Reklama

Reklama

Koronawirus w piłce. Białorusini grają dalej, trener Jasiński wyjaśnia

Epidemia koronawirusa nie odpuszcza, ale Białorusini zdają się na nią nie reagować i jako jedyni w Europie grają w piłkę. Wczoraj zakończyli 3. Kolejkę ekstraklasy, niespodziewanym liderem został Energetyk BGU, a ciekawą teorię na temat prowadzenia ligi w pandemii wygłosił trener FC Witebsk Siergiej Jasiński, który w latach 1990-1992 grał w Jagiellonii.

W kraju rządzonym przez Aleksandra Łukaszenkę udokumentowano 562 przypadki zakażeń na koronawirusa. Część kibiców protestowało przed kontynuowaniem rozgrywek piłkarskich. Białoruś do końca doprowadziła ligę hokejową i taki sam zamiar ma co do piłkarskiej.

Reklama

Trener Witebska, po wyjazdowej wygranej 1-0 nad FK Smalawiczy, został zapytany o to, czy jest sens podejmować ryzyko gry w piłkę, podczas koronawirusa. Jasiński wygłosił ciekawą teorię.

- Nasze piłkarskie środowisko jest niewielkie i odizolowanie - 500 ludzi. To mniejsza społeczność niż ta fabryk, czy zakładów pracy, które również działają bez przeszkód - powiedział trener Witebska. - Na dodatek każdy z piłkarzy jest pod stałą opieką lekarzy. Zawodnicy nigdzie nie chodzą - bary i kawiarnie są pozamykane.

- Oczywiście, sami piłkarze również mają obawy, żyją w izolacji. Żadnych zachorowań w śród nich na razie nie ma. Uważam, że dopóki nikt nie zachoruje, to trzeba grać. Teraz jeszcze mocniej będzie świeciło słońce, a ono zabija wirusy. Gdyby to ode mnie zależało, to ja bym grał dalej. A kibice niech zostaną w domach i oglądają nas w telewizji - apeluje Jasiński, w związku z faktem, że w Białorusi stadiony pozostają otwarte dla kibiców.

- W przypowieści mędrzec rzekł, że na skutek epidemii umrze pięć tysięcy ludzi. Tymczasem zmarło 15 tysięcy. Przyszli z reklamacją niedowiarki: "Obiecałeś, że będzie mniej ofiar". "Wszystko się zgadza. Powiedziałem pięć tysięcy i na epidemię właśnie tyle umarło. Pozostali umarli ze strachu" - odparł im mędrzec. I miał rację, bo strach, panika są gorsze od epidemii - opowiadał Jasiński.

- Oczywiście, koronawrius to poważna sprawa, trzeba z nim walczyć, ale to nie oznacza, że należy wszystko inne rzucić, zaniedbać - uważa białoruski szkoleniowiec.

Co ciekawe, mecz ze FK Smalawiczy Witebsk miał pierwotnie zagrać u siebie, ale nie pozwolił na to nawrót zimy, opady śniegu. Ze względu na stan boiska nie udało się zawodów przenieść do Borysowa, dlatego skończyło grą w Smolewiczach.



MiBi

Dowiedz się więcej na temat: Siergiej Jasiński | Jagiellonia Białystok

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje