Markiem Perepeczko, później znanym aktorem, odtwórcą tytułowej roli w serialu "Janosik".

Urodzony 1 października 1942 roku Suski nie znalazł się jednak w drużynie ani na ME we Wrocławiu (1963), gdzie biało-czerwoni zdobyli srebrny medal ani na igrzyska olimpijskie w Tokio (1964). W obydwu przypadkach był rezerwowym.

Reklama

"Przed Wrocławiem byłem najmłodszy w kadrze, więc nie miałem problemu z tym, że nie znalazłem się w składzie. Natomiast podczas przygotowań do igrzysk występowałem nawet w pierwszej piątce reprezentacji, więc wydawało mi się, że jeśli trener wystawia mnie w wyjściowym składzie, to musi mnie wziąć na olimpiadę. Już się na to przygotowałem. Dwie osoby wiedziały wówczas, kto jedzie na igrzyska - szewc i krawiec. Ten drugi powiedział mi: +jedziesz w ciemno, bo szyjemy tylko 12 kostiumów+. Miałem już buty, garnitur, miałem wizę z pieczątką i zdjęciem - wszystko, co potrzebne.

- Jednak parę dni przed wyjazdem Wisła Kraków złożyła reklamację, gdyż jako mistrz kraju miała w reprezentacji jednego gracza, a Legia, która zajęła w lidze piąte miejsce - czterech. Więc mnie, najmłodszego, nie zabrano, a z Wisły obok Bogdana Likszy pojechał jeszcze Jacek Czernichowski" - powiedział PAP Suski.

Wiosną przed igrzyskami młody rozgrywający wystąpił 4 maja w Hali Gwardii w Warszawie w barwach Legii przeciwko drużynie All Stars NBA, na czele z Billem Russellem, Bobem Cousym, Oscarem Robertsonem i Jerrym Lucasem. Amerykanie rozegrali pięć spotkań w Polsce - także z AZS AWF Warszawa, Śląskiem Wrocław, Wisłą Kraków i Wybrzeżem Gdańsk. Legia przegrała najniższą różnicą 76:96 (29:41).

"Rywalizację z graczami NBA wspominam jako jedną z największych sportowych przygód w życiu. Krył mnie znakomity obrońca K.C. Jones. Za każdym razem, gdy próbowałem go mijać, stała przede mną olbrzymia ściana. Nie wiem, w jaki sposób rzuciłem wtedy 10 punktów. Pytałem go jeszcze pod prysznicem, na ile procent grali. Powiedział, że na jakieś 70. To był najlepszy mecz polskiej drużyny, bo Legia przegrała tylko 20 punktami. Następnego dnia goście z USA grali z AZS AWF. Po pierwszej połowie prowadzili zaledwie pięcioma punktami. Tylko dlatego, że sędziowie pomagali. Amerykanie mocno się zdenerwowali i po naradzie w szatni ośmiominutowy fragment po przerwie wygrali 35:0" - przypomniał.

AZS przegrał to spotkanie 58:94 (37:42). Kilkanaście dni wcześniej 17 kwietnia 1964 w Łodzi reprezentacja Polski spotkała się z przygotowującą się do igrzysk w Tokio drużyną narodową USA i odniosła historyczne zwycięstwo 82:73 (rewanż w Warszawie Amerykanie wygrali 64:58).

"Mam z tego meczu bardzo dobre wspomnienia. W prasie zostało opublikowane efektowne zdjęcie, jak startuję do piłki z ich pierwszym rozgrywającym Larrym Brownem, który potem był jednym z najbardziej znanych trenerów w NBA" - przypomniał Suski.

Rozczarowany pominięciem w składzie na Tokio, Suski postanowił kontynuować karierę w Belgii. Zrezygnował z występów w reprezentacji i wiosną 1967 r. został pierwszym koszykarzem Legii, który wyjechał grać za granicę. Akurat skończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Ze stołecznym klubem zdążył wywalczyć cztery mistrzowskie tytuły (1960-61, 1963, 1966).

W ówczesnych realiach, szczególnie w przypadku tak młodego, 24-letniego zawodnika, nie było łatwo wyjechać do zachodniego klubu. Skorzystał z tego, że rok wcześniej znalazł się w Belgii koszykarz ŁKS Janusz Kargul. On skontaktował go z klubem z Brugii.

"Po wielkanocnym turnieju Legii w Antibes wracaliśmy do kraju pociągiem przez Paryż. Kargul załatwił nam jeden mecz w Ostendzie. Gdy tam przyjechaliśmy, od razu samochodem zabrali mnie do Brugii. Tam podpisałem kontrakt i wróciłem z drużyną do kraju. Belgowie przysłali pieniądze i gwarancje, że mnie utrzymają. Oficjalnie wyjechałem na wakacje, a potem przedłużyłem pobyt pod hasłem kontynuowania nauki. Miałem kontrakt na dwa lata, a zostałem w Belgii na stałe. W drużynie Avanti grałem w drugiej lidze i awansowałem do pierwszej. Chodziłem na wieczorowe lekcje flamandzkiego i francuskiego, ale na karierę prawniczą w Belgii się nie zdecydowałem" - przyznał.

Po sześciu latach przeszedł do drużyny z Ostendy. Grał w niej i jednocześnie pracował w firmie turystycznej, której właścicielem był sponsor klubu. W latach 80. był także trenerem Avanti Brugia. W klubie Suskiego z Ostendy występuje dziś Mateusz Ponitka.

"Nie chodzę na mecze, ale wiem, że reprezentant Polski zbiera dobre opinie. Jest traktowany w klubie jako wielki talent" - ocenił Suski, który po zakończeniu kariery trenerskiej przez wiele lat pracował na terenie całej Europy w firmach turystycznych ze Szwajcarii, Anglii i USA.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje