Reklama

Reklama

Wierzę, że z szafy nie wypadnie nam już żaden trup

Kiedyś wydawało mi się, że kibic drużyny, która bez przerwy wygrywa musi się nudzić. Teraz wiem, że to nieprawda. Cieszę się tym bardziej, że chodzi o mój Ruch Chorzów - mówi Wojciech Kuczok.

48-letni Kuczok to uważny obserwator futbolowego życia - małego i dużego. Bez piłki żyć nie może.

Paweł Czado: Musisz być w dobrym nastroju. Wygląda na to, że Ruch chyba zmartwychwstał...

Wojciech Kuczok, pisarz, felietonista, kibic piłkarski: - Nie wiem czy zmartwychwstał, ale faktem jest, że dzięki niemu mogłem poczuć jako kibic coś nowego, cos czego się nie spodziewałem: wreszcie wiem jak to jest być kibicem drużyny, która właściwie nigdy nie przegrywa, jak to jest być kibicem drużyny permanentnie  zwycięskiej [od końca listopada Ruch w III lidze wygrał trzynaście ostatnich meczów z rzędu, ogólny obecny bilans ligowy to 25 zwycięstw, dwa remisy i dwie porażki, Ruch na siedem kolejek przed końcem ma 13 punktów przewagi nad drugą w tabeli Polonią Bytom, przyp.aut.]

Reklama

Kiedyś wydawało mi się, że to musi być dla takiego fana nudne. Teraz już wiem, że jest całkowicie odwrotnie: ciągłe zwycięstwa nigdy się nie nudzą. Nigdy! Wręcz przeciwnie (uśmiech)...

I czy rywalem jest Polonia Nysa, czy rywalem jest Polonia Bytom - odczuwam ze zwycięstw taką samą przyjemność i satysfakcję. Jeśli oglądam dziś Ruch to jego mecze są dla mnie najważniejsze. Gdy w tym samym czasie gra Barcelona, Real czy inny tego rodzaju klub, oglądam go jako drugi, na komórce, przy okazji.

Oczywiście szkoda, że najpierw trzeba było zlecieć tak nisko, na czwarty poziom rozgrywek by odczuwać tego rodzaju "ciągłą satysfakcję", niemniej ona istnieje. Gra Ruchu daje mi wiele pozytywnych wrażeń, radości, satysfakcji. O to chodzi, ale wiadomo, że to... nie może być koniec. Chciałbym przecież odczuwać to samo także w następnym sezonie już na wyższym, trzecim poziomie. Obecna drużyna gwarantuje moim zdaniem rozwój, piłkarze są w większości perspektywiczni a ci najbardziej doświadczeni - Łukasz Janoszka czy Tomasz Foszmańczyk - też potrafią dać od siebie bardzo dużo i drużyna tylko na tym korzysta.  Oczywiście tylko na tym składzie do pierwszej ligi nie zajedziemy, jest jednak szansa, że klub będzie rozwijał się na tyle, że drużyna też będzie w stanie być wzmacniana i się rozwijać.

Ruch zaczął budzić w ludziach nowy entuzjazm.

- To prawda. Wyniki są świetne, od strony marketingowej jest to wręcz mistrzostwo świata. W przeszłości Ruch niestety nauczył mnie jednego: tego, że jako kibic przed następnym sezonem drżałem niezależnie od wyników sportowych. Drżałem, bo nie miałem pewności czy klub otrzyma licencję na grę w następnym sezonie. Latami zdarzało się przecież, że nagle wypadał jakiś trup z szafy i pojawiały się problemy. Dlatego z jednej strony bardzo cieszę się tym co dzieje się w Ruchu teraz, z drugiej - wierzę, z pewną obawą, że teraz już żaden trup, który mógłby nam pokrzyżować szyki - znikąd nie wypadnie...

W każdym razie - Ruch przerasta ligę, w której obecnie występuje. Potrafi nie tylko wysoko wygrywać, ale zakończyć mecz po swojej myśli nawet w osłabieniu. Nawet gdy jego zawodnik dostaje czerwona kartkę, to niebiescy dopiero potrafią włączyć kolejny bieg, strzelić bramkę w dziesięciu i uciec rywalom. To mnie cieszy, taka przewaga nie jest przecież czymś powszednim.

Jest jednak coś co kibica ze Śląska ostatnio smuci. Dekadami klubami, które szczyciły się największą liczbą tytułów mistrzowskich były Górnik i Ruch. A teraz prześcignęła je Legia...

- Przyznaję, szlag mnie trafia. Całe życie byłem bowiem kibicem, który coś tracił. Wychowałem się w czasach kiedy Ruch był na czele tabeli wszech czasów, w czasach kiedy był samodzielnym liderem jeśli chodzi o tytuły. W latach 80. dogonił i przegonił go Górnik. Niebieskim udało się jeszcze wyrównać stan rywalizacji na 14-14. Potem było już coraz gorzej, a teraz już całkiem źle. Za całego naszego życia, twojego i mojego [jesteśmy rówieśnikami, przyp.aut.] śląska piłka miała w sukcesach historyczną przewagę. Teraz straciła i to...

Nawet Ernest Wilimowski nie dla wszystkich jest już najlepszym piłkarzem wszech czasów. Nadszedł czas Roberta Lewandowskiego i przyznać trzeba, że to co wyprawia jest niebywałe.

- To fenomen. Sposób w jaki pośle do lamusa niezwykły rekord Gerda Muellera [40 ligowych goli w jednym sezonie, przyp.aut.] to jak czarodziejska baśń. Tamten rekord przetrwał pół wieku [od sezonu 1971/72, przyp.aut.], wydaje mi się, że ten Lewandowskiego przetrwa pewnie tyle samo czyli dla nas jest już wieczny [uśmiech, przyp.aut.]. Nie wiem co jeszcze mógłby zrobić, jaką motywację znaleźć. W polskiej reprezentacji mu trudno, czeka na piłkę jakby stał na starym przystanku PKS-u, z którego nie odjeżdżają już autobusy więc trudno jego umiejętności wykorzystać...

Czy powinien odejść z Bayernu?

- A czy będzie mu się chciało odchodzić? W Bayernie ma wszystko: pozycję, uznanie i kolegów, którzy doskonale wiedzą jak mu podawać. Nie jest chyba łatwo zrezygnować z "polerowania własnego pomnika" w Monachium. Oczywiście byłoby ciekawe zobaczyć go w lidze hiszpańskiej albo włoskiej.

Angielska?

- Niekoniecznie. Tam wszędzie musiałby coś udowadniać. Może dobrze poszłoby mu u Guardioli  w Manchesterze City? Tak czy inaczej - na pewno już wkrótce znów nas czymś zaskoczy, znów wprawi w zachwyt. Wybitni zawodnicy tak mają.

Rozmawiał: Paweł Czado 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje