Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

​Lechia Gdańsk. Michał Nalepa: Trzy noce nie spałem

Na półmetku rozgrywek obrońca Lechii Gdańsk Michał Nalepa ma już na koncie trzy czerwone kartki, obiecuje poprawę na wiosnę. 27-letni zawodnik został wybrany do najpopularniejszej "11" w dziejach Lechii.

Maciej Słomiński, Interia: Znalazł się pan w "11" wybranej na 75-lecie Lechii Gdańsk. Czy przywiązuje pan wagę do takich plebiscytów i całą rodzinę zaangażował pan do głosowania czy to tylko zabawa, a najważniejsze jest co na boisku?

Reklama

Michał Nalepa, zawodnik Lechii Gdańsk: - Okres świąteczno-noworoczny zwykłem spędzać rodzinnie, ale nikogo do głosowania nie zmuszałem (śmiech). Niemniej wiedziałem, że taki plebiscyt się odbywa i niezmiernie się cieszę, że zostałem wybrany. Ogromne wyróżnienie dla mnie, Lechia Gdańsk jest klubem z ogromną tradycją i znalezienie się w tak doborowym gronie to dla mnie duży zaszczyt. To największe indywidualne osiągnięcie w mojej karierze.

Znajdujemy się u progu przygotowań do rundy wiosennej. Można doznać lekkiego deja vu, dwa lata temu na półmetku ligi miał pan na koncie 10 żółtych kartek, potem nastąpiła przemiana i wiosną właściwie nie trafiał pan do notesu sędziego. Teraz na pana koncie aż trzy kartki czerwone, czy możemy liczyć na deklarację poprawy?

- Zamiast deklaracji wolę poprawić się na boisku. Mogę obiecać, że zrobię wszystko, żeby więcej kartek nie dostawać. Liga nie doszła jeszcze do połowy, a ja już trzy razy wyleciałem z boiska. Ani kibice, ani klub, ani ja - nikt nie jest z tego zadowolony. Zdaję sobie sprawę, że niektóre moje reakcje nie były korzystne dla drużyny. Liczę na powtórzenie scenariusza sprzed dwóch lat, gdy już kartek dostawać nie mogłem, przestałem je łapać.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Jedną z tych czerwonych kartek otrzymał pan już po końcowym gwizdku - chodzi o mecz z Legią w Warszawie (0-2). Co tam się wydarzyło?

- Wiele rzeczy mnie wtedy rozzłościło. To, że mieliśmy słabą passę, nie szło nam i przegrywaliśmy mecz za meczem, że ulegliśmy Legii, tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. Frustracja się skumulowała. Nerwy puściły jeszcze na boisku, potem w szatni. Zbyt impulsywne zachowanie poskutkowało drugą żółtą kartką, w efekcie czerwoną.

Cofnęliśmy się w czasie o dwa lata, to jeszcze nastawię wehikuł czasu na rok wcześniej. Przerwę zimową 2017/18 spędził pan w rezerwach, dziś trzy lata później jest pan w "11" Lechii na 75-lecie.

- Przesunięcie do rezerw było dla mnie ogromną nauką. Porównałbym to do przegranego meczu, z którego możesz paradoksalnie wyciągnąć więcej wniosków niż z wygranego, po którym jest euforia i nikt nie analizuje ewentualnych błędów. Dla mnie przegrany był cały pierwszy sezon w Gdańsku. Nie chcę stopniować, który sezon mnie więcej nauczył - czy ten, w którym broniliśmy się przed degradacją, czy następny, w którym walczyliśmy o tytuł mistrzowski. Pierwszy sprowadził mnie na ziemię, drugi pociągnął do góry. Dwie bardzo ważne lekcje, gdyby nie one nie byłbym dziś tu, gdzie jestem.

Statystyki są jednoznaczne - gdy jest pan w składzie, obrona Lechii jest o wiele szczelniejsza. Czy czuje się pan liderem biało-zielonej defensywy?

- Zawsze powtarzam, że liderów w linii obrony powinno być czterech, a przynajmniej dwóch - najlepiej jak są to obaj stoperzy. Mam nadzieję, że tak będzie w rundzie wiosennej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje