Reklama

Reklama

​Kiko Ramirez: Przekonanie Imaza i Carlitosa do przenosin do Polski to było wiele telefonów. Nawet do żon

- Uważam, że Radosław Sobolewski prędzej czy później zasiądzie na ławce Wisły Kraków w roli pierwszego trenera. Jestem o tym przekonany - mówi Interii Kiko Ramirez, były szkoleniowiec "Białej Gwiazdy". Hiszpan przyznaje też, że doradza obecnie Rakowowi Częstochowa i mocno wierzy w ten zespół.

Hiszpański trener Kiko Ramirez pracował w Wiśle Kraków od stycznia do grudnia 2017 roku. Jest przez kibiców wspominany ciepło nie tylko z racji wyników w trudnym dla klubu czasie, ale przede wszystkim ze względu na udane ruchy transferowe, jakie wtedy poczyniła "Biała Gwiazda". W rozmowie z Interią Hiszpan wspomina, jak w tamtym okresie Wisła była w stanie ściągać zawodników, którzy zyskiwali potem w Ekstraklasie status gwiazd, za relatywnie niewielkie pieniądze. Mowa przede wszystkim o Carlitosie, ale innym przykładem był choćby Jesus Imaz. Ramirez w pewnym sensie wspiera też Petera Hyballę. Jego zdaniem, zagraniczny trener w Ekstraklasie staje przed niemałym wzywaniem, by przekonać do siebie środowisko.  

Reklama

- Śledzę to, co dzieje się w Wiśle. Jestem na bieżąco. Chciałbym aby "Biała Gwiazda" wróciła w przyszłości między topowe drużyny - podkreśla na wstępie Ramirez.

Zaufanie dla zagranicznego trenera

Hiszpan doskonale wie, że niespełna pół roku temu Wisła Kraków znów zdecydowała się sięgnąć po zagranicznego szkoleniowca. Przed kilku laty mocno postawiono na opcję hiszpańską, gdy najpierw ściągnięto Ramireza, a potem Joana Carrillo. Ostatnio zdecydowano się natomiast na eksperyment z trenerem z Niemiec. Peter Hyballa na początku budził entuzjazm, ale po serii słabszych wyników musi mierzyć się z falą krytyki z każdej strony. Zarówno ze strony mediów i kibiców, jak i z domniemaną opozycją wewnątrz klubu.

 - Praca trenerska generalnie nie jest łatwa. A już bycie obcokrajowcem i trenerem w innej lidze, tym bardziej. Wobec trenerów z własnego kraju ludzie mają dużo więcej cierpliwości - ocenia Ramirez. - I generalnie raczej obdarzają ich większym zaufaniem. Chciałbym, aby ludzie decyzyjni w polskim futbolu bardziej ufali zagranicznym trenerom. A jednocześnie, by również ufali tym krajowym - apeluje.

Po czym przyznaje: - Ja też nie miałem swego czasu w Wiśle łatwo. Choć jednocześnie była to praca niezwykle satysfakcjonująca.

Ramirez podaje przykład ze swojego "podwórka". - W Hiszpanii mieliśmy sporą zmianę jakościową w naszym futbolu przed 20 laty - właśnie dzięki trenerom zagranicznym. Wylądowali na hiszpańskiej ziemi trenerzy, którzy przywieźli nowe inspiracje taktyczne. Uważam, że wszystkie kraje powinny być otwarte na takie zmiany.

Sam swego czasu sporo zaryzykował, przeprowadzając się w 2017 roku wraz z całą rodziną na drugi koniec Europy, z Katalonii do Krakowa. Wspomina na co mocno postawił wówczas jako trener. - Szkoleniowiec powinien mieć za cel tworzenie relacji. Zarówno z szatnią, jak i otoczeniem zespołu, kibicami. Taka jedność elementów tworzących klub jest bardzo ważna - ocenia. - A to, czy potem grasz lepiej, czy gorzej, to już inna kwestia. Ja ze swojej strony zrobiłem swego czasu wszystko, by stworzyć taką relację. I myślę, że mi się udało. Inną sprawą jest, czy komuś podoba się preferowany przeze mnie styl gry czy metody pracy.

Polacy nie tacy sceptyczni

Zapytaliśmy Ramireza, czy prawdą jest, że polscy piłkarze są raczej nieufni wobec rewolucyjnych pomysłów proponowanych czy implementowanych przez zagranicznych szkoleniowców. Dużo się ostatnio mówi o tym, że Hyballa zmaga się z pewnym murem wątpliwości w szatni Wisły, w dużej mierze tworzonym przez polskich zawodników.

- Nie uważam tak. Ja postrzegam polskich zawodników jako tych, którzy chcą się uczyć. Mam świetne wspomnienia, jeśli chodzi o współpracę z polskimi doświadczonymi piłkarzami czy klubowymi legendami z Wisły. Uważam, że bardzo dobrze dogadywałem się z Pawłem Brożkiem, Arkiem Głowackim czy Maćkiem Sadlokiem i Krzysztofem Mączyńskim. Oni doceniali pracę, którą wykonywaliśmy - twierdzi Ramirez.

Telefony do żon

Kibice Wisły od pewnego czasu zachodzą w głowę, jak to możliwe, że w czasach, gdy krakowski klub zalegał piłkarzom z pensjami nawet po trzy miesiące i więcej, a wśród jego działaczy funkcjonowały osoby związane z kibolami, jedna przynajmniej rzecz była mniej zdezorganizowana, niż obecnie. Polityka transferowa. Choć brzmi to paradoksalnie, to w tamtym czasie krakowski klub miał więcej szczęścia na rynku wzmocnień, niż w ostatnich okienkach transferowych.   

Wystarczy spojrzeć na nazwiska. Za kadencji Ramireza do krakowskiego klubu trafili tacy zawodnicy, jak Carlitos - przyszły król strzelców, Julian Cuesta, Jesus Imaz, Fran Velez, Pol Llonch czy Vullnet Basha. Każdy z nich był przynajmniej solidnym ligowcem, a niektórzy po prostu podbili Ekstraklasę. Tymczasem ostatnio krakowski klub zaliczył tak fatalne okienko transferowe, że trudno nawet porównywać te wzmocnienia.

 - Oni zaryzykowali przenosząc się do Polski. W Hiszpanii wciąż jest wielu niedrogich, a wartościowych zawodników. Tyle tylko, że ktoś musi im zaufać. A także trzeba ich umieć przekonać - mówi Ramirez, zaznaczając, że "przekonać" to w tym przypadku słowo-klucz. - Trudno jest namówić hiszpańskiego zawodnika za stosunkowo niewielkie pieniądze do zagranicznego transferu, jeżeli nie ma kogoś, kto go zrozumie, przekona. Jasne, za naprawdę dobre pieniądze łatwo pójdzie za granicę wielu. Ale sztuką jest zrobić to za mniejsze fundusze.

Oczywiście w czasach rządów byłego dyrektora sportowego Wisły Manuela Junco - który ściągnął do klubu Ramireza - też zdarzały się transferowe niewypały. Wystarczy przypomnieć sobie Victora Pereza, czy Ze Manuela którzy kompletnie nie odnaleźli się w Ekstraklasie. Albo zupełnie kuriozalne ściągnięcie z Ameryki Południowej Evera Valencii i Cristiana Echevarii. Ale większość ruchów transferowych była jednak stosunkowo udana. Przynajmniej dopóki dyrektora wspomagał w klubie Ramirez. Bo w późniejszym okresie coraz częściej zarzucano już Junco, że jego działania nie są - delikatnie mówiąc - dla klubu korzystne.

 - Za naszych czasów byliśmy w stanie zatrudnić wielu hiszpańskich czy chorwackich zawodników za relatywnie niewielkie pieniądze, którzy dawali naprawdę wiele pod względem sportowym. Ja i były dyrektor sportowy Wisły byliśmy wówczas jednocześnie krytykowani przez ówczesnych działaczy za sprowadzenie dużej liczby zawodników hiszpańskich - przyznaje Ramirez.

I tłumaczy, jak wyglądały kulisy tych transferów. - Mnie osobiście dużo czasu i energii kosztowało przekonanie takich zawodników, jak Fran Velez, Carlitos, Jesus Imaz, czy Pol Llonch do przenosin do Krakowa. To była kwestia wielu wykonanych telefonów, wielu rozmów - także z ich rodzinami, z żonami. A na dodatek - już po tym, jak ich przekonałem do przenosin do Wisły - również dużo mnie kosztowało, by namówić ich potem, by zostali w zespole, gdy klub przestał im płacić. Kiedy zaległości sięgały już trzech miesięcy. Taka była wtedy rzeczywistość - wspomina Hiszpan.

Rady dla Rakowa

Ostatnim klubem, w jakim Ramirez pracował w roli trenera była grecka Skoda Xanthi. Chwilowo nie jest zatrudniony w żadnym zespole jako szkoleniowiec, ale jest zaangażowany w piłkę w innej roli.

- Współpracuję z pewnymi klubami, na różnych polach, nie tylko skautingowym. A konkretnie zwłaszcza z jednym polskim klubem, wysoko klasyfikowanym - przyznaje Ramirez. Hiszpan potwierdza, że chodzi o Raków Częstochowa. - Uważam, że to klub, który bardzo dobrze funkcjonuje. Wszystko wskazuje na to, że zobaczymy go w przyszłym sezonie w eliminacjach europejskich pucharów. To zespół pełen pokory, z perspektywami na świetny rozwój. Uważam, że bardzo dobrze w Rakowie radzi sobie hiszpański gracz Ivi Lopez, ale nie tylko on. Wyróżniają się też polscy zawodnicy, jak Marcin Cebula, który ostatnio gra naprawdę spektakularnie - podkreśla Hiszpan.

Ramirez doskonale zna asystenta Marka Papszuna, czyli Portugalczyka Goncalo Feio, bo pracowali razem w Wiśle. W tamtym okresie w sztabie Ramireza w Krakowie był jeszcze inny ciekawy asystent - Radosław Sobolewski. Niedawno Ramirez życzył publicznie powodzenia "Sobolowi" na Twitterze, gdy ten żegnał się z Wisłą Płock. Czy Hiszpan sądzi, że 44-letni Sobolewski  byłby w stanie w najbliższym czasie objąć drużynę bardziej wymagającą czy utytułowaną, niż płocczanie?

- Doświadczenie, jakie zebrał Radek Sobolewski w Płocku, a przede wszystkim jego znajomość realiów polskiej piłki to jego wielki atut, również w kontekście ewentualnego trenowania Wisły Kraków w przyszłości - stwierdza z przekonaniem Ramirez. - Uważam, że jest to osoba, która prędzej czy później zasiądzie na ławce Wisły Kraków w roli pierwszego trenera. Jestem o tym przekonany. Tym bardziej, że jest to człowiek wartości i wielki profesjonalista - konkluduje Hiszpan.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje