Reklama

Reklama

​Tydzień czekał na ratunek. "Jak grał Górnik?" - spytał gdy do niego dotarli

Mija właśnie dokładnie pół wieku od nieprawdopodobnej historii Alojzego Piontka. Po tąpnięciu w kopalni Mikulczyce-Rokitnica, górnik tydzień wytrzymał na dole żywy. Pił własny mocz. Przy życiu trzymał go między innymi futbol.

30 marca 1971 roku na Górnym Śląsku niedowierzanie. Po 158 godzinach wyciągają na powierzchnię żywego człowieka: górnika, który przeżył katastrofę. Alojzy Piontek ma 37 lat. To wielki fan Górnika Zabrze. Na co dzień pracuje na kopalni jako rębacz.

Czekanie na cud

23 marca 1971 roku dochodzi do tragedii: zawał ściany wydobywczej i chodnika. Przysypuje 19 górników na pokładzie 508, czyli 780 metrów pod ziemią. Ośmiu z nich udaje się wyciągnąć szybko; w parę godzin po katastrofie. Co z pozostałymi?

Alojz zachowuje świadomość. W zawalonym chodniku zostaje przyciśnięty do ziemi styliskiem od łopaty. Przepiłowuje je blaszką od lampki górniczej na kasku. Ulga: można przeczołgać się do  nieprzysypanej niszy... Piontek jest uwięziony w małej szczelinie, która tworzy się w pogruchotanej ścianie. Lampka górnicza Piontka ciągle się pali, ale górnik wie, że musi oszczędzać światło. Używa jej, tylko kiedy zmienia pozycję. Wie, co się stało. Czeka na cud.

Reklama

Okazuje się, że niedaleko leży inny górnik Alfred Gebauer, który też przeżył wstrząs. Nie widzą się, tylko mogą usłyszeć. Od czasu do czasu zamieniają parę słów. Czekają.

Nic się nie dzieje.

Odwiedź moją rodzinę, Alojz

Górnicy słabną. Chce im się pić, czują suchość w gardle. Piontek nadgryza dziąsła i ssie krew. W desperacji sika do hełmu i pije mocz. Kilka razy.

Górnicy wiedzą, że koledzy będą ich szukać. Do zasypanych próbuje przebić się 150 ratowników. Ale zawał jest rozległy. Pracują jak szaleni, jednak brakuje czasu.

Gebauer jest w coraz gorszym stanie. Wie, że nadciąga koniec. Prosi Alojza o wspólną modlitwę. Chce żeby kolega - gdy go uratują - odwiedził jego żonę i dzieci. Żegna się i umiera.

Mijają kolejne dni. Piontek czeka w ciemnościach. Nic się nie dzieje. Wszystko mu się zlewa. Traci rachubę czasu. 24 marca, 25, 26, 27...

W tym czasie ratownicy odkopują kolejne zwłoki. Nadzieja gaśnie. Wreszcie 30 marca, kiedy ratownicy nie mają już nadziei, że można wyciągnąć jeszcze kogoś żywego, tuż po piątej rano kierujący akcją ratowniczą inżynier Alojzy Wylenżek wczołguje się do jakiejś szczeliny stworzonej przez potrzaskane elementy górniczej obudowy i... nagle słyszy słaby głos.

No co tam, do pierona, z wami!

Wylenżek przyjmuje to spokojnie, bo początkowo sądzi, że to... nawoływanie ratowników przebijających się z przeciwnej strony. Nagle zdumienie odbiera mu dech.

- Pomóżcie mi, nie mogą stond wyjść. To jo, Piontek...

Cisza. Ratownicy nie mogą uwierzyć. To pierwszy w historii górnictwa przypadek, kiedy zasypany górnik potrafi w tak małej przestrzeni przetrwać tak długo!

- No co tam, do pierona, z wami! Zawołajcie sztygara, jo żech jes tu łod wczoraj, łod drugiej zmiany.

Szok, niedowierzanie! Radosna wieść lotem błyskawicy wychodzi na powierzchnię. Poruszenie wśród czekających rodzin. Po 158 godzinach od katastrofy wyciągają człowieka! Piontek dostaje bandaż, którym sam zasłania sobie oczy.

Są dwie wersje, w jaki sposób zaraz po uratowaniu pyta o Górnika Zabrze.

Pierwsza: spytał o to, jak Górnik grał zaraz po tym jak do niego dotarli.

Druga: gdy wynoszą go na powierzchnię pyta o godzinę. Jest 6.05 rano.

- To wieczorem byda patrzył na mecz Górnika.

- Chopie, ten mecz już był. Będziesz oglądał trzeci mecz.

- Jak to trzeci?!

Poemat, książka, film, komiks

Alojz ciągle nie wie, jak długo był pod ziemią. O co chodzi z tym Górnikiem? To proste. W tym czasie odbywa się mecz w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Piontek żyje rywalizacją Górnika z Manchesterem City. Rok wcześniej zabrzanie przegrywają z tym samym rywalem 1-2 w finale PZP w Wiedniu. Już w kolejnej edycji nadarza się szansa do rewanżu. Piontek cieszy się, kiedy 10 marca, w pierwszym meczu Górnik pokonuje na Stadionie Śląskim rywala 2-0. Gole strzelają Włodzimierz Lubański i Erwin Wilczek. Rewanż, którego nie może zobaczyć, jednak dla Anglików. Wygrywają w takim samym stosunku. Potrzebny jest więc trzeci mecz.

Na razie jednak szaleństwo wokół Piontka. Staje się bohaterem. Jest jedynym uratowanym górnikiem z jedenastu, którzy pozostali pod ziemią. W szpitalu odwiedza go delegacja Górnika. Piontek szczęśliwy, może osobiście poznać  Włodzimierza Lubańskiego i Stanisława Oślizło. Po latach rozmawiałem o tym zdarzeniu z Lubańskim, nie mógł uwierzyć, że można być aż takim maniakiem piłki nożnej. O Piontku powstają poemat, książka, film, nawet... komiks!  Ludzie zaczynają plotkować, że górnik na swej sensacyjnej historii dorabia się fortuny. Gierek w nagrodę ma mu dać domek z ogródkiem i maluchem. To jednak brednie.  

***

Trzeci mecz w Kopenhadze, na Idraetsparken zabrzanie przegrywają 1-3, jedynego gola strzela Lubański. Alojz Piontek już nigdy nie zjeżdża na dół. Natychmiast zostaje przeniesiony na rentę z powodu urazu psychicznego i objawów pylicy. Mieszka w trzypokojowym mieszkaniu. Umiera w 2005 roku.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL