Partner merytoryczny: Eleven Sports

Koronawirus w piłce. Joao Nunes: Zamknęli Akropol

Portugalski piłkarz Joao Nunes przez trzy lata występów w Lechii Gdańsk zyskał ogromną sympatię kibiców. Nauczył się języka, polskiego hymnu, a pucharowy sukces uczcił tatuażem. Teraz gra w Panathinaikosie Ateny, gdzie brakuje mu sklepów pewnej portugalskiej sieci handlowej.

Wisła Kraków. Piłkarze zgodzili się na redukcję pensji. Wideo/INTERIA.TV

Maciej Słomiński, Interia: Słyszymy o przypadkach koronowirusa w całej Europie, ale z Grecji jakby rzadziej dochodzą wiadomości o tym. Jak wygląda sytuacja w Atenach?

Joao Nunes, piłkarz Panathinaikosu Ateny: Rzeczywiście, w Grecji wirus rozprzestrzenia się jakby wolniej (do niedzieli 1735 zachorowań, w przeliczeniu na milion mieszkańców więcej niż w Polsce - red.).

Czy to dlatego, że działa popularne greckie sformułowanie to "siga-siga", czyli "powoli, nie spiesz się"? 

- Gdy tego wymagała sytuacja, rząd od razu zamknął szkoły, restauracje, bary i lotniska. To ciężkie dla południowców nie móc wypić popołudniowej kawy w ulubionej tawernie.

Język polski opanowałeś dość szybko, a jak się ma sprawa z greckim?

- Uczęszczam na lekcje, zaczynam łapać, chociaż nie jest lekko. Nie pomaga grecki alfabet, inny od naszego.

Jak wygląda pandemia w twej rodzinnej Portugalii?

- Z racji bliskiego sąsiedztwa Hiszpanii sytuacja jest bardzo trudna. Nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego nie zahamowało pandemii. Słyszałem o kilku przypadkach, gdy ludzie lekceważyli wirusa, aż zapukał do ich drzwi. Dosłownie.

Jak ty sobie radzisz?

- Nie jest łatwo siedzieć w domu. Trzy razy w tygodniu uprawiam yogę. Każdego dnia realizuję program treningowy, jaki wysłali mi trenerzy na whatsAppie. Mamy sesję treningowe sześć razy w tygodniu. Nadrabiam zaległości czytelnicze i filmowe.

Co czytasz i oglądasz?

- Wczoraj listonosz przyniósł pięć nowych książek, na pewno przydadzą się na czas kwarantanny. Jedna z nich to "Tatuażysta z Auschwitz". Jeśli chodzi o seriale, nie będę odkrywczy, głównie Netflix - "Dom z papieru" i wcześniej "Lucyfer".

Czy Gdańsk, gdzie żyłeś trzy lata wytrzymuje porównanie z Atenami, gdzie mieszkasz teraz?

- To zupełnie inne miasta. Przez trzy lata pobytu zakochałem się w Gdańsku, to miejsce zmieniało się z dnia na dzień. Ateny to miasto o wiele starsze, na każdym kroku czuć tu historię, bardzo zatłoczone i głośne. Oczywiście o wiele bardziej pasuje mi grecka pogoda,  podobna do portugalskiej.

Pogoda może i lepsza, ale z tego, co wiem nie ma tam pewnej portugalskiej sieci spożywczej.

- (Śmiech). No tak, strasznie brakuje mi tutaj tygodnia portugalskiego w "Biedronce"!

Udało się trochę pozwiedzać Ateny?

- W centrum, gdzie nie spojrzysz są zabytki. Gdy przyjechałem do Aten negocjować kontrakt udało mi się wejść na Akropol. Dobrze, że to zrobiłem, bo teraz jest zamknięty i nie wiadomo, kiedy otworzą go znów.

W barwach wszechateńskich “Koniczynek" rozegrałeś w lidze do tej pory 10 meczów. To niezbyt wiele.

- Moim zdaniem, mogłem grać więcej. Zanotowaliśmy słabe wejście w sezon, to nie pomogło. Im dalej w las, tym grałem więcej.

Nie narzekasz na brak znajomych z ligi polskiej. Dominik Nagy i Carlitos grali w Legii Warszawa, teraz są twoimi kolegami klubowymi.

- Dominik z miejsca wskoczył do składu, odgrywa u nas znaczącą rolę. Sytuacja Carlitosa jest zgoła odmienna. W bieżącym sezonie grał już dla dwóch klubów i może wystąpić dopiero w kolejnych rozgrywkach. Jest jeszcze Karol Świderski, który jest głównym napastnikiem w PAOK Saloniki.

Mówisz o napastnikach z polskiej ligi. Który z nich sprawił ci najwięcej kłopotów, gdy przez trzy lata broniłeś dostępu do bramki Lechii Gdańsk?

- Ciężkie pytanie. Chyba Marcin Robak, gdy grał w Lechu Poznań. Bardzo doświadczony, silny i skuteczny. Trudno go było upilnować.

Jakbyś porównał poziom ligi greckiej do Ekstraklasy?

- Zaskoczę cię, ale liga polska jest szybsza, jest więcej agresji. Z kolei w Grecji większy nacisk kładzie się na taktykę.

Z Lechii przeszedłeś do Panathinaikosu. Czy to podobne barwy kierowały twoim wyborem?

- Po fiasku negocjacji z Lechią miałem kilka ofert. Między innymi z Ekstraklasy, Portugalii, Rosji, Grecji. Długo się zastanawiałem, po czym zdecydowałem się na "Koniczynki". Jeśli chodzi o kolory, przed przyjściem do Polski grałem w Benfice, ale jestem wychowankiem i kibicem Vitorii Setubal, która tak jak PAO i Lechia gra w biało-zielonych strojach.

Na ogromny Stadion Olimpijski w Atenach może wejść ponad 70 tysięcy widzów. Na meczach Panathinaikosu pojawia się jednak garstka fanów. Co jest tego przyczyną?

- Nie chodzi o cenę biletów. Trwa konflikt między kibicami a właścicielem klubu, stąd pustki na trybunach. Gdy gramy z silniejszymi rywalami, przychodzi trochę więcej kibiców. Na nasz mecz z PAOK-iem przybyło około 20 tysięcy fanów.

W przerwanym sezonie byliście osiem punktów za wspomnianym PAOK-iem i aż 22 za lokalnym rywalem - Olympiakosem Pireus.

- Te kluby są w lepszej sytuacji finansowej niż nasza. My też mamy dobry zespół i w rzeczywistości ich przewaga nie jest aż tak duża jak w tabeli. W lutym pewnie wygraliśmy 2-0 z klubem z Salonik. Wcześniej zremisowaliśmy 1-1 z Olympiakosem, a nasz włoski napastnik Federico Macheda nie wykorzystał rzutu karnego.

Macheda jest wiceliderem tabeli strzelców z 12 golami. Kiedyś był wielką nadzieją Manchesteru United. Kozak?

- Świetny zawodnik i już bardzo doświadczony. Nawet jak nie zdobywa bramek, odgrywa w naszej drużynie ogromną rolę.

W Atenach twoim trenerem jest były świetny grecki piłkarz Jorgos Donis. Jakbyś krótko scharakteryzował szkoleniowców, z którymi pracowałeś w Polsce?

- Każdy był zupełnie inny. Za Piotra Nowaka mieliśmy piłkę przez większość meczu, myślę że to się dobrze oglądało. Adam Owen to bardzo dobry człowiek, do teraz czasem z nim rozmawiam. Miał dobry pomysł na drużynę, jednak przejął ją w trudnym momencie. Nie miał wyników i klub się z nim rozstał. Piotr Stokowiec to wielki profesjonalista, przywiązuje wielką wagę do detali, u niego każda sekunda meczu i treningu jest ważna.

Nie wiem czy śledzisz losy Lechii, zimą doszło do sporych zmian składzie.

- Oglądam mecze byłych  kolegów kiedy tylko mogę. Wiem, że do Gdańska przyszedł Zé Gomes. To wielki talent, ma dużo jakości i dobry charakter do piłki. Jeśli tylko rozgrywki zostaną wznowione, pokaże klasę.

Flavio Paixao stał się za życia legenda Lechii, ale nie brakuje innych portugalskich akcentów w Ekstraklasie.

- W Pogoni Szczecin gra Tomek Podstawski, który był kapitanem naszej drużyny juniorów, gdy zdobyliśmy wicemistrzostwo Europy juniorów do lat 19 w 2014 roku.

Jak się trzyma twój pucharowy tatuaż? Nie zszedł jeszcze?

- O to chodzi w piłce, o wygrywanie trofeów. Postanowiłem upamiętnić zdobycie Pucharu Polski tatuażem. To był piękny dzień!

Zyskałeś wielki szacunek kibiców w Gdańsku nie tylko piękną grą, ale również tym, że nauczyłeś się płynnie mówić po polsku. Przed meczem rozgrywanym w Święto Niepodległości śpiewałeś nawet nasz hymn.

- Ta melodia wciąż chodzi mi po głowie. Nie pamiętam wszystkich słów, ale większość tak. Nie wstydziłem się mówić, to jest najważniejsze. Robiłem i wciąż robię wiele błędów. Teraz mój trening języka polskiego to głównie codzienne rozmowy pisanie wiadomości z moją dziewczyną.

Na koniec pytanie frapujące od lat cały futbolowy świat. Muszę je zadać, chociaż domyślam się, co odpowiesz jako Portugalczyk: Messi czy Ronaldo?

- Obaj są niesamowici. Tak jak podejrzewałeś wybieram Ronaldo. To przykład do naśladowania na boisku i poza nim. To, jak pracował na swój sukces, jak bardzo go pragnął, to cenna lekcja dla nas wszystkich. Piłkarzy i nie tylko.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Joao Nunes/AFP
Pamiętaj!/INTERIA.PL
INTERIA.PL

Zobacz także

Sportowym okiem