Reklama

Reklama

Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok 4-0. Kanonada w stolicy

Legia Warszawa zmniejsza stratę do Piasta Gliwice. Wicemistrzowie Polski tracą do lidera rozgrywek już tylko trzy punkty. W niedzielny, walentynkowy wieczór Legia wygrała 4-0 z Jagiellonią Białystok, a dwa gole dla gospodarzy strzelił Nemanja Nikolić.

Nikolić ma już w swoim dorobku 23 gole. Po raz ostatni tyle goli w jednym sezonie strzelił Paweł Brożek, było to aż osiem lat temu. Snajper Legii na pewno poprawi jeszcze swoje osiągnięcie. Do zakończenia sezonu pozostało jeszcze piętnaście spotkań. Jego passę może zatrzymać tylko kontuzja lub... transfer zagraniczny. O możliwym odejściu Nikolicia mówił niedawno Bogusław Leśnodorski. Napastnikiem interesują się chińskie kluby, a oferowane przez nich pieniądze mogą wszystkim zawrócić w głowie, co przed rokiem pokazał przykład Miroslava Radovicia.

Nowi bez błysku

Reklama

Podczas ligowej zimy w Legii doszło do prawdziwej rewolucji. Wicemistrzowie Polski ściągnęli pięciu nowych piłkarzy, klub opuścili m.in. Michał Żyro i Duszan Kuciak a Ivica Vrdoljak został przesunięty do rezerw. Walentynkowy mecz z Jagiellonią w wyjściowym składzie rozpoczęli tylko Artur Jędrzejczyk i Adam Hlousek, który zajęli miejsca po obu bokach defensywy. Na ławce usiadł Kasper Hamalainen. Poza składem znaleźli się Ariel Borysiuk, pokutujący za nadmiar kartek jeszcze z czasów gry w Lechii Gdańsk oraz kontuzjowany Jarosław Niezgoda.

O grze dwóch obrońców ciężko powiedzieć cokolwiek odkrywczego. Jagiellonia niezbyt często atakowała bramkę Legii, więc Jędrzejczyk i Hlousek nie mieli wielu okazji, żeby się wykazać. Z kolei Hamalainen pojawił się na boisku już przy stanie 3-0, kiedy tempo ataków Legii było już wyraźnie słabsze. Mimo tego Fin raz błysnął indywidualnymi umiejętnościami i gdyby wcześniej podał piłkę do jednego z kolegów, mógł w debiucie zapisać asystę.

Wywrotki Madery i Mackiewicza

Legia wysoko i pewnie ograła gości z Białegostoku, ale o wyniku tak naprawdę przesądziły trzy potężne katastrofy w wykonaniu zawodników Jagi - Sebastiana Madery na początku, Kamila Mackiewicza pod koniec pierwszej połowy oraz Przemysława Frankowskiego po niespełna kwadransie gry po przerwie. Za nim na dobre rozpoczęło się spotkanie Legia prowadziła 1-0. Michał Kucharczyk posłał niespecjalnie groźne dośrodkowanie w pole karne. Wtedy ni stąd ni z owąd poślizgnął się Madera i piłka wylądowała pod nogami Nemanji Nikolicia. Serb z węgierskim paszportem nie marnuje takich prezentów. Nikolić spokojnie przyjął sobie piłkę i mocno uderzył po ziemi. Bartłomiej Drągowski był bezradny.

Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Z kolei gdyby nie druga wywrotka Jagiellonia w lepszych nastrojach schodziłaby do szatni. To był perfekcyjny kontratak w wykonaniu ekipy Michała Probierza. Zaczęło się od świetnego podania Konstantin Vassiljev do Fedora Cernycha. Były zawodnik Górnika Łęczna przepchnął Michała Pazdana i pognał po skrzydle. W środku biegł niekryty Karol Mackiewicz. Litwin dostrzegł partnera i wyłożył piłkę koledze z drużyny. Mackiewicz zamiast jednak wbić futbolówkę po siatki, wywrócił się.

Katastrofa Frankowskiego

Trzecia białostocka katastrofa to już sytuacja żywcem wyjęta z futbolowych jaj. Po rzucie rożnym Frankowski tak wycofywał piłkę zagraniem głową, że zagrał prosto do... Nikolicia. Zrobiło się 3-0 i Jagiellonia mogła już na dobre zapomnieć o ugraniu czegokolwiek przy Łazienkowskiej. Wynik meczu ustalił na parę minut przed końcem Tomasz Jodłowiec, popisując się mocnym strzałem z dystansu.

A gdyby patrzeć na statystykę, to Jaga miała prawo myśleć o ugraniu czegoś przy Legii. Z ostatnich pięciu meczów u siebie Legia tylko raz pokonała Jagiellonię, w poprzednim sezonie w rozgrywkach grupy mistrzowskiej 1-0. Co warte podkreślenia mecz zakończył się wielką awanturą, w której udział brał m.in. Drągowski, swoje dorzucił też Michał Probierz, zarzucając sędziemu stronnicze prowadzenie meczu.

Dziś sędziowanie nie miało znaczenia, a po zakończeniu meczu Probierz mógłby co najwyżej powiedzieć, że został okradziony z punktów przez trójkę swoich piłkarzy - Maderę, Mackiewicza i Frankowskiego.

Z Warszawy Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje