Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (42 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (29 pkt.)
  • 6 .Lech Poznań (28 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (28 pkt.)
  • 8 .Górnik Zabrze (28 pkt.)

Lech Poznań. Dariusz Żuraw dotąd miał silną pozycję. Dlaczego?

Lech Poznań zwalniał swoich poprzednich trenerów, gdy ci wpadali w spiralę kryzysu. Za Dariuszem Żurawiem gotów jest stać i to nie bez powodu. Ta pozycja szkoleniowca jest mocna, co nie znaczy, że ostatecznie i jego nie zmiotą wyniki.

Już kilka dni temu pisałem, że chociaż Lech Poznań deklaruje pozostawienie trenera Żurawia na stanowisku, to nie deklaracje władz klubu są tu kluczowe. Istotne są wyniki, które wprowadzają niepokój, o ile nie panikę i to nie tylko wśród kibiców" Kolejorza", ale nawet piłkarzy. Wiemy, że są oni zdezorientowani obecną sytuacją. Chcą wygrywać tak, jak wygrywali w zeszłym roku. Chcą wiedzieć, jak to zrobić, a obecna niemoc ich irytuje. Piłkarze Lecha nie są pozbawieni ambicji, dokładnie odwrotnie - jest ona większa niż to, co mogą obecnie zdziałać.

To oczywiście obciąża trenera Dariusza Żurawia, który nie jest w stanie nakreślić im, co i jak mają grać, aby cel osiągnąć. Wynika to z wielu przyczyn, a jedną z nich jest problem komunikacyjny między nim a zawodnikami. Komunikacja nie wygląda idealnie, a obecny sztab trenerski nie do końca jest w stanie w tej sprawie pomóc.

Reklama

Trener Żuraw jest dla Lecha niezwykle ważny. Powody można wywnioskować z wypowiedzi, zachowań i relacji, jakie widać wewnątrz Lecha.

Trener Żuraw z wychowu własnego

Po pierwsze - to szkoleniowiec niemalże własny, przez Lecha ukształtowany, przypominający wychowanka klubowego. "Kolejorz" wzmocnienia zawodnikami z zewnątrz traktował zawsze i traktuje jako pewną konieczność, wynikającą z tego, że nie jest w stanie oprzeć całego składu na wychowankach. Z trenerami jest podobnie. 

Tu mamy istotny rozdźwięk między "Kolejorzem" a chociażby jego kibicami, od lat domagającymi się szkoleniowca z bardzo wysokiej półki, który poprowadziłby zespół z takim potencjałem do dawno oczekiwanych zaszczytów. A taki trener jest z zasady zewnętrzny. Lech obawia się podobnych wszczepień, zwłaszcza na tej newralgicznej pozycji. Woli szkoleniowca, który dopasuje się do Lecha, a nie odwrotnie. Stąd m.in. nie tylko zatrudnienie Dariusza Żurawia, ale zmiany w sztabie i całym pionie szkoleniowym. Mają one ujednolicić sposób działania klubu. Nazywam to "ajaksyzacją Lecha".

Po drugie - trener Żuraw jest zaufanym człowiekiem dyrektora sportowego Tomasza Rząsy, a dyrektor Rząsa ma bardzo wiele do powiedzenia. Dla właściciela i prezesa Piotra Rutkowskiego jest niezwykle istotną postacią w kwestiach sportowych, pozwala mu się w tym świecie poruszać. Po to go sprowadził, po to oddał w jego ręce istotną część kompetencji sportowych. Tezy, jakoby dyrektor Rząsa był jedynie figurantem w rękach prezesów Lecha i dekoracją, są zupełnie nieprawdziwe. Przeciwnie, jego zdanie jest niezwykle istotne w takich kwestiach jak trener i transfery. W praktyce oznacza to, że Dariusz Żuraw może stracić posadę wtedy, kiedy straci wsparcie Tomasza Rząsy. Na razie wciąż nic o tym nie wiadomo, a dyrektor Rząsa wokół trenera Żurawia zbudował cały plan.

Lech Poznań od ściany do ściany

Po trzecie - co wyartykuował już Piotr Rutkowski, Lech widzi sporo patologicznych decyzji, jakie podjął w latach 2018-2019 i wiąże je w największym stopniu z rotacjami na pozycji trenera. Prezes Rutkowski nazwał to nawet "odbijaniem się od ściany do ściany", czyli od skrajności w skrajność. Te skrajności to chociażby zatrudnienie dwóch diametralnie różnych szkoleniowców - Ivana Djurdjevicia i Adama Nawałki. Rozbujali oni Lecha niczym wahadło w dwie odmienne strony. Wniosek prezesa Rutkowskiego jest taki, że to zła droga. Szkoleniowiec powinien być jeden, zatrudniony na długo i kompatybilny z całą resztą szkolenia w klubie. W Dariuszu Żurawiu widziano i nadal widzi się taką osobę, która pozwoli osiągnąć upragnioną stabilizację.

Tylko, że to stabilizacja na poziomie nie do zaakceptowania. Lech zapomniał, że piłka nożna zasadza się na potężnych impulsach ambicjonalnych i emocjonalnych, dzięki którym zespół albo idzie w górę, albo w dół. Walka o trofea to walka na emocje i siłę mentalną, nie na stabilizację jako taką. Ona nie jest narzędziem do zwyciężania, pozwala jedynie na zachowanie spokoju. W futbolu, a zwłaszcza w futboliu takim jak polska Ekstraklasa spokój nie gwarantuje jednak sukcesy, niekiedy wręcz go uniemożliwia.

Czy trener Żuraw może zostać?

Obrona Dariusza Żurawia przez Lecha jest dlatego tak mocna, że jego zwolnienie oznaczałoby nie tylko wymianę jednego trenera na innego, może lepszego. Oznaczałaby jednocześnie kolejną redefinicję pionu sportowego Lecha, zmianę niemal wszystkiego. To nie jest tylko zmiana personalna, stąd deklaracje "Kolejorza" sprzed meczu z Radomiakiem, że Dariusz Żuraw zostaje do końca sezonu, nawet jeśliby odpadł z tego Pucharu Polski, czyli przegrał w zasadzie sezon. Deklaracje podparte tym, że w zeszłym roku Lech grał dobrze (czyli potrafi), a w 2019 roku trener Żuraw wyprowadził już raz zespół z zakrętu. Lech zapomina jednak, że były to wówczas inne okoliczności i początek pracy szkoleniowca, z wciąż aktualnym powiewem świeżości.

Dzisiaj Lech ma na jednej szali swoje starannie budowane założenia o unifikacji i stabilizacji, a na drugiej - wynik sportowy, który wymknął się spod kontroli, coraz realniejszą wizję kryzysu, którego może nie da się już zatrzymać i nie wiadomo, czym on się skończy oraz irytację piłkarzy, którzy pragną zwyciężać, a nie wiedzą jak. No i kibiców, którzy w sporej większości domagają się głowy trenera. I w tych okolicznościach Lech będzie decydował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje