Reklama

Reklama

Koronawirus w sporcie. Jerzy Kruszczyński: W Szwecji trwa eksperyment

Były świetny napastnik Lecha Poznań i Lechii Gdańsk, Jerzy Kruszczyński mieszka obecnie w Szwecji. Ten kraj podjął odmienną od reszty Europy metodę walki z pandemią koronawirusa.

Maciej Słomiński, Interia: Panie Jurku, Szwecja jako jedyna na starym kontynencie nie dała się wirusowi.

Jerzy Kruszczyński: - No wie pan, czy się dała czy nie dała, to pokaże czas. Na pewno są inne reguły walki z wirusem niż na świecie, czy w Europie. Oglądam też polskie wiadomości i mam duży mętlik w głowie, bo różnią się trochę od szwedzkich. Komu wierzyć?

Izoluje się ludzi starszych.

- Mam tutaj teściową, ściągnąłem ją do Szwecji jakieś dwa lata temu. Jest w domu starców, niestety w tym trudnym okresie nie możemy jej odwiedzać, kontakt jest tylko telefoniczny.

Reklama

W Polsce wszystko zamknięto na klucz, jak to wygląda w Szwecji?

- Zabronione są skupiska powyżej 50 osób. Sklepy działają normalnie. Nie ma zakazu poruszania się. Wszystkie parki są otwarte. Należy trzymać dystans, ale władze wręcz namawiają, żeby iść z dziećmi do lasu, aktywność fizyczna jest ważna. Jak ktoś siedzi w domu, to spada odporność. To jest pewnego rodzaju eksperyment.

Inaczej wygląda sytuacja w miastach, inaczej poza nimi, prawda?

- W Szwecji są tak naprawdę trzy duże miasta: Sztokholm, Goeteborg i Malmoe. W dwóch pierwszych jest sporo zarażeń, w trzecim na razie mniej. Media alarmują, że ze Sztokholmu wirus może rozprzestrzenić się na cały kraj. Szwecja jest bardzo dużym krajem powierzchniowo, bo w sumie półtorakrotnie większa od Polski, ale ma trzykrotnie mniej ludności. Na prowincji ludzie mieszkają w dużej odległości od siebie, jest trochę bezpieczniej, bo dalej od sąsiada.

Być może jest tak, że Szwedzi bardziej ufają władzom od Polaków stąd restrykcje mniej uciążliwe?

- W Gdańsku jakby wyszło słońce, na ulicach zaraz pojawiłoby się 10 tysięcy ludzi, byłoby trochę niebezpiecznie. Inaczej jest w Szwecji, nawet jak nie było koronawirusa, większość ludzi trzymało dystans, można spokojnie pójść nad jeziorko, nikt nie będzie przeszkadzał. W Szwecji jest mniejsza gościnność niż w Polsce. Szwedzi z natury są narodem chłodnym, w obecnej sytuacji zagrożenie sprawiają obcokrajowcy, którzy się przemieszczają, wiecznie kogoś goszczą.

Futbolowe życie na starym kontynencie zamarło. Liga gra jedynie na Białorusi. Towarzyskie spotkania rozgrywają również szwedzkie zespoły.

- Jeszcze kilka dni ligi szwedzkie normalnie szykowały się do sezonu, teraz kopią tylko sparingowo. Zespoły umawiają się, że przyjedzie po 18 zawodników plus sztab, bez osób towarzyszących, tak żeby nie przekroczyć limitu 50 osób. Szwedzka najwyższa liga Allsvenskan ma wystartować dopiero w czerwcu, tak samo druga i trzecia liga. W przypadku niższych lig sezon będzie skrócony do 11 meczy. Zespoły normalnie trenują, żeby nie przekroczyć zakazu, w osobne dni ćwiczą drużyny męskie oraz damskie.

Cały świat obiegła wiadomość, że Zlatan Ibrahimović podjął treningi z Hammarby.

- To jest tak wielka osobowość, że to raczej on pozwolił im trenować z nim!

W Polsce trwa dyskusja czy koszty jakie poniesie gospodarka nie będą większe od tych spowodowanych przez zachorowania.

- Tutaj też się mówi się, że gospodarka szwedzka bardzo ucierpi. Nie jest tak, że wszystko działa normalnie. Na razie zamknęli dwie wielkie fabryki: Volvo i Scanię. Ta pierwsza napędza całą gospodarkę. Po świętach mają otworzyć, jeśli tak się nie stanie, będą kłopoty. Szkoły, studia, gimnazja są zamknięte, tylko najmłodsze dzieci uczęszczają normalnie na zajęcia. Moja żona pracuje w takiej firmie, gdzie teraz piątek jest dniem wolnym, wiele osób jest nakłanianych żeby pracować z domu. Na razie nie ma mowy o tym, żeby państwo musiało jakiejś firmie pomagać. W Szwecji nie pozwalniano ludzi, dostali najwyżej po dwa miesiące wolnego, ale płatne.

Pandemia koronawirusa wpłynęła również na pana osobiste plany.

- Chciałem przyjechać na derby Trójmiasta, które miały się odbyć 15 marca, niestety zostały odwołane. Mieliśmy zamówione wszystko: bilety na mecz, hotel, prom. Do Gdańska dojechała tylko moja córka, która jechała z koleżanką na wesele. Musiała odebrać suknie ślubną we Wrzeszczu. W poniedziałek miała być zamknięta granica, w ostatniej chwili udało jej się wrócić.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL