Reklama

Reklama

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 4-2 w 23. kolejce Ekstraklasy

Fatalne boisko w Kielcach, które bardziej przypominało klepisko, nie przeszkodziła Koronie i Lechii stworzyć ciekawego widowiska. Po pełnym emocji meczu gospodarze wygrali 4-2, a hattricka strzelił Airam Cabrera. To pierwsze zwycięstwo kielczan na własnym stadionie od 19 lipca.

Ekstraklasa - terminarz, wyniki, tabela

"Czy Piotr Nowak nie zaryzykował zbyt bardzo?" - takie pytanie zadawali sobie gdańscy kibice tuż przed meczem. Bo szkoleniowiec, który niemal całą karierę spędził w USA, konsekwentnie wdraża ustawienie 3-5-2. Problem jednak w tym, że w drugiej linii występują niemal sami gracze ofensywni.

Przeciwko Koronie w wyjściowym składzie znaleźli się m.in. Milosz Krasić, Sebastian Mila, Sławomir Peszko, Lukasz Haraslin, Flavio Paixao czy Grzegorz Kuświk. Nazwiska muszą robić wrażenie, ale pierwsza połowa pokazała, że zbyt wielu ofensywnych graczy oznaczają duże problemy z tyłu.

Reklama

I Lechia długo nie mogła złapać właściwego rytmu. Dobrze radzili sobie natomiast gospodarze, którzy atakowali głównie skrzydłami, bo właśnie tam goście mieli największe braki. I taka taktyka przynosiła nadspodziewanie dobre efekty, bo to Korona zdominowała rywala już od początku.

W ósmej minucie Łukasz Sierpina wpadł w pole karne, a chyba niepotrzebnie z bramki wychodził Marko Marić, który sfaulował zawodnika gości. Do rzutu karnego podszedł Airam Cabrera, a po chwili cieszył się z szóstego gola w sezonie. Tym samym Hiszpan jest najlepszym strzelcem zespołu.

Lechiści powoli łapali wiatr w żagle, a ich kolejne akcje były coraz składniejsze. Kluczowa okazała się 34. minuta, w której po stałym fragmencie gry najwyżej wyskoczył Grzegorz Wojtkowiak i głową strzelał w stronę bramki Zbigniewa Małkowskiego. I nie wiemy, czy bramkarz gospodarzy popełnił aż tak fatalny błąd, czy przeszkodziła mu w tej akcji kiepska murawa. Małkowski prawie nie wyskoczył, a ugrzązł w błocie przed bramką i tylko lekko dotknął piłki.

Lepiej grająca Korona straciła bramkę i po pierwszej części mogła nawet przegrywać. Tuż przed przerwą faulowany był Sławomir Peszko, a z rzutu wolnego niecelnie uderzył Daniel Łukasik.

W dodatku w pierwszej połowie z boiska powinien wylecieć Bartosz Rymaniak. Obrońca Korony bardzo ostro sfaulował Lukasza Haraslina, a sędzia ukarał go tylko żółtą kartką.

Arbiter oszczędził piłkarza gospodarzy, ale dla gracza gości był już bezwzględny. Tuż po zmianie stron Gerson w bezczelny sposób chciał zatrzymać kontratak Korony i nadepnął na Achillesa Cabrery, a sędzia natychmiast wyrzucił go z boiska.

Gospodarze mieli doskonałą okazję, bo faul miał miejsce 18 metrów przed bramką. Nabil Aankour uderzył precyzyjnie i trafił... w rękę stojącego w murze Grzegorza Kuświka. Gwizdek sędziego Musiała najpierw milczał, a po chwili arbiter dostał w słuchawce informację od asystenta i podyktował rzut karny.

Do jedenastki podszedł nie kto inny, tylko Cabrera i znów był bezbłędny.

Mało? 10 minut później Korona atakowała prawą stroną, Sierpina wrzucił piłkę w pole karne, a na miejscu był, rzecz jasna, Cabrera. Z najbliższej odległości trafił do siatki, a tym golem skompletował hat-tricka!

Korona nie zwalniała tempa, a goście osłabieni stratą jednego zawodnika z rzadka przedostawali się pod pole karne. W 72. minucie Sierpina delikatnie wrzucił piłkę w pole karne, a Mario Malocza strzelił bramkę samobójczą. Zupełnie nieatakowany głową skierował piłkę do własnej siatki.

Wydawało się, że jest po meczu, ale genialnie w polu karnym gospodarzy zachował się Kuświk. Napastnik spokojnie przyjął piłkę, nikt go nie atakował, obrócił się w stylu Zinedina Zidane'a i delikatnie uderzył obok słupka.

Goście rzucili się jeszcze do rozpaczliwych ataków, ale gole już nie padły. Po pełnym emocji meczu Korona zasłużenie wygrała 4-2.

Na zwycięstwo na własnym obiekcie kielczanie czekali od 19 lipca 2015 roku. Ostatnio wygrali tutaj w... 1. kolejce, a ich rywalem była Jagiellonia Białystok (3-2).

Powiedzieli po meczu:

Piotr Nowak (trener Lechii): "Musimy dokładnie przeanalizować to spotkanie i popracować nad tym, byśmy lepiej wchodzili w mecze czy drugie połowy. Poza tym w meczu z Koroną zbyt wolno przechodziliśmy z piłką z jednej strefy do drugiej i to było dla nas sporym problemem. O losach meczu zaważyły dwa rzuty karne. Były one zupełnie niepotrzebne. Po stracie pierwszej bramki dość szybko opanowaliśmy nerwy i złapaliśmy swój rytm. Mieliśmy swoje sytuacje, które powinniśmy wykorzystać.

- W drugiej części spotkania szybko straciliśmy Gersona po czerwonej kartce i bramkę na 1:2, ale nie poddaliśmy się. Atakowaliśmy i przez to zbytnio się otworzyliśmy. Przy stanie 1:2 powinniśmy zagrać mądrzej. Naszym największym problemem w meczu z Koroną było to, że zaczęliśmy zbyt wolno, podobnie jak w poprzednim spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z tego brały się później błędy, które musimy wyeliminować".

Marcin Brosz (trener Korony): "Zwycięstwo z Lechią chciałbym zadedykować naszym kibicom. Długo czekali na wygraną, ale zawsze nas wspierali, za co chciałbym im bardzo podziękować. Ta wygrana jest dla nas bardzo cenna. Pokonaliśmy bardzo silny zespół z reprezentantami kraju w składzie i z tego powodu jesteśmy bardzo szczęśliwi. To spotkanie miało swoich wielu bohaterów, a ja chciałbym powiedzieć o tych, którzy byli tymi cichymi. Mowa o Zbyszku Małkowskim, który świetnie regulował tempo gry, i o Bartku Rymaniaku, który dobrze wypełnił swoje zadanie w defensywie, gdzie nie miał łatwo. Rywalizował z Lukasem Haraslinem i Sławomirem Peszką". 

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 4-2 (1-1)

Korona Kielce - Lechia Gdańsk -> zobacz raport pomeczowy

Dowiedz się więcej na temat: Korona Kielce | Lechia Gdańsk | Ekstraklasa | Marcin Brosz | Piotr Nowak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama