Reklama

Reklama

Wisła Płock - Korona Kielce 1-4 w 27. kolejce Ekstraklasy

Wisła Płock przegrała u siebie z Koroną Kielce aż 1-4 w meczu 27. kolejki Ekstraklasy. Kielczanie pod wodzą Macieja Bartoszka odnieśli wysokie i ważne zwycięstwo. Mecz zostanie zapamiętany z uwagi na bramki rodem z komedii.

Zapis relacji z meczu Wisła Płock - Korona Kielce

Relacja z meczu na urządzenia mobilne

Reklama

Pierwszych pół godziny nie wskazywało na sposób, w jaki zakończy się spotkanie w Płocku. Korona wyglądała dokładnie tak jak przed pandemią - była bezzębna, anemiczna w ataku i dziurawa w defensywie. Jednak końcowe minuty pierwszej połowy odmieniły losy meczu i w drugiej części kibice zobaczyli zupełnie inną wersję Korony.

Dla kielczan starcie zaczęło się bardzo niekorzystnie. Już po kwadransie koszmarny błąd popełnił Adnan Kovaczević. Kapitan Korony z niewiadomych przyczyn zupełnie zignorował lecącą do niego piłkę w polu karnym. Dopadł do niej 17-letni Dawid Kocyła i pewnym strzałem umieścił w bramce. To pierwszy gol młodego napastnika, który zimą trafił do Płocka z GKS-u Bełchatów.

Chwilę później "Nafciarze" mogli podwyższyć prowadzenie, gdy strzał Damiana Michalskiego odbił się od ręki Michaela Gardawskiego. Sędzia Krzysztof Jakubik nie uważał jednak, by były podstawy do podyktowania jedenastki.

Po pół godzinie gry arbiter zarządził przerwę na uzupełnienie płynów, po której mecz wyglądał już zupełnie inaczej. W pierwszej akcji Petteri Forsell doskonale zacentrował na bliższy słupek, a tam niepilnowany był Kovaczević. Rosły obrońca mocno uderzył głową i doprowadził do wyrównania, rehabilitując się za błąd przy utracie gola.

Cztery minuty później było już 2-1 dla Korony, bowiem ponownie nie popisała się defensywa Wisły. Co prawda ładnie rozegrali piłkę między sobą Forsell z Marcinem Cebulą, lecz akcję powinien przerwać Angel Garcia. Ten z całej siły kopnął piłkę prosto w Cebulę i skrzydłowy miał przed sobą tylko bramkarza. Uderzył pod poprzeczkę, wyprowadzając Koronę na prowadzenie.

W drugiej połowie Wisła chciała ruszyć do przodu, ale nie mogła odrobić strat, skoro w defensywie popełniała błędy nieprzystające nawet b-klasowym zespołom. Już wcześniejsze gole padały po błędach obrony, ale wideo z trzeciej bramki dla Korony śmiało może kandydować do tytułu "Piłkarskie Jaja Miesiąca Maja".

Najpierw dość prostą piłkę "wypluł" przed siebie Thomas Daehne. Alan Uryga chciał spokojnie wybić ją na rzut rożny, ale... trafił w słupek swojej bramki. Do futbolówki dopadł Forsell i między nogami dwóch zawodników umieścił ją w siatce! 3-1 dla Korony.

Podopieczni Macieja Bartoszka złapali wiatr w żagle i przypieczętowali zwycięstwo w końcówce meczu. Po kontrataku w pole karne wpadł Jacek Kiełb i oddał mocne uderzenie. Daehne mógł je obronić, ale piłka po drodze odbiła się jeszcze od Jakuba Rzeźniczaka i wpadła do bramki! 4-1.

W doliczonym czasie gry Wiśle Płock mogła jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, bowiem sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką Mateusza Spychały. Po chwili obejrzał jednak nagranie w systemie VAR i cofnął swoją decyzję.

Kielczanie odnieśli bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o utrzymanie. Do bezpiecznej pozycji Korona traci dwa punkty. "Nafciarze" są dwie pozycje wyżej i mają siedem punktów przewagi nad strefą spadkową.

Wojciech Górski

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | Wisła Płock | Korona Kiecle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje